Wyniki są w cieniu problemów Grecji

Kamil Gemra, StockWatch.pl
opublikowano: 2011-07-28 00:00

Amerykańskie spółki na przekór kryzysowi pokazały wyniki świadczące o niezłej sytuacji gospodarczej

Zamieszanie na rynkach finansowych spowodowane problemami z zadłużeniem krajów peryferyjnych Europy sprawiło, że tym razem sezon wyników kwartalnych za Oceanem pozostał na drugim planie. Jednak dobre rezultaty finansowe firm pomagały bronić rynek przed falą wyprzedaży.

Większość kluczowych spółek przebiła prognozy analityków. Spółki bezpośrednio związane z przemysłem widzą ożywienie, choć zaznaczają, że jego tempo może się zmniejszać. Niestety, po raz kolejny zawiodły banki, które ciągnie w dół przedłużający się kryzys na rynku nieruchomości. Bezapelacyjnie najlepszą branżą okazały się spółki technologiczne. Z kolei koncerny spożywcze, takie jak McDonald’s, Coca-Cola czy Pepsico, skarżą się na drożejące surowce, ale duże nadzieje wiążą z rynkami wschodzącymi, bo na rynkach w Stanach Zjednoczonych i Europie widać osłabienie popytu.

Spółki technologiczne mocno świecą

Jako pierwszy wśród spółek technologicznych swój raport opublikował Google. Koncern dzięki świetnym rezultatom został okrzyknięty bezapelacyjnym bohaterem sezonu wyników. Po wyłączeniu czynników jednorazowych zarobił 8,74 dolara w przeliczeniu na To wynik zdecydowanie lepszy od prognoz, które mówiły o 7,86 dolara. Rok wcześniej zysk na akcję wyniósł 6,45 dolara. Najmocniej zaskoczył jednak potężny wzrost przychodów, które wyniosły 9,026 mld USD. Rynek spodziewał się 6,54 mld dolarów. W reakcji na tak dobry raport akcje Google’a zyskały w handlu pozaseryjnym aż 11 procent.

Larry Page, szef spółki powiedział, że firma dysponuje 39 mld dolarów gotówki. Ponadto duże nadzieje wiąże z najnowszym produktem, czyli serwisem społecznościowym Google+, który ma konkurować z Facebookiem. Po dwóch tygodniach od startu z serwisu korzystało ponad 10 mln użytkowników. Spółka pochwaliła się również, że każdego dnia aktywowanych jest 550 tys. nowych urządzeń z systemem Android.

Nie aż tak spektakularne, ale również zadowalające, wyniki pokazał koncern IBM. Komputerowy gigant w II kwartale tego roku zarobił w przeliczeniu na jedną akcję 3,09 dolara z działalności kontynuowanej. Rok wcześniej było to 2,62 dolara, analitycy spodziewali się zaś 3,02 dolara. Inwestorów najbardziej jednak ucieszyło podwyższenie prognoz zysku na cały 2011 rok. Spółka prognozuje, że zysk na akcję przekroczy 13,25 dolara. Wcześniej szacowano, że będzie to 13,15 USD.

Intel również nie zawiódł. Największy na świecie producent procesorów zarobił 54 centy na jedną akcję. Rok wcześniej było to 51 centów. Wynikom Intela pomogła wymiana sprzętu przez firmy oraz zakupy komputerów przez konsumentów z rynków wschodzących. Szczególnie widoczne jest to w Brazylii i Chinach. Ta tendencja jest mocniejsza niż stagnacja sprzedaży laptopów w Stanach Zjednoczonych czy Europie Zachodniej. Odwieczny rywal Intela, Advanced Micro Devices, zarobił 8 centów na akcję. Analitycy spodziewali się zysku 7 centów na akcję. AMD zaskoczył rynek podniesieniem prognozy sprzedaży w III kwartale aż o 12 procent, gdyż jest to wartość wyższa, niż prognozuje Intel.

eBay nieco rozczarował inwestorów. Największy na świecie serwis aukcyjny przyniósł 47 centów zysku na akcję, podczas gdy analitycy spodziewali się 48 centów. Firmie ciążą koszty związane z akwizycją GSI Commerce Inc. Jednak duże zwyżki notuje serwis PayPal i właśnie z płatnościami online największe nadzieje wiąże eBay.

Microsoft przebił prognozy analityków, choć nie jest to spółka będąca na fali. Największy na świecie producent oprogramowania zarobił w IV kwartale roku obrachunkowego 69 centów na akcję, wobec oczekiwanych przez rynek 58 centów. Sprzedaż wzrosła do 17,4 mld dolarów, wobec oczekiwanych 17,2 mld. Microsoft w raporcie wskazał na rosnący popyt ze strony korporacji na flagowe produkty Windows oraz MS Office. Spółka zauważa też, że spada popyt ze strony indywidualnych konsumentów, którzy zaczynają preferować tablety.

Po raz kolejny świetne rezultaty zaprezentował koncern Apple. Firma zanotowała najwyższe w historii przychody (28,57 mld dolarów) oraz kwartalny rekord zysku netto aż 7,31 mld dolarów. Tak dobre wyniki osiągnięte zostały dzięki doskonałej sprzedaży iPhone’ów i iPadów. Przychody były wyższe o 80 procent w porównaniu z analogicznym okresem w zeszłym roku. iPhone i iPad odpowiadają łącznie aż za 68 proc. przychodów Apple’a.

Sektor konsumencki obawia się inflacji

Coca-Cola, największy na świecie producent napojów bezalkoholowych, zarobił w II kwartale w przeliczeniu na akcję 1,20 dolara, wobec spodziewanych 1,16 dol. Zysk wzrósł o 18 procent w porównaniu z ubiegłym rokiem dzięki większej sprzedaży w Ameryce Południowej i Azji. Koncern wskazuje jednocześnie na zagrożenie związane ze wzrostem cen tworzyw sztucznych niezbędnych przy produkcji opakowań, substancji słodzących i soków owocowych. Spółka szacuje, że koszty z tego tytułu mogą w tym roku wzrosnąć o 700 mln dolarów. Główny rywal Coca-Coli, Pepsico, zarobił po wyłączeniu czynników jednorazowych kwotę 1,12 dolara na akcję, co było zgodne z przewidywaniami analityków. Sprzedaż wzrosła o 14 procent, do 16,8 mld dolarów. Firma również skarży się na drogie surowce. Chce utrzymać zyski dzięki podwyżkom cen, jednocześnie obniżyła prognozę zysku na cały bieżący rok.

Zysk netto McDonald’s wyniósł 1,35 dolara na akcję przy oczekiwaniach 1,28 dolara. Pozytywnie zaskoczyły również przychody, które wyniosły 6,9 mld dolarów, wobec oczekiwanych przez rynek 6,65 mld dolarów. Spółka odnotowała wzrost sprzedaży na całym świecie o 5,6 proc. rok do roku. Firma prognozuje, że w bieżącym roku ceny żywności w USA wzrosną o 4,5 procent. Wzrost cen półproduktów szkodzi spółce, ponieważ marża zysku w restauracjach zmniejszyła się do 19 procent w II kwartale w porównaniu z 19,9 procent w ubiegłym roku.

W przemyśle trwa ożywienie

Sezon wyników w Stanach jak zwykle zainaugurował koncern Alcoa. Największy na świecie producent aluminium zarobił w I kwartale 32 centy na akcję, po wyłączeniu czynników o charakterze jednorazowym. Rynek spodziewał się 34 centów na akcję. Wynik koncernu jest blisko trzykrotnie lepszy niż rok wcześniej, gdy w II kwartale zysk na akcję sięgnął 13 centów. Co ważne, pozytywnie zaskoczył wzrost przychodów, które w II kwartale wyniosły 6,59 mld dolarów. Oczekiwano wyniku w okolicach 6,3 mld dolarów.

Inwestorów ucieszył fakt podtrzymania prognozy 12-proc. wzrostu globalnego

popytu na aluminium w 2011 r.

i podwojenia zapotrzebowania na ten surowiec do 2020 r. Prezes koncernu zaznaczył, że ożywienie w światowej gospodarce jest nierównomierne, ale perspektywy dla koncernu są pozytywne. Ponadto zaznaczył, że widać zwiększone zapotrzebowanie na aluminium z przemysłu samochodowego oraz lotniczego w Stanach Zjednoczonych.

Prognozy analityków wyraźnie przebił koncern General Electric, który zarobił 34 centy na akcję, podczas gdy analitycy spodziewali się 30 centów. Lepsze okazały się również przychody, które wyniosły 35,6 mld dolarów, wobec spodziewanych 34,7 mld dolarów. Miniony kwartał był piątym z kolei dla GE, w którym koncern zanotował dwucyfrowy wzrost zysku. Zysk operacyjny wzrósł w II kwartale tego roku o 18 proc. Przyczyniły się do tego głównie działy GE Capital, Healthcare, Transportation, Aviation oraz Oil Gas. Analityków ucieszy-

ła również wysoka liczba zamó-

wień oczekujących na realiza-

cję, która osiągnęła rekordową

wartość 189 mld dolarów.

Sektor finansowy w kratkę

Na pierwszy ogień sezonu wyników poszedł raport banku JP Morgan. Ten drugi co do wielkości pod względem aktywów bank w II kwartale 2011 wypracował 1,27 dolara zysku na akcję. Rynek oczekiwał, że będzie to 1,21 dolara. Przychody sięgnęły 26,78 mld dolarów, wobec oczekiwanych przez analityków 25,13 mld dolarów. Inwestorom najbardziej przypadł do gustu wzrost przychodów o 7 procent rok do roku. Bank podał, że zauważalny jest wzrost popytu na kredyty, co było bolączką we wcześniejszych kwartałach. Jednocześnie spadła średnia wartość kredytu, co sygnalizuje, że wzrost jest nierównomierny. Pozytywnie wygląda natomiast spłacalność kart kredytowych. Bank rozwiązał wcześniej utworzone rezerwy na złe kredyty z tego tytułu w wysokości 15 centów w przeliczeniu na jedną akcję.

Niestety problemem jest nadal sytuacja na rynku kredytów hipotecznych. Bank prognozuje, że może ponosić dodatkowe koszty związane z tworzeniem rezerw na przyszłe odszkodowania z tytułu bezprawnego odbierania nieruchomości zadłużonym klientom. Ponadto JP Morgan musiał zwiększyć zatrudnienie o 10 tys. etatów w związku z obsługą kredytów hipotecznych.

Prognozy analityków pobił również Citigroup. Niegdyś największy bank na świecie zarobił w II kwartale bieżącego roku 1,09 dolarów na jedną akcję, analitycy spodziewali się 97 centów. Przychody banku spadły do 20,6 mld dolarów z 22,07 mld dolarów przed rokiem, jednak i tak były wyższe od rynkowych oczekiwań 19,94 mld dolarów.

Dobre wyniki były zasługą zysków z działalności inwestycyjnej oraz mniejszych odpisów z tytułów złych kredytów. Po głębszym wczytaniu się w komunikat z raportu, akcjonariuszy może martwić zaangażowanie ponad 22 mld dolarów w aktywa krajów PIIGS.

Słaby raport przedstawił natomiast Bank of America, największy w USA gracz rynkowy. Zamknął on II kwartał stratą 9,1 mld dolarów. Jest to największa strata kwartalna w historii tej instytucji, która w przeliczeniu na jedną akcję sięgnęła 90 centów, lecz była zgodna z oczekiwaniami rynkowymi. Tak słaby rezultat wynikał z tego, że bank zgodził się zapłacić 8,5 mld dolarów odszkodowania na rzecz inwestorów, którzy inwestowali w papiery oparte na hipotekach jeszcze przed kryzysem.

Wynikami mile zaskoczył bank inwestycyjny Morgan Stanley. Akcje po ogłoszeniu raportu zdrożały ponad 9 procent, choć bank wykazał stratę w wysokości 38 centów na akcję. Rynek spodziewał się 62 centów straty. Inwestorzy zwrócili uwagę na wzrost przychodów w drugim kwartale do 9,28 mld dolarów z 7,96 mld dolarów rok wcześniej. To ważne, bo większość czołowych banków zanotowała spadek przychodów. W tym wypadku wzrost był imponujący i dotyczył wszystkich głównych segmentów działalności.

Zawiódł natomiast Goldman Sachs, który osiągnął w II kwartale 1,85 dolara zysku na akcję, przy prognozach 2,27 dolarów na akcję. Rok wcześniej było to 0,78 dolarów na akcję. Przychody spółki w tym okresie wyniosły 7,28 mld dolarów i był to wynik poniżej prognoz, które mówiły o 8,18 mld dolarów. Rezultat jest znacznie niższy od tego z analogicznego okresu 2010 r., gdy przychody wyniosły 8,84 mld dolarów.

W Goldman zawiodły przychody z inwestycji. W II kwartale tego roku wyniosły 1,92 mld dolarów, notując spadek z 2,32 osiągniętych w I kwartale. W ubiegłym roku specjaliści z Goldman wypracowali 1,61 mld dolarów. Po raporcie akcje zostały przecenione o 2,6 procent.

Steve Jobs tworzy z Apple’A Światowego lidera

Po nieudanej dekadzie amerykański sektor technologiczny ma ponownie szansę wyjść z cienia. Zapowiedzią lepszych czasów dla branży może być laur największej pod względem kapitalizacji spółki świata, który już wkrótce może zdobyć Apple. Notowania akcji jak burza przełamały pierwszy

raz w historii barierę 400 USD.

Producentowi iPhone’ów, mogącemu pochwalić się kapitalizacją 370 mld USD, już tylko niewiele brakuje, by dogonić największego do tej pory giganta paliwowego Exxon Mobil, wartego 413 mld USD.

Ostatnia fala szaleństwa na punkcie prowadzonej przez Steve’a Jobsa spółki to wynik świetnego raportu kwartalnego. Zysk netto wzrósł ponaddwukrotnie w stosunku do tego samego kwartału zeszłego roku, by sięgnąć 7,3 mld USD. Od tego czasu kurs akcji wzrósł

o 7 proc. i znalazł się o 25 po-

wyżej wartości z końca zeszłego roku. O potędze Apple’a najlepiej świadczą zapasy gotówki. W kasie spółki na koniec zakończonego kwartału znalazło się 76,2 mld USD gotówki.

Apple w pobitym polu zostawiło konkurencję — Research In Motion oraz Nokię. Za 70 proc. przychodów odpowiadała sprzedaż iPhone’ów oraz iPadów, produktów, które jeszcze pięć lat temu nie istniały. Udało się tego dokonać nawet mimo tego, że jeszcze kilkanaście lat temu spółka stała na skraju bankructwa. Przełom przyniósł dopiero powrót Steve’a Jobsa w 1997 r. Współzałożyciel Apple’a odszedł z firmy w latach 80. w atmosferze konfliktu. Odkąd charyzmatyczny menedżer objął ponownie stery przedsiębiorstwa, ceny akcji wzrosły 74-krotnie. Opłaciła się strategia, która stawiała na rozpoznawalne produkty.

— Nie widzę żadnych czynników, które mogłyby powstrzymać ich tryumfalny pochód — stwierdza Giri Cherukuri, trader Oakbrook Investments, w którego portfelu znajdują się między innymi akcje Apple’a.

Kamil Gemra

StockWatch.pl