Jedna akcja portalu Twitter kosztowała na początku tygodnia 29,27 USD, co oznacza, że notowania społecznościówki znalazły się na poziomie symbolicznym, bo najniższym od momentu wejścia spółki na giełdę w listopadzie 2013 r. „W zeszłym tygodniu Jack Dorsey, współzałożyciel i tymczasowy prezes Twittera, oraz Anthony Noto, dyrektor finansowy, ostrzegli, że minie trochę czasu, zanim firma zahamuje spowolnienie wzrostu liczby użytkowników. Zauważyli także, że popyt ze strony reklamodawców rozminął się z ich oczekiwaniami” — przypomina agencja Bloomberg. Kapitalizacja rynkowa spółki spadła poniżej 20 mld USD, co — zdaniem analityków i inwestorów — sprawia, że Twitter stał się łakomym kąskiem dla potencjalnych nabywców. Ruszyła lawina spekulacji i plotek o tym, kto mógłby kupić portal i kto powinien to zrobić. Na czele listy jest oczywiście Google. Analitycy już dostrzegają fakt, że Twitter, w którym niedawno upatrywano głównego konkurenta dla Facebooka, staje się potencjalnym celem przejęcia. Nawet na tym poziomie cenowym zakup Twittera byłby jednak największą inwestycją w historii Google’a lub Facebooka, który wydał w zeszłym roku aż 22 mld USD na aplikację WhatsApp.
Josef Schuster, którego firma Ipox Shuster LLC ma akcje Twittera, twierdzi, że notowania muszą jeszcze spaść, nim spółka stanie się atrakcyjnym celem. Cena 17 USD za akcję powinna ożywić potencjalnych nabywców. Plotki o możliwym przejęciu portalu przez Google’a nie są nowością, ale tym razem taki ruch wydaje się bardziej prawdopodobny niż wcześniej. Internetowemu gigantowi nie wiedzie się na rynku mediów społecznościowych i ogłosił niedawno, że zmniejszy skalę zaangażowania w projekt portalu Google+, który miał być pogromcą Facebooka, a okazał się niewypałem.
— O innych potencjalnych pretendentach do zakupu Twittera dyskutowano w ostatnich latach, w tym o Apple’u i Microsofcie [niektórzy uważają, że kandydatem może być Amazon, a nawet Facebook — red.], ale Google najbardziej potrzebuje tego, co może zaoferować Twitter — przekonuje Mathew Ingram z magazynu „Fortune”.
Twitter ciągle jest gorącą i popularną spółką, głównie ze względu na osoby, które korzystają z jej produktu. Ćwierkaniem nazywane jest umieszczanie w serwisie krótkich wiadomości, które nie mogą przekraczać 140 znaków. Z portalu korzystają gwiazdy sportu, muzyki i kina, ale także poważni ludzie biznesu, politycy, naukowcy i dziennikarze. Bloomberg wskazuje jeszcze na inne cenne aktywa, które mogą skusić koncerny z gotówką do zakupu Twittera — chodzi o pracowników portalu. Firma szuka nowego prezesa, ale ma na pokładzie wielu utalentowanych inżynierów i menedżerów, którzy nie mają problemu na rynku pracy. Pod koniec lipca, gdy serwis ogłaszał wyniki kwartalne, o odejściu poinformowali Todd Jackson i Christian Oestlien. Pierwszy znalazł pracę w spółce Dropbox, drugi w portalu YouTube.
GRUNT TO UŻYTKOWNICY: Twitter pochwalił się ostatnio, że przychody firmy wzrosły o 61 proc., do 502,4 mln USD. Dla inwestorów decydujące są jednak inne liczby: strata sięgnęła 136,7 mln USD, a liczba użytkowników wzrosła nieznacznie do 304 mln, gdy Facebook ma już prawie 1,5 mld użytkowników miesięcznie.
