Wypijmy za błędy w biznesie

opublikowano: 24-06-2015, 00:00

Polacy z natury chętniej wytykają porażki niż gratulują sukcesu, także w biznesie.

Lepiej sprawdza się amerykańska zasada „It's ok to fail”

Ryzyko jest nieodzowną częścią biznesu, zwłaszcza gdy rozwija się innowacyjne produkty. Ale, jak zaznacza Michał Karmiński, przedsiębiorca, niegdyś związany z EduKoala, dziś angażujący się w kolejny projekt, warto je podejmować, nawet jeśli czasem ponosi się porażkę. Takie doświadczenia kształcą.
Zobacz więcej

WZLOTY I UPADKI:

Ryzyko jest nieodzowną częścią biznesu, zwłaszcza gdy rozwija się innowacyjne produkty. Ale, jak zaznacza Michał Karmiński, przedsiębiorca, niegdyś związany z EduKoala, dziś angażujący się w kolejny projekt, warto je podejmować, nawet jeśli czasem ponosi się porażkę. Takie doświadczenia kształcą. Marek Wiśniewski

Pozbądźmy się iluzji: zarządzanie własnym biznesem to nie ciągłe pasmo sukcesów, ale ciężka praca, która wiąże się też z mniejszymi lub większymi porażkami. I od tego uciec się nie da, tym bardziej że prowadząc firmę, trzeba wiecznie trzymać rękę na pulsie i reagować na zmiany — nowe trendy rynkowe, oczekiwania kontrahentów i potrzeby konsumentów, do tego dochodzą spadki koniunkturalne, zmiany przepisów prawnych czy regulacji podatkowych.

A ryzyko wzrasta, gdy na tak rozrysowanym tle chcemy budować nowatorski, innowacyjny projekt, wcześniej przez nikogo nie przetestowany. Jednak w polskiej kulturze porażka nie zawsze jest akceptowana przez otoczenie. Tym trudniej jest się więc podnieść i działać dalej. Dużo łaskawsze jest amerykańskie nastawienie... bo na czym można nauczyć się więcej niż na własnych porażkach i wyciąganiu wniosków z cudzych potknięć.

Niekończąca się lekcja biznesu

Porażek nie da się uniknąć, zwłaszcza kiedy biznes zakłada się w młodym wieku.

Michał Karmiński swój pierwszy projekt biznesowy zaczął realizować w wieku 16 lat. Wraz z kolegą założył GKStudio.pl, specjalizujące się w pozycjonowaniu stron. Ta spółka działa do dziś. Zamknąć postanowił natomiast inną, bardziej znaną w środowisku startupowym i inwestorskim spółkę — EduKoala. Zakładał ją, będąc jeszcze na studiach. Na projekt mobilnej aplikacji do nauki języków obcych pozyskał finansowanie najpierw z funduszu AIP Seed Capital, potem, w ramach kolejnej rundy, m.in. od austriackiego funduszu INEO Capital. Tym razem nie wyszło.

OKIEM EKSPERTA

Ryzyko wpisane w biznes

MARIUSZ TURSKI prezes AIP Seed Capital

Celem każdego inwestora, który wnosi kapitał do start-upu, jest pomnożenie go, dlatego przed podjęciem decyzji inwestycyjnej ważne jest, aby dokładnie zbadać pomysł biznesowy, uwierzyć w jego wizję i rentowność finansową oraz poznać osoby zarządzające. AIP Seed Capital, inwestując w start- -upy, nie tylko dokonuje wejść kapitałowych, ale w celu zminimalizowania ryzyka porażki aktywnie wspiera spółkę w jej funkcjonowaniu. Oczywiście nie każda inwestycja kończy się sukcesem, a bez zaangażowania ze strony inwestora ryzyko porażki jest jeszcze większe.

— Prowadząc biznes, trzeba być przygotowanym nie tylko na sukcesy, ale również na porażki. Tym bardziej jeśli w grę wchodzi innowacyjny projekt. Pomysł, z którym wystartowaliśmy, nie sprawdził się na rynku. Sami popełniliśmy też kilka błędów, ale nie uważam, żeby to był powód do rezygnowania z obranej przeze mnie ścieżki zawodowej. Zdążyłem już zaangażować się w kolejny projekt, o którym na razie nie chcę dużo mówić, bo finalizuję negocjacje z inwestorem. Jak widać to, że zamknąłem jedną firmę, nie zniechęciło innych do współpracy ze mną — mówi Michał Karmiński.

Zaznacza, że najwięcej mówi się o dużych, spektakularnych sukcesach, promując biznesy, które okazały się „strzałem w dziesiątkę”, bo są to nośne tematy, które interesują ludzi, ale każdy, kto prowadzi biznes, nieważne mały czy duży, zdaje sobie sprawę, że wiąże się on z codzienną, rutynową pracą. Biznes to ciągłe reagowanie na pojawiające się problemy i szybkie podejmowanie decyzji. Dopiero po czasie okazuje się, że nie wszystkie były słuszne. — Właśnie na błędach uczymy się najwięcej — dodaje Michał Karmiński.

Od porażki do wielkiego sukcesu

Tak jak w życiu, również w biznesie lepiej widzieć szklankę do połowy pełną. — Pozytywne patrzenie na świat pomaga nabrać dystansu, a bez niego trudno jest poradzić sobie z narastającymi problemami. Ważne jest też wsparcie ze strony najbliższych, przede wszystkim wspólników. Każdy miewa słabsze momenty, wówczas najważniejsze jest wsparcie i doping innych — zaznacza Tomasz Jabłoński, prezes spółki Qpony, rozwijającej mobilną aplikację z kuponami na zakupy w sklepach online i stacjonarnych, która już teraz posiada pół miliona użytkowników. Jego zdaniem, największym błędem, jaki można popełnić, prowadząc biznes, jest tkwienie w bezruchu.

— Jeśli ktoś ma ambicje zbudowania prężnie działającego biznesu, musi nieraz zaryzykować. A to czasem oznacza porażkę. Wówczas najważniejsze jest to, by utrzymać zaufanie pracowników, kontrahentów i klientów, co wymaga dużej pokory. Niestety, żyjemy w społeczeństwie, w którym porażka nie jest łatwo akceptowana — wyjaśnia Tomasz Jabłoński. Niemniej jednak, każdy, kto zaczyna przygodę z biznesem lub mając doświadczenie, rozpoczyna pracę nad nowym projektem, często musi działać, kierując się wyłącznie intuicją. Nie da się też przewidzieć każdej zmiany rynkowej, unikając tym samym problemów.

— Kilka lat temu, kiedy przygotowywaliśmy pierwszy, wówczas jeszcze papierowy, katalog zniżkowy, naiwnie założyliśmy, że każda z czterech współpracujących osób z łatwością podpisze 5-8 umów dziennie. Po miesiącu okazało się, że nie podpisaliśmy żadnej. Z reklamodawcami kontaktowaliśmy się telefonicznie i e-mailowo. To nie działało. Postanowiliśmy więc, że umówimy się z nimi na spotkania i wytłumaczymy, na czym polega nasz pomysł. W kolejnym miesiącu mieliśmy już kilkudziesięciu klientów. Dziś doskonale wiem, że nie zawsze warto się w upierać przy pierwszym pomyśle tylko dlatego, że mamy do niego duży sentyment. Jednak zanim się zrezygnuje, trzeba sprawdzić, czy realizując go, dało się z siebie wszystko. Jeśli mamy pewność, że tak było, wówczas lepiej odpuścić i poszukać innych rozwiązań lub wycofać się z biznesu — zaznacza Tomasz Jabłoński.

Warto też być czujnym, gdy biznes rozwija się z wykorzystaniem unijnych lub inwestorskich pieniędzy. Taka sytuacja rozpieszcza, ale po pewnym czasie może się okazać, że pieniądze się skończyły, a biznes nadal nie przynosi zysku.

— W firmie czasem trzeba grać jak zawodnik bez piłki — mimo że jej nie ma, cały czas musimy biegać i za nią gonić. Pracując przy Qponach, popełnialiśmy błędy, ale gdybyśmy nie wyzerowali firmowego konta, nie szukalibyśmy kolejnego inwestora. Gdyby nie okazało się, że papierowe katalogi trudno się skalują, nie stworzylibyśmy aplikacji mobilnej, którą dzisiaj integrujemy już z siecią beaconów — wylicza Tomasz Jabłoński. Przysłowia są mądrością narodów? Na myśl przychodzi mi jedno: kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

OKIEM EKSPERTA

Porażka to kolejne doświadczenie

MICHAŁ ROKOSZ

partner w funduszu Inovo

Cenimy przedsiębiorców, którzy po porażce biznesowej ruszyli dalej. Mają u nas — jako potencjalnego inwestora — dodatkowe punkty za doświadczenie. Taki przedsiębiorca twardo stąpa po ziemi i skoro potrafi wyciągnąć wnioski z porażki, to jego szanse na sukces w kolejnym podejściu rosną. W USA przedsiębiorcy chwalą się także prowadzeniem przedsiębiorstw, które upadły. To wiele mówi o ich determinacji, sile woli, harcie i konsekwencji. Mimo że poprzednie biznesy upadły, podnoszą się, otrzepują i idą dalej. W Inovo widzieliśmy już przedsiębiorców, którzy w swoim portfolio przedstawiają zarówno firmy, które prowadzili z sukcesem, jak i te, które upadły. Jedne i drugie są częścią ich doświadczenia, a to, że projekt nie wypalił, wynika z wielu czynników. Oczywiście bardzo dokładnie sprawdzamy spółki, zanim w nie zainwestujemy. Największą szansę na inwestycje z naszej strony mają firmy, które mogą pokazać pierwsze faktury przychodowe. To dowód, że biznes może zarabiać. Żaden fundusz nie zainwestuje w pomysł przedsiębiorcy, który ma za sobą wyłącznie nieudane przedsięwzięcia. Ale jeden czy dwa przypadki nieudanych biznesów w historii przedsiębiorcy, który ma też na koncie success stories [historie sukcesów — przyp. red.] to zupełnie inna bajka, paradoksalnie zwiększająca prawdopodobieństwo powodzenia przedstawianego inwestorowi projektu.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Bełcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu