Wyprawa 25-lecia do Waszyngtonu

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2024-03-11 20:00

Data akcesji Rzeczypospolitej Polskiej do Unii Europejskiej z grubsza jest pamiętana, również ta dzienna, wszak za niecałe dwa miesiące będziemy obchodzili dwie dekady członkostwa — 1 maja 2004-2024.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Analogiczny dokładny dzień formalnego przystąpienia do Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO) pamiętają tylko zainteresowani wojskowością. Notabene sojusz obronny osiągnęliśmy pięć lat wcześniej niż wspólnotę gospodarczą, w NATO obchodzimy właśnie srebrny jubileusz — 12 marca 1999-2024.

Za sprawą Josepha Bidena dzień ten stał się jednak wyjątkowo nagłośniony. Amerykański prezydent postanowił upamiętnić rocznicę naszego ścisłego sojuszu zaproszeniem do Białego Domu jednocześnie prezydenta Andrzeja Dudy i premiera Donalda Tuska. Taki gest zdarzył się pierwszy raz w dziejach III Rzeczypospolitej Polskiej i w ogóle nie ma precedensu w amerykańskiej dyplomacji. Zarówno głowy państw, jak też szefowie rządów oczywiście goszczą u prezydentów Stanów Zjednoczonych Ameryki — którzy łączą w sobie oba stanowiska — bardzo często, ale zawsze pojedynczo, czyli albo, albo. Polska reprezentacja podwójna w USA już raz się zdarzyła, ale na szczycie NATO w Waszyngtonie w półwiecze sojuszu 4 kwietnia 1949-1999. Był to nasz pierwszy szczyt tuż po akcesji i wtedy zasiedli za owalnym stołem sojuszniczym zarówno prezydent Aleksander Kwaśniewski, jak też premier Jerzy Buzek. Potem to już nigdy się nie zdarzyło, szczyty NATO są tradycyjnie wyłączną domeną prezydenta RP. Obecny gest Josepha Bidena ma wymiar nie tylko symboliczny, lecz także polityczny. Administracja USA doskonale przecież zdaje sobie sprawę z głębokiego pęknięcia na szczytach władzy w Polsce i próbuje wręcz wymusić zgodne współdziałanie prezydenta i premiera przynajmniej na froncie konfrontacji szeroko rozumianego Zachodu z Rosją nieobliczalnego cara Władimira Putina. Na razie cel osiąga, co potwierdziło w miarę zgodne posiedzenie naszej przyprezydenckiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego w poniedziałek rano.

Podwójna wyprawa za Atlantyk na pewno przejdzie do historii nie tylko dyplomatycznej, lecz transportowo-logistycznej. Zgodnie z rygorami instrukcji HEAD oraz naukami z tragicznej katastrofy smoleńskiej Andrzej Duda i Donald Tusk polecieli oczywiście osobno. Boeingi 737 w barwach 1. Bazy Lotnictwa Transportowego są identyczne, nominalnie to europejskie średniodystansowce, ale te specjalne wojskowe mają dodatkowe zbiorniki i osiągają np. Waszyngton z Warszawy jednym skokiem. Gulfstreamy G550 taki zasięg mają z definicji, to taksówki powietrzne specjalnego znaczenia. 11 marca dla przerzutu prezydenta i premiera do Białego Domu uruchomiona została niemal cała ta flota, kupiona nie za miliony, lecz w sumie za miliardy.

Z obywatelskiej troski pilnie śledziłem przeniesienie się na wiele godzin ośrodka decyzyjnego Rzeczypospolitej nad Atlantyk. Każdy z odrębnych lotów został… zdublowany, jednej maszynie B737 towarzyszył G550, a drugiej inny B737. Zdumiało mnie tylko, że cały orszak prezydenta Andrzeja Dudy wykonał międzylądowanie w Islandii, na pozostawionym przez dawną bazę amerykańską lotnisku Keflavik. Kiedyś z powodu ograniczonego zasięgu po prostu musiał to robić Tu-154M, ale obecnie nie ma takiej potrzeby. Orszak premiera Donalda Tuska poleciał prosto jednym skokiem na waszyngtońskie lotnisko Allana Dullesa, zatem był tam wcześniej, chociaż z Okęcia wystartował ciut później. Ten dualizm transportowy, z wykorzystaniem dwóch par maszyn, trudno pojąć, ale widocznie takie zapadły tzw. ustalenia. W Białym Domu protokół będzie oczywisty — Joseph Biden poda rękę najpierw Andrzejowi Dudzie, a Donaldowi Tuskowi po chwili.