W czasie kryzysu piętą achillesową europejskiego rynku pracy okazała się motoryzacja. Od marca 2008 r. do sierpnia 2009 r. masowe zwolnienia (powyżej 100 pracowników) objęły w tej branży 105 tys. Europejczyków — wynika z raportu Komisji Europejskiej (KE). Bruksela odnotowała aż 268 przypadków takich cięć. Wyjątkiem jest tu m.in. Polska.
W krajach zachodnich producenci samochodów musieli ostro ciąć zatrudnienie, jednak w Europie Środkowej (głównie w Polsce, ale też na Węgrzech czy Słowacji) przyrosty zatrudnienia były wyższy niż redukcje — zaznaczają analitycy KE.
Okazuje się, że mimo pompowania pieniędzy w gospodarkę wiele rządów zdecydowało się też oszczędzać na sobie. W czasie kryzysu zanotowano 46 przypadków masowych zwolnień w państwowych urzędach. Pracę w ten sposób straciło 79 tys. pracowników.
W raporcie znalazł się jeszcze jeden polski wątek. Tym razem przykry. Masowe zwolnienia w PKP Cargo, które zostały przeprowadzone w styczniu 2009 r., były jednym z dziesięciu najgłębszych projektów restrukturyzacyjnych w Europie — objęły 9 tys. osób.
Najbardziej drastyczne w Unii było ubiegłoroczne cięcie we francuskiej armii. Według danych Brukseli, pracę straciło tam za jednym zamachem 54 tys. osób. Inne spektakularne zwolnienia odbyły się w brytyjskiej sieci sprzedaży detalicznej Woolworths (27 tys. osób), francuskiej oświacie (16 tys.), u niemieckiego operatora telekomunikacyjnego T-System (12 tys.) i w holenderskiej firmie dostawczej TNT Post (11 tys.). W dziesiątce znalazły się też trzy banki — Commerzbank (9 tys.), Royal Bank of Scotland (7 tys.) i Unicredit (6 tys.).
Bruksela podkreśla jednak, że polski rynek pracy mimo przypadku PKP Cargo jest wyjątkowo stabilny.
— Polska wypada najlepiej. Jest jedynym krajem, które cały czas ma pozytywny wzrost gospodarczy, a od drugiego kwartału 2008 r. do drugiego kwartału 2009 r. przyrost zatrudnienia wynosił 1 proc. — komentuje Magdalena Grzegorzewska z dyrekcji do spraw zatrudnienia KE, współautorka raportu.
