Private banking jest dla zamożnych. A ci chcą mieć więcej i więcej, dlatego banki prześcigają się w stwarzaniu możliwości inwestowania.
Na pierwszy rzut oka private banking nie różni się specjalnie od zwykłej bankowości: rachunek, przelewy, karty. Prawdziwą wartość widać, gdy spojrzy się na ilość i jakość produktów inwestycyjnych. Niby nazwy dla każdego klienta znajome: lokaty, fundusze, plany oszczędnościowe, akcje. Ale prawda jest taka, że dopiero klient private bankingu ma wystarczająco dużo wiedzy, a co najważniejsze środków, by z tych możliwości korzystać.
Polskim klientom banków jeszcze daleko pod względem zamożności do średniej światowej. Klient private bankingu jednego z banków w zachodniej Europie to osoba, która ma na koncie minimum 1 mln euro. Taki majątek chce się systematycznie pomnażać, ale bez wielkiej presji na szybki zysk. Polscy, nawet ci najzamożniejsi, klienci mają inne oczekiwania i możliwości, bo mają najczęściej tylko kilkaset tysięcy… i to złotych nie euro. Oni chcą jak najszybciej osiągnąć pułap magicznego 1 miliona. Jakie możliwości dają Polakom rodzime banki w ramach bankowości prywatnej i jak z nich korzystamy.
Jesteśmy coraz bogatsi
Polacy się bogacą. Choć nie każdy to odczuwa, to liczby nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Od kliku lat stale rośnie średni dochód brutto statystycznego Kowalskiego. O tym, że ten wzrost jest nie tylko statystyczny, świadczy wzrost konsumpcji widoczny gołym okiem w każdym centrum handlowym i wyniki handlu. Kolejnym dowodem jest wzrost oszczędności Polaków, które, według raportu przygotowanego przez Analizy Online, w II kwartale wzrosły o 2,7 proc. i wynosiły 512,5 mld zł. Tylko od początku tego roku Polakom udało się zgromadzić dodatkowe 41 mld zł, a w porównaniu z czerwcem ubiegłego roku oszczędności są większe aż o 18,7 proc. Jako główne przyczyny rosnącej zamożności ekonomiści wskazują rosnące płace i malejące bezrobocie. Jednak nie bez znaczenia są na pewno dochody uzyskiwane przez Polaków za granicą — wciąż większość wyjeżdżających po pewnym okresie wraca do Polski, bogatsza o funty czy euro. Na pewno efekt wzmacnia też tendencja do przenoszenia do banków pieniędzy, które do tej pory przechowywane były w przysłowiowej skarpecie. Skoro do banków trafia coraz więcej pieniędzy, to pojawia się też szybko pytanie: co z nimi zrobić, aby bank był nie tylko miejscem przechowywania, ale i pomnażania. Propozycje są różne pod względem ryzyka i potencjału zysku, ale również elastyczności — przecież nie każdy może zamrozić znaczną część swoich środków na kilka lat.
Bezpiecznie
Swoje pieniądze bezpieczniej trzymać w banku niż w domu, to oczywiste. Tyle, że najczęściej bank pobiera opłaty, choćby za prowadzenie rachunku. By ich nie odczuwać, trzeba na koncie zarabiać, tylko jak? W większości przypadków rachunek jest nieoprocentowany, a więc jest niczym szuflada, do której wkłada się banknoty. W nielicznych przypadkach rachunek będzie przynosił odsetki, ale najczęściej będą to dziesiętne części procentu w skali roku.
Tradycyjnym produktem bankowym, który służy do przynoszenia zysków są lokaty bankowe. Charakteryzują się pełnym bezpieczeństwem i przewidywalnością. To swego rodzaju umowa między bankiem i klientem: ty nam dasz swoje pieniądze na określony czas — np. 1 miesiąc — a my ci je oddamy powiększone o odsetki. Jest to propozycja dla tych, którzy na co dzień nie potrzebują dostępu do swoich środków, bowiem jeśli zerwie się lokatę, to nie zarobi się nic lub ułamek pierwotnie zakładanego zysku. Ile można zarobić na lokacie? Dla najzamożniejszych klientów banki zostawiają furtkę w postaci negocjowanego oprocentowania depozytów. Wszystko zależy od okresu oraz waluty. Opcja negocjowania wygląda kusząco, ale wciąż osiągnięcie poziomu wyższego niż 5 proc. w skali roku należy traktować jako świetną ofertę. Jak widać w tym tempie osiągnięcie wspomnianego miliona potrwa bardzo, bardzo długo.
Trochę inne lokaty
Ponieważ tradycyjne lokaty cieszyły się coraz mniejszym zainteresowaniem, banki postanowiły swą ofertę udoskonalić. Pierwsza diagnoza: klienci nie lubią zamrażać pieniędzy na długo — najczęściej było tak, że im dłuższy okres, tym wyższy procent. Receptą stały się rachunki avista, które łączą w sobie cechy lokaty — wyższe oprocentowanie i zwykłego konta — dostępność środków. Wprawdzie mają one na ogół pewne ograniczenia, np. limitowana kwota lub ilość wypłat, ale i tak cieszą się coraz większą popularnością.
Następnie banki uznały, że to nie brak elastyczności, ale mało kuszące oprocentowanie zniechęcało klientów. W związku z tym w ofercie zaczęły pojawiać się coraz bardziej złożone lokaty, które mogą przynieść większy zysk. Dlaczego mogą? Bo tutaj konstrukcja oparta jest na zasadzie: poziom gwarantowany + premia — a ta nie jest pewna. Przykład to lokata dwuwalutowa, która może przynieść dodatkowy zysk, jeśli odpowiednio zmieni się kurs waluty. Tutaj jednak jest pewne ryzyko, bo jeśli kurs zmieni się na niekorzyść klienta, to i zysk z lokaty znacznie stopnieją. Banki oferują również lokaty połączone z inwestycją na rynku walutowym, kapitałowym lub towarowym. Jeśli indeksy wzrosną, klient może liczyć nawet na kilkukrotny wzrost oprocentowania lokaty.
Coraz częściej w ofercie banków spotyka się lokaty połączone z inwestycją w fundusze inwestycyjne. Mechanizm działania jest przejrzysty: jeśli klient zdecyduje się zainwestować w fundusze inwestycyjne w ramach bankowej oferty, ten założy mu lokatę o wyższym niż standardowe oprocentowaniu. Najczęściej lokata ma limit wysokości i przynajmniej tyle samo trzeba wpłacić na fundusz. Choć również w tym przypadku lokata przyniesie więcej niż standardowa, to jednak prawdziwych zysków można oczekiwać od funduszu.
Jeśli akceptujesz ryzyko
Większość banków stwarza swoim klientom możliwość inwestowania w fundusze inwestycyjne, które systematycznie podbijają serca Polaków. Dlaczego? Oczywiście głównym motywem jest poziom zysków, sięgający nawet ponad 40 proc. w skali roku. To już bardzo dużo. Równie ważne jest też to, że każdy może wybrać rodzaj funduszu w zależności od tego, jaki poziom ryzyka akceptuje. Do dyspozycji klientów są więc fundusze bezpieczne inwestujące na rynku pieniężnym i obligacje czy bony skarbowe. Za cel mają wypracowanie zysków nieco większych niż lokata, przy maksymalnym poziomie bezpieczeństwa. Choć nie wszystkim to się udaje, to klienci wybierający fundusze z tego segmentu cenią sobie przede wszystkim to, że praktycznie niemożliwe jest, by na tej inwestycji stracili.
Następna kategoria to fundusze stabilnego wzrostu i zrównoważone, które określa się mianem: mieszanych. Ta nazwa oddaje charakter inwestycyjny, bowiem część środków lokowana jest w instrumenty bezpieczne, a część w akcje. Proporcje zależą od koniunktury na rynku. Jaki poziom zysków wypracowują? Słabe przyniosły w ostatnich 12 miesiącach ponad 10 proc., a najlepsze ponad 30.
Największe zyski może przynieść fundusz operujący na rynku akcji. W tej kategorii zysk za ostatni rok na poziomie 30 proc. uznany będzie za przeciętny, bowiem i 40 proc. nie należało do rzadkości, a rekordzista wypracował ponad 70-proc. wzrost wartości jednostki!
Fundusze dla wytrawnych graczy
Gdy Polacy przekonali się do inwestowania w fundusze, czego dowiodły miliardy złotych, które przepłynęły do TFI, te postanowiły uatrakcyjnić swą ofertę. Tak narodziły się fundusze parasolowe oferowane m.in. przez ING Bank Śląski. Zasada działania jest taka, że środki zainwestowane w fundusz parasolowy dzielone są na subfundusze, które różnią się strategią inwestycyjną: od bezpiecznej do agresywnej. Taka konstrukcja pozwala na przenoszenie środków z jednej kategorii ryzyka do drugiej i unikanie płacenia podatku od zysków kapitałowych. Podatek zostanie zapłacony dopiero w momencie wycofania pieniędzy z funduszu parasolowego. Zysk z tego powodu może być znaczący.
Inna kategoria, którą można znaleźć w ofercie polskiego private bankingu, to fundusze hedgingowe oferowane przez Superfund. Wykorzystują one w swojej strategii inwestycyjnej transakcje na instrumentach pochodnych. Dzięki temu mogą przynosić zyski nawet w okresie bessy.
Myślisz globalnie
Private banking nie pozostaje również bierny, jeśli chodzi o inwestowanie na rynkach światowych. W ofercie od dłuższego już czasu znajdują się polskie fundusze inwestujące za granicą. Od pewnego czasu niektóre banki: BRE, Deutsche Bank, oferują jednak również fundusze prowadzone przez zagraniczne towarzystwa, w tym gigantów rynku: Franklin Templeton czy Merrill Lynch. Dzięki nim Polacy uzyskali możliwość inwestowania na giełdach Ameryki Łacińskiej, Azji czy Europy Środkowo-Wschodniej. Jest to ciekawe rozwiązanie dla tych, którzy mają oszczędności w walutach obcych, bowiem mogą dokonać inwestycji bez konieczności dokonywania przewalutowywania. Taka inwestycja to szansa na duże zyski — wartość funduszu Templeton inwestującego w Ameryce Łacińskiej w ostatnich 3 latach wzrosła o 220 proc., ale przede wszystkim dywersyfikacja pełną gębą — choćby na polskim czy europejskim rynku działo się najgorzej środki klienta mogą przynosić zyski.
Jeszcze więcej
Jednak to nie koniec możliwości inwestycyjnych. Każdy klient private bankingu może skorzystać z oferty domu maklerskiego z tej samej grupy kapitałowej. Korzyści? Przede wszystkim preferencje w opłatach, ale także bardziej elastyczne procedury obsługi czy atrakcyjne i łatwo dostępne kredyty na zakup akcji. Możliwe będzie wówczas granie na warszawskiej i światowych giełdach. Niektóre banki oferują również sprzedaż niepubliczną papierów komercyjnych na zasadzie „private placement”.
Dla tych, którzy akceptują ryzyko, dostępne są też transakcje terminowej wymiany walutowej, która przyniesie zyski w przypadku trafnego przewidzenia zmian kursu.
Jeśli to dla kogoś za mało, zawsze może sprawdzić ofertę BRE Banku, który deklaruje gotowość do skonstruowania niemal dowolnego produktu, niestanowiącego elementu standardowej oferty i to niezależnie, czy do tego celu konieczne będzie skorzystanie z oferty grupy czy dostawcy zewnętrznego. Osobną kwestią jest, ile przyjdzie klientowi zapłacić za taki skonstruowany dla niego produkt.
Oferta inwestycyjna jest bogata i każdy z klientów private bankingu ma sporo możliwości związanych z różnym poziomem ryzyka. To, jak szybko stanie się milionerem, zależy od trafności wyboru, a w tym pomoże osobisty doradca.
Bogać się oryginalnie. Bank pomoże
Klienci mają szerokie możliwości inwestowania na rynkach walutowych. Pomocą służą im w tym ich opiekunowie oraz specjalnie dedykowani dilerzy. Transakcje na rynkach FX mogą mieć zróżnicowany horyzont czasowy — od 1 dnia do wielu miesięcy. W zależności od terminu rozliczenia takiej transakcji może być to klasyczna transakcja wymiany walut (spot) z rozliczeniem maksymalnie w ciągu 2 dni roboczych. Ważny w tym przypadku jest fakt, że rozliczenie dotyczy pełnej kwoty, na jaką opiewa transakcja. W przypadku transakcji terminowych (forward) możliwe jest rozliczenie pełnej kwoty zaangażowanej w transakcji albo jedynie kwoty wynikającej z różnicy kursu transakcji i kursu rynkowego danej waluty. Podobne rezultaty potencjalny inwestor może osiągnąć, angażując się w opcje walutowe, dzięki którym może uzyskać dochód nawet większy niż w porówynywalnej transakcji terminowej, natomiast strata będzie w każdym przypadku ograniczona do wysokości zapłaconej premii. W tym przypadku wysokość kwoty premii to jedyne zaangażowanie kapitałowe zainteresowanego.
Warto jednak pamiętać, że do skutecznych inwestycji na rynkach walutowych konieczna jest bardzo dobra orientacja dotycząca ich funkcjonowania, zdolność do prawidłowej interpretacji danych płynących z gospodarki czy świata polityki.
Marcin Zborowski
departament rynków finansowych Raiffeisen Bank Polska