Miał zaledwie trzy lata, gdy – postawiony na szczycie Pilska w Korbielowie – musiał… zjechać. Choć mogło go to zniechęcić do narciarstwa, zapoczątkowało fascynację tym sportem.
– Jak na dzisiejsze standardy to dość traumatyczne doświadczenie. Jestem pewien, że swoim dzieciom takiego bym nie zafundował. Wciąż mnie czasem dziwi, że nie zniechęciłem się na resztę życia, tylko połknąłem bakcyla – mówi Maciej Małanicz-Przybylski, adwokat, partner w kancelarii Kurpiejewski Budzewski i Wspólnicy.
Na warszawskim stoku
Odtąd co roku jeździł na nartach, m.in. w Szwajcarii, gdzie miał rodzinę. Odwiedzał też regularnie polskie stoki. Dzięki wsparciu rodziców mógł rozwijać umiejętności, bo góry są pasją całej rodziny. Jego ojciec to himalaista, uczestnik wypraw w Himalaje, Karakorum i Dolomity, więc liny, uprzęże i inne akcesoria wspinaczkowe były elementem jego dzieciństwa. Zabawki przechowywał w… bębnach wyprawowych.
W liceum spróbował snowboardu, jednak kontuzja zmusiła go do powrotu do nart. W miarę zwiększających się możliwości finansowych, sam organizował sobie jedno- lub dwudniowe wypady do Szczyrku i innych ośrodków narciarskich. Wciąż się stara znaleźć na to czas, choć obecnie tak go sobie organizuje, by wyjeżdżać na dłużej co najmniej trzy razy w sezonie – na jego początku, w środku i na końcu.
Ma grupę przyjaciół o podobnych zainteresowaniach, z którymi organizuje wspólne intensywne wyjazdy narciarskie. Chętnie jeździ też z dziećmi, starając się przekazać im swoją pasję w sposób naturalny i bez presji.
– Z przyjaciółmi świetnie się bawimy na stoku i poza nim – podczas odpoczynku czy wspólnych chwil wieczorami. To niezwykle ważne, że wszyscy czerpiemy podobną radość z narciarstwa. Te znajomości nawiązałem na różnych etapach życia, a wspólna pasja stała się jednym z najważniejszych elementów, które nas łączą i umacniają relacje – mówi Maciej Małanicz-Przybylski.
Kiedy był aplikantem adwokackim, miał okazję dołączyć do Warszawskiego Klubu Narciarskiego działającego na Górce Szczęśliwickiej. Wraz ze znajomymi uczestniczył w szkoleniach, które klub organizował z komisją sportu w warszawskiej Izbie Adwokackiej. Po godzinach intensywnej pracy przy komputerze jechał prosto na stok, często przebierając się w samochodzie. Wspomina, że ówczesne warszawskie zimy były bardziej śnieżne, co pozwalało na treningi nawet w marcu.
– To było niezwykłe wrażenie: stałem z nartami na górze i miałem widok na całą Warszawę, a jeszcze pół godziny wcześniej siedziałem przy komputerze. Przeżycie nie do opisania – mówi narciarz.
Choć nie należy już do żadnego klubu, przyznaje, że chciałby się ponownie zaangażować i korzystać z profesjonalnego zaplecza i szkoleń, by rozwijać umiejętności. Ograniczenia czasowe i inne zobowiązania sprawiają jednak, że trudno mu to zrealizować.
Najlepszy odpoczynek
Najbardziej lubi jazdę slalomową, która polega na wykonywaniu krótkich, dynamicznych skrętów. Narty slalomowe, cięższe i twardsze, wymagają większych umiejętności technicznych. Są też droższe. W ostatnich latach zaczął się interesować także jazdą poza trasami – w głębokim śniegu, czyli tzw. offroadem. Niestety, zmiany klimatyczne i coraz trudniejsze warunki pogodowe w Europie utrudniają rozwijanie tej formy narciarstwa.
– Jakiś czas temu poważnie się zastanawiałem, czy warto inwestować w uczenie dzieci jazdy na nartach, bo za kilka lat to pewnie będzie sport elitarny i trudno dostępny ze względów klimatycznych – mówi Maciej Małanicz-Przybylski.
Najbardziej lubi jeździć w Dolomitach. Na krótsze wyjazdy wybiera jednak Austrię, gdzie lodowce oferują dobre warunki, choć pogoda bywa bardziej kapryśna. Na narciarskim koncie ma również wiele stoków w Szwajcarii, Słowacji, Czechach i Polsce. Wśród planów do zrealizowania – heliskiing (zjazd ze szczytu, na który wynosi helikopter) na Islandii. Do niedawna marzył również o Kamczatce, gdzie ze szczytu wulkanu (ponad 2000 m n.p.m.) można zjechać na sam brzeg Pacyfiku, jednak geopolityka pokrzyżowała te plany.
– Narty są najlepszym odpoczynkiem psychicznym, jaki mogę sobie wyobrazić. Wszystkie problemy zostają gdzieś na dole i trzeba sobie radzić ze śniegiem, z ludźmi dookoła czy ze zmęczeniem, starając się mieć z tego jak najwięcej frajdy. Czterodniowy wyjazd w góry potrafi mi dać tyle energii ile dwutygodniowe wakacje w lecie – mówi Maciej Małanicz-Przybylski.
Ze szczytów do ogródka
Nartom zawdzięcza też determinację w dążeniu do celów – nie tylko sportowych.
– Kiedy wymyślę, gdzie chcę pojechać i co zrobić, konsekwentnie realizuję plan. W ten sposób staram się też domykać projekty zawodowe. Zyskałem także świadomość, że w pewnym momencie trzeba zostawić niektóre tematy za sobą i po prostu wyjechać na kilka dni. Świat się nie zawali, prawdopodobnie po powrocie będzie taki sam jak wcześniej, a może nawet lepszy, bo będę na niego spoglądał z dystansem i inną energią – mówi adwokat.
Mimo intensywnego życia zawodowego znajduje czas dla rodziny – wolne chwile najchętniej spędza z córkami. Poza jazdą na nartach pasjonuje się też żeglarstwem, a także – ze względu na rodzinną tradycję – wspinaczką.
– Narciarstwo jest jedną z aktywności, która pozwala całkowicie oczyścić umysł i skupić się na tym, co tu i teraz. Jesteś ty, śnieg i góra. Podobną odskocznią może być wspinaczka, gdzie nie ma przestrzeni na dekoncentrację, lub żeglarstwo – kiedy skupiasz się na wietrze, pogodzie i wodzie – wyjaśnia pasjonat.
Po przeprowadzce pod Warszawę odkrył radość płynącą z pielęgnowania ogrodu. Kontakt z roślinami, przycinanie i inne prace pozwalają mu na regenerację psychiczną i wewnętrzne wyciszenie. Chętnie sięga też po lekturę – dobrą prozę i literaturę górską, która łączy się z jego pasją do gór i wspinaczki. Polskich książek czyta stosunkowo niewiele, skupiając się głównie na twórczości zagranicznej.
– Duże wysokości w górach jak nic innego chwytają mnie za serce. To poczucie absolutu, ogrom przestrzeni i surowość, której nie da się porównać z niczym innym. Nawet patrząc na zdjęcia z wypraw mojego ojca w latach 80., czuję tę niezwykłość, której nie da się opisać słowami. Na dużych wysokościach zawsze czuję się najlepiej – podsumowuje Maciej Małanicz-Przybylski.

