Wyszukaj: protest, krzyk, brak zgody

Pracownicy właściciela wyszukiwarki Google domagają się, żeby ich pracodawca umieścił wartości ponad zyskami

Jesteśmy pracownikami Google’a i przyłączamy się do Amnesty International, wzywając Google’a do anulowania projektu Dragonfly” — czytamy w liście otwartym opublikowanym na portalu Medium.

Wyszukiwarka Google jest dziś jednym z wielu biznesów
internetowego koncernu. W ostatnim kwartale Alphabet miał 33,7 mld USD
przychodów i wygenerował 9,2 mld USD zysk netto. Na ten sukces pracuje 94,4
tys. pracowników, część z nich wzięła sprawę w swoje ręce i nogi, organizując i
protesty.
Zobacz więcej

FIRMĘ TWORZĄ LUDZIE:

Wyszukiwarka Google jest dziś jednym z wielu biznesów internetowego koncernu. W ostatnim kwartale Alphabet miał 33,7 mld USD przychodów i wygenerował 9,2 mld USD zysk netto. Na ten sukces pracuje 94,4 tys. pracowników, część z nich wzięła sprawę w swoje ręce i nogi, organizując i protesty. Fot. Bloomberg

Zaczęło się dosyć niewinnie, bo w początkowej grupie było mniej niż 10 osób. Później zaczęło ich przybywać. Po kilku dniach na liście znajdowało się już ponad 700 pracowników i ciągle pojawiali się kolejni. Pracownicy technologicznego potentata, który słynie z nietypowych procesów rekrutacyjnych, oryginalnych benefitów i często ląduje w czołówce rankingów pracodawców, po raz drugi w ostatnim czasie głośno wyrazili swój sprzeciw.

Czym jest Dragonfly? Pod takim kryptonimem kryje się tajemniczy plan wejścia Google’e na chiński rynek. Sprawę ujawnił już w sierpniu tego roku założony przez Glenna Greenwalda, Laurę Poitras i Jeremy’ego Scahilla, dziennikarzy śledczych, portal The Intercept, wspierany przez Pierre’a Omidyara, założyciela eBaya i filantropa.

Materiały reporterskie były oparte na wewnętrznych dokumentach Google’a. The Intercept twierdził, że Google planuje uruchomienie cenzurowanej wersji swojej wyszukiwarki, która będzie umieszczać na czarnej liście strony internetowej terminy dotyczące praw człowieka, demokracji, religii i protestów. Pracownicy Google’a napisali w liście, że są jednymi z tysięcy zatrudnionych tam osób, które od miesięcy podnoszą alarm razem z międzynarodowymi organizacjami i dziennikarzami śledczymi. Domagają się przestrzegania praw człowieka i wzywają do anulowania projektu. Twierdzą, że reakcja kierownictwa spółki do tej pory była niezadowalająca. Nie przebierają w słowach.

„Zapewnienie chińskiemu rządowi łatwego dostępu do danych użytkownika, zgodnie z wymogami chińskiego prawa, spowodowałoby, że Google byłby współwinny prześladowań i łamania praw człowieka” — napisali pracownicy.

Ostatnie miesiące to gorący czas dla kadry menedżerskiej spółki Alphabet, do której należy wyszukiwarka. Na początku listopada pracownicy wyszli z biur na całym świecie, aby zaprotestować przeciwko temu, jak koncern poradził sobie z wykroczeniami o charakterze seksualnym niektórych czołowych menedżerów. Grupa pracowników o nazwie Google Walkout For Real Change informowała, że do akcji przyłączyło się 47 biur na świecie.

Zatrudnieni zdecydowali się wyjść na ulice po opublikowaniu artykułu w dzienniku „The New York Times” o tym, że Google przekazał niektórym menedżerom milionowe odprawy już po ich oskarżeniu o niewłaściwe zachowania seksualne. Opublikowany pod koniec miesiąca list jest więc kolejnym krzykiem pracowników technologicznej firmy.

„Domagamy się również, aby kadra kierownicza zobowiązała się do przejrzystości, jasnej komunikacji i prawdziwej odpowiedzialności. Google jest zbyt potężny, aby nie ponosić odpowiedzialności” — argumentują sygnatariusze listu.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Wyszukaj: protest, krzyk, brak zgody