Barbara Woźniak
WARSZAWA (Reuters) - Największy krajowy producent wyrobów z indyków Indykpol chce wykorzystać trudną sytuację na rynku mięsa czerwonego i niemal podwoić w tym roku eksport do krajów Unii Europejskiej, powiedział w czwartek prezes spółki, Piotr Kulikowski.
Obecnie spółka wysyła na eksport około 20 procent swojej sprzedaży, a na koniec tego roku może to być 35-40 procent dzięki rozprzestrzeniającej się na zachodzie chorobie szalonych krów BSE i pryszczycy, powiedział.
Przychody ze sprzedaży Indykpolu wzrosły w ubiegłym roku do 386,6 miliona złotych z 254,6 miliona w 1999 roku.
"Wykorzystujemy (sytuację) zwiększając eksport. Zdecydowanie widać ożywienie na rynkach zachodnich przede wszystkim w Niemczech, które są największym importerem mięsa indyczego w Europie" - powiedział w wywiadzie dla Reutera Kulikowski.
"Jeżeli koniunktura się utrzyma to jesteśmy w stanie eksport prawie podwoić. To by stanowiło około 35 do 40 procent przychodów" - dodał.
PODRABIANE INDYKI
Kulikowski powiedział jednak, że na krajowym rynku sytucja nie jest tak korzystna, jak by to mogło wynikać ze zwiększonego zainteresowania drobiem. Jest to spowodowane tym, że wiele zakładów mięsnych zaczęło sprzedawać wędliny pseudo-drobiowe tzn. z dodatkiem taniego mięsa czerwonego.
"Teraz praktycznie wszystkie zakłady włącznie z zakładami wieprzowymi poszerzyły swoją ofertę o wyroby pseudoindycze tzn. takie, w których jest 51 procent mięsa indyczego, a reszta to wołowe czy wieprzowe" - powiedział.
"Efekt jest taki, że polski rynek wędlin, co się może wydawać paradoksalne, jest dla nas trudniejszy niż był poprzednio, gdyż poprzednio mieliśmy kilkudziesięciu konkurentów na rynku wędlin indyczych, a teraz jest ich w zasadzie kilkuset, bo dołączyły do tego spółki wieprzowe" - dodał.
Prezes prognozuje więc, że w tym roku wzrost wyników finansowych spółki wyprzedzi inflację. Gdyby nie wzrost pseudo-indyczej konkurencji mogłyby one zwiększyć się dużo silniej z powodu wzrostu popytu wywołanego chorobami zwierząt i zmiany modelu konsumpcji na korzyść drobiu, sądzi prezes.
"Ten rok powinien być lepszy, choć nie tak dobry jakby można było sądzić z pozoru z powodu tych plag, które się na inne gatunki mięs rzuciły, z racji tego, że wszyscy teraz chcą robić przetwory z indyka" - powiedział Kulikowski.
"Wynik na poziomie inflacji to nie jest lepszy wynik. Wszystko wskazuje na to, że będzie to zdecydowanie lepiej" - dodał.
Analitycy ankietowani przez Reutera oczekują, że na koniec tego roku inflacja wyniesie 5,7 procent, licząc rok do roku.
W 2000 roku zysk netto Indykpolu wyniósł 4,7 miliona złotych wobec 2,8 miliona złotych straty rok wcześniej.
Kulikowski powiedział też, że również wyniki całej grupy będą lepsze, gdyż wszystkie trzy spółki grupy zanotowały po pierwszym kwartale tego roku, kolejny raz z rzędu, zyski.
INWESTYCJE W INDYKI
Prezes Indykpolu powiedział, że w maju uruchomiona zostanie nowoczesna linia technologiczna do uboju indyka, dzięki której spadną koszty produkcji. Po uruchomieniu linii spółka chce dalej inwestować w sferę surowcową głównie w produkcję piskląt, których ubój ma się podwoić w ciągu czterech lat.
"W tym roku przewidujemy spore inwestycje w tym kierunku, ponieważ zwrot jest zapewniony, a z drugiej strony zapewniony zbyt na pisklęta. Na razie musimy importować część piskląt, a odcinając import mamy zagwarantowane uniezależnienie od dostawców" - powiedział.
Kulikowski nie podał jednak wielkości planowanych inwestycji.
Dodał, że mimo tych wydatków spółka nie planuje emisji akcji ani obligacji, a będzie je raczej finansować kredytami. Właśnie z powodu inwestycji spółka nie zamierza wypłacać dywidendy w ciągu najbliższych kilku lat, powiedział prezes.
((Reuters Serwis Polski, tel. +48 22 653 9700, fax +48 22 653 9780, [email protected]))