Wyższa Szkoła Biznesu sprzedana

KAJ
15-12-2011, 00:00

Nowosądecka uczelnia od lat borykała się z długami. Teraz liczy na park technologiczny i zaradność m.in. byłego wiceprezesa SKOK.

Krzysztof Pawłowski, twórca i wieloletni rektor Wyższej Szkoły Biznesu-National Louis University (WSB-NLU), nie jest już jej właścicielem. Wczoraj zadłużona na około 7 mln zł uczelnia została sprzedana grupie trzech inwestorów. 34 proc. udziałów objęły osoby pod wodzą Jacka Matusiaka, byłego wiceprezesa SKOK. Pozostałość podzieliły między sobą dwa konsorcja uczelni niepublicznych.

To Euczelnia (m.in. Wyższa Szkoła Społeczno-Ekonomiczna w Warszawie i Wyższa Szkoła Komunikowania i Mediów Społecznych im. Jerzego Giedroycia) oraz Futurus, właściciel m.in. Warszawskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej i Collegium Varsoviense.

Misja Brainville

— Inwestorzy potrzebują dobrej, mocnej marki. I dostają ją, wiedząc, że jeśli nie będą jej rozwijać, to przegrają — twierdzi Krzysztof Pawłowski.

Ile mogli zapłacić za WSB-NLU wspólnicy? Według informacji „PB”, sumy oscylują w granicach 10 mln zł. Choć Krzysztof Pawłowski twierdzi, że o zarobku nie może być mowy.

— Sprzedawałem podmiot obciążony długami. Poza tym zawsze traktowałem szkołę jako misję, a nie własność — deklaruje rektor szkoły. Nowi udziałowcy postawili mu kilka zadań i warunków.

Do sierpnia 2012 r. pozostanie on rektorem WSB-NLU, do końca 2016 r. będzie pracował nad rozwojem projektów wokół uczelni. Jeden z nich to Brainville, dawniej Miasteczko Multimedialne, w którym WSB-NLU ma 48,5 proc. udziałów. Spółka buduje w Nowym Sączu park technologiczny, na który wyda ponad 110 mln zł, z czego 95 mln zł to dofinansowanie z PARP. I to właśnieprojekt Brainville miał być argumentem przyciągającym inwestorów uczelni, borykającej się z odpływem studentów i niżem demograficznym. — Mam co robić przez najbliższe lata, Brainville to projekt innowacyjny na skalę globalną, mający przyciągnąć firmy technologiczne, jak i internetowe — przekonuje Krzysztof Pawłowski.

Przeliczone straty

Nowosądecka Wyższa Szkoła Biznesu, kształcąca rocznie około 4 tys. osób, przez lata była w czołówce rankingów najlepszych uczelni prywatnych w Polsce. Jej dobry wizerunek nie szedł jednak w parze z wynikami finansowymi. Kłopoty szkoły zaczęły się około 2006 r., gdy na południu Polski działały już dziesiątki konkurencyjnych szkół. W 2008 r. długi, nakręcaneprzez odsetki kredytów, przekroczyły 12 mln zł.

— Chciałem budować instytucję i liczyłem na wsparcie. Przeliczyłem się — mówił wtedy założyciel WSB-NLU.

Początkowo nie brał pod uwagę sprzedaży szkoły. Uczelnia ścięła koszty o ponad 6 mln zł, sprzedała kilka nieruchomości, podniosła opłaty i zredukowała 35 proc. etatów. Bywały chwile, gdy traciła płynność finansową. 2 mln zł pożyczył jej wówczas Newag, kontrolowany przez Zbigniewa Jakubasa.

Po kilku latach walki o wejście na ścieżkę sporych zysków i zapowiedziach otwarcia filii, m.in. w Iraku, Krzysztof Pawłowski zdecydował się na sprzedaż szkoły do większego konsorcjum. W sumie, nowy podmiot w kilku miastach w Polsce będzie kształcił około 15 tys. studentów rocznie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAJ

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Wyższa Szkoła Biznesu sprzedana