Wyższy dług na ratunek gospodarce

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 17-07-2013, 00:00

Rząd doszedł do ściany — może albo zwiększać deficyt, albo tłumić koniunkturę. Z dwojga złego wybiera pierwsze rozwiązanie. Czy lepsze?

Spowolnienie gospodarcze spowodowało w budżecie państwa wyrwę na 24,6 mld zł. O tyle w 2013 r. dochody budżetowe będą mniejsze, niż zakłada to ustawa budżetowa — oszacowało Ministerstwo Finansów.

Rada Ministrów podjęła wczoraj decyzję, jak zasypać tę lukę. Wybrała wariant liberalny — poluzowania fiskalnego, by wspierać gospodarkę. W dwóch trzecich — o 16 mld zł — rząd chce sfinansować ubytek w dochodach zwiększeniem deficytu. Obcięcie wydatków wyniesie jedynie 8,6 mld zł.

Nożyce zostają w szufladzie

— W maju i czerwcu widać wyraźne oznaki poprawy, jeśli chodzi o wpływy do budżetu, ale ciągle są one niewystarczające, żebyśmy mogli zagwarantować realizację budżetu zgodnie z planem — tłumaczy premier Donald Tusk.

Nowelizacja ustawy budżetowej jest więc przesądzona, rząd zamierza przeprowadzić ją w sierpniu. Oznacza to, że deficyt wyniesie 51,6 mld zł, a nie 35,6 mld zł, jak zapisano w ustawie budżetowej. Pobity zostanie w ten sposób nominalny rekord.

Dotychczas najwyższy deficyt zanotowany w historii III RP wyniósł 44,6 mld zł (2010 r.). Jednak realnie różnica między wpływami i wydatkami budżetu nie jest aż tak duża. Deficyt budżetowy w relacji do PKB wyniesie w 2013 r. 3,2 proc., tymczasem po 1989 r. już kilkakrotnie przekraczał on 4 proc. PKB, a w 1992 r. sięgnął nawet 6 proc. PKB. Dlatego gospodarka powinna udźwignąć takie obciążenie.

— To nie jest wysoki deficyt. Mieliśmy już wyższe poziomy, ponadto cała Europa ma dzisiaj problemy fiskalne i zmaga się z wysokimi deficytami. Przy obecnym popycie na polskie obligacje nie sądzę też, by rząd miał jakiekolwiek problemy ze sfinansowaniem tych potrzeb pożyczkowych — twierdzi Piotr Bujak, główny ekonomista banku Nordea. Analitycy zaznaczają, że w obecnej sytuacji rząd nie miał wyboru — właściwie musiał podnieść deficyt. W okresie stagnacji gospodarczej, obcięcie wydatków budżetowych o 24,6 mld zł mogłoby dodatkowo zaszkodzić gospodarce.

— Zwiększenie deficytu było właściwie nieuniknione. Taka luka w dochodach, przy obecnej koniunkturze gospodarczej nie pozwalała załatwić problemu samymi prostymi cięciami wydatków. W trakcie roku rząd ma ograniczone możliwości w poszukiwaniuoszczędności — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.

Od lat bolączką polskich finansów publicznych jest, że minister finansów ma związane ręce — właściwie jedyna kategoria wydatków budżetowych, które można szybko i znacząco obciąć, to inwestycje, a akurat taka redukcja jest najbardziej szkodliwa dla gospodarki.

Smycz z gumy

Na drodze rządu do zwiększenia deficytu stoi jednak poważna przeszkoda natury prawnej — limit zadłużenia na poziomie 50 proc. PKB. Planowana przez rząd podwyżka deficytu będzie naruszeniem tego progu (ponieważ dług przekracza limit 50 proc. PKB już od czterech lat, ministra finansów obowiązuje zasada, że relacja deficytu do dochodów nie może być większa niż w poprzednim roku). Dlatego rząd przyjął wczoraj projekt ustawy o finansach publicznych, który w 2013 i 2014 r. zawiesza funkcjonowanie tego progu.

— Jeżeli przyjmujemy zasadę, że nie chcemy nadmiernymi cięciami dusić gospodarki, to musimy podjąć adekwatne rozwiązania prawne, które pozwolą na zwiększenie deficytu — tłumaczył premier Donald Tusk. Ekonomiści przyznają, że w obecnej sytuacji rząd miał niewiele do powiedzenia.

— Skoro musimy podnosić deficyt, to nie mamy wyboru — musimy zawiesić próg — mówi Jakub Borowski.

Eksperci zwracają jednak uwagę, że takie działania w długiej perspektywie ograniczają wiarygodność polskich finansów publicznych. To już nie pierwszy raz, kiedy rząd „w gorączce tłucze termometr”.

Mieliśmy już wyrzucanie części deficytu poza budżet centralny (np. Krajowy Fundusz Drogowy), zamianę dotacji do FUS na pożyczkę (ta druga nie liczy się do deficytu) czy zmianę sposobu liczenia długu zagranicznego. Wszystko po to, by dług nie przekroczył ustawowych limitów.

— Takie działania psują naszą wiarygodność na rynkach finansowych. Pokazują, że w Polsce regułami fiskalnymi się manipuluje. Jaką wiarygodność będą miały kotwice wydatkowe, o których wprowadzeniu mówi obecnie rząd — pyta Piotr Bujak.

OKIEM EKSPERTA
Mniej cięć to wyższy wzrost

PIOTR KALISZ
główny ekonomista Citi Handlowego

Decyzja rządu o zwiększeniu deficytu jest pozytywna z punktu widzenia krótkookresowych perspektyw dla polskiej gospodarki, ponieważ oddala ryzyko znacznego zacieśnienia polityki fiskalnej w najbliższych miesiącach. Trudno traktować to jako decyzję o stymulacji gospodarki, ale z pewnością wpływ wybranego przez rząd wariantu na koniunkturę będzie pozytywny. Szacujemy, że planowane zwiększenie deficytu podniesie wzrost gospodarczy w 2013 r. o 0,3 pkt proc. w stosunku do scenariusza braku nowelizacji budżetu. Ponieważ jednak spodziewaliśmy się, że rząd podniesie deficyt, nie rewidujemy naszych prognoz — nadal oczekujemy wzrostu równego 1,3 proc.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu