Wyzwania dla eksportu

opublikowano: 04-10-2016, 22:00

Przemiany geopolityczne, zawirowania na światowych rynkach i nasze własne ograniczenia — z tym mierzą się dziś polscy eksporterzy

O tym, czego potrzebuje polski eksporter oraz w jaki sposób i kto może mu pomóc, podczas debaty zorganizowanej wspólnie przez „Puls Biznesu” i firmę doradczą PwC w jej siedzibie rozmawiali Jacek Socha, partner i wiceprezes w PwC, Jakub Papierski, wiceprezes PKO Banku Polskiego, Izabella Wałkowska, prezes firmy Plastwil, Krzysztof Pawiński, prezes grupy Maspex Wadowice, oraz Jan Szynaka, prezes Szynaka Meble i prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. Rozmowę prowadził Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego „Pulsu Biznesu”.

Zobacz więcej

Grzegorz Kawecki

Ciosy z zewnątrz

Sytuacja polskiego eksportu jest stabilna, ponieważ w dużej mierze opiera się na krajach Unii Europejskiej. Trafia tam 80 proc. produktów wysyłanych za granicę.

— Wygląda na to, że polski eksport nie będzie się istotnie zmieniał, bez względu na to, jak duże zawirowania polityczne wydarzą się jeszcze w różnych częściach świata. W tej chwili jesteśmy bardzo mocno związani ekonomicznie z Unią Europejską. W związku z tym powinniśmy pilnować wypracowanych przez lata kontaktów na rynkach europejskich. UE jako struktura gospodarcza może być bardziej lub mniej efektywna i dynamiczna, a warto zaznaczyć, że w ostatnim czasie rozwija się raczej wolno.

Mimo to polski eksport rośnie. Bez wątpienia Polska jako kraj, którego głównym kierunkiem eksportowym jest Europa, może się czuć bezpieczna. Natomiast, jeżeli polskie firmy chcą szukać szans na duże zwyżki eksportu, należy spoglądać ku innym, odleglejszym kierunkom, np. Chiny, USA, Meksyk, kraje afrykańskie. Należy jednak pamiętać, że tam polscy przedsiębiorcy potrzebują więcej wsparcia ze strony dyplomacji gospodarczej oraz firm doradczych — mówił Jacek Socha, partner i wiceprezes w PwC. Co z rynkami poza Unią? W 2015 r. Ministerstwo Rozwoju wydało dokument, w którym jako pięć perspektywicznych kierunków eksportu wskazywało Iran, Indie, Wietnam, Meksyk i Algierię.

— Proporcje eksportu do UE i do innych krajów nie zmienią się znacząco w ciągu najbliższych 5-10 lat, ale jednocześnie trzeba zadbać o budowanie nowych relacji, otworzyć się na Bliski Wschód oraz poszukiwać nowych kierunków. Szczególnie należy zwrócić uwagę właśnie na rynki, które dopiero się otwierają, takie jak np. Iran będący szansą dla naszych firm. Tam wszyscy eksporterzy są nowi, więc łatwiej rozpocząć działalność niż na rynkach od dawna już rozpoznanych przez eksporterów z innych krajów — przekonywał Jakub Papierski, wiceprezes PKO Banku Polskiego.

Wołanie o polską markę

Każdy potencjalny eksporter musi najpierw podjąć trud wyjścia ze swoimi produktami poza granice kraju.

— Polska firma, która ma ambicje globalne, musi mieć dwie rzeczy, bez których nie uda jej się nawet zacząć. Po pierwsze kapitał, po drugie zaś wsparcie przy zdobywaniu obcych rynków. Doradztwo to sprawa nieodzowna w budowaniu strategii handlu zagranicznego. My przez pierwsze 2 lata samodzielnie badaliśmy rynki, na które chcieliśmy wejść. Mamy teraz szansę wygrać konkurs na inwestycję w Ameryce Południowej i zmagamy się z wieloma wyzwaniami przy negocjacjach. Wartość kontraktu to kilkadziesiąt milionów złotych, więc jest o co walczyć. A nasze zapotrzebowanie na wsparcie rośnie i staje się wielowymiarowe. Z jednej strony potrzebujemy wsparcia kapitałowego, z drugiej profesjonalnych porad strategicznych, z jeszcze innej nieoceniona byłaby pomoc agencji rządowych — podkreśliła Izabella Wałkowska, prezes firmy Plastwil, od 33 lat specjalizującej się w przetwórstwie tworzyw sztucznych, a od kilku lat podbijającej rynki zagraniczne dzięki sprzedaży systemów przytwierdzenia szyn.

Polscy eksporterzy, z najlepiej radzącą sobie za granicą branżą spożywczą, są często atakowani za to, że przewagę na rynkach zagranicznych zawdzięczają konkurencji cenowej.

— Zdecydowana większość polskich firm postępuje bardzo rozsądnie, budując swoją strategię rozwoju. Na początku starają się wywalczyć miejsce na rodzimym rynku, potem eksportują produkty o małej wartości, wygrywając zwykle efektywnością kosztową. Po osiągnięciu sukcesu przechodzą do tworzenia produktu z większą wartością dodaną, z nowym designem, własną marką lub budują sieć dystrybucji. Żadnego z tych etapów nie da się pominąć. Uważam, że krytykowanie polskich firm za to, że konkurują ceną, jest niewłaściwe.

Co mają zrobić? Wchodzą na nowe rynki, często już dojrzałe, na których nikt na nie nie czeka. Uważam, że trzeba przejść wszystkie etapy ewolucji — tłumaczył Krzysztof Pawiński, prezes grupy Maspex Wadowice, lidera rodzimej branży spożywczej i jednego z głównych graczy w tej kategorii za granicą.

Szukamy czempionów

Jeśli Twoja firma jest eksporterem lub inwestuje za granicą, zgłoś ją do 5. edycji konkursu Polska Firma — Międzynarodowy Czempion, organizowanego przez PwC i „PB” wspólnie z PKO Bankiem Polskim. Szczegółowe informacje oraz formularz zgłoszeniowy znajdziesz na stronie czempioni.pb.pl. Na zgłoszenia czekamy do 21 października.

Mimo to są takie kraje, w których Polska ma albo złą renomę, albo nie jest w ogóle rozpoznawalna, nie tylko jako eksporter wysokiej jakości produktów, lecz w ogóle jako… państwo.

— Żeby polska firma mogła zbudować markę na arenie międzynarodowej, sama Polska jako kraj musi być znaną i rozpoznawalną marką. W czasie licznych rozmów podczas podróży biznesowych na całym świecie bardzo często dowiaduję się, że kontrahenci nie wiedzą nawet, gdzie nasz kraj leży, nie wspominając o wiedzy na temat naszego rynku i jego możliwości — mówił Jan Szynaka, którego firma Szynaka Meble jest liderem na polskim rynku meblowym i ma ambicje na zdobycie tego miana w eksporcie.

Jednak nawet w tej kwestii zdania są podzielone. Istnieją obawy, że w tworzeniu polskiej marki pójdziemy o krok za daleko i doprowadzimy do zaostrzenia tzw. nacjonalizmu przy półce.

— Oklejanie produktów polskimi flagami nie jest dobrą strategią w handlu zagranicznym. Jesteśmy beneficjentami otwartego rynku i powinniśmy być największym orędownikiem dostępu do wszystkich produktów europejskiego pochodzenia, bo to się opłaca. Parafrazując słowa jednego z moich kontrahentów z dalekiej zagranicy, to nie polska marka się liczy, lecz europejska. Mamy możliwość korzystania z tego wspólnego dobra, jakim jest Unia Europejska, i traktowania nas, czyli państw członkowskich, jako całości. Przecież pozycja Polski jako marki europejskiej tylko ją nobilituje w oczach klientów na globalnych rynkach — stwierdził Krzysztof Pawiński.

Ciosy z wewnątrz

Zdaniem polskich przedsiębiorców, sami sobie utrudniamy rozwój eksportu przez brak zmian np. w prawie podatkowym.

— Zagubiliśmy rozróżnienie między rolą podatków pośrednich i bezpośrednich. Wszystko, co eksportujemy, powinno być bezwzględnie uwolnione od podatków pośrednich, takich jak akcyza, VAT czy powstające teraz podatki sektorowe, bo produkty nimi obciążone tracą eksportową konkurencyjność. Żaden Węgier czy Czech nie zapłaci polskiego wewnętrznego podatku za wodę w wysokości 3 zł, gdy w jego kraju ta opłata wynosi 15 albo 40 groszy. To będzie oznaczało zakaz eksportu soków i napojów — stwierdził Krzysztof Pawiński. To nie koniec wołania o uproszczenie procedur. Wszyscy uczestniczący w debacie przedsiębiorcy przyznali, że mają kłopoty z niekończącymi się kontrolami z urzędu skarbowego.

— Dziś czas oczekiwania na zwrot VAT to 3 miesiące. Dla średniej firmy to znaczące utrudnienie dalszego rozwoju. Procedury powinny być uproszczone, przynajmniej dla firm, które przez lata wypracowały renomę i wysoką pozycję na rynku — podkreślił Jan Szynaka. Zdaniem Jacka Sochy, kwestii finansowania polskich eksporterów poświęca się zbyt mało uwagi.

— Warto zadać pytanie, czy kapitał, który wypracowują coraz większe polskie przedsiębiorstwa, jest traktowany jako ten, który pomoże budować siłę polskiej gospodarki i w kraju, i za granicą. Co z tym kapitałem? Przede wszystkim powinien on być polski. Ogromna część polskich firm już przechodzi lub jest u progu sukcesji — ich właściciele muszą podjąć decyzję, jak te biznesy będą działać i rozwijać się dalej.

To, że w wielu polskich przedsiębiorstwach udziały znajdują się w rękach wąskiej grupy akcjonariuszy, najczęściej rodziny, może się zmienić. Żeby się zmieniło, muszą się znaleźć chętni do zasilania firm w kapitał. To się zdarzy, gdy rynek kapitałowy w Polsce wzrośnie, a raczej zostanie odbudowany — zauważył Jacek Socha. Poruszono też kwestię, której załatwienie kosztuje najmniej. Chodzi o wsparcie merytoryczne, dostęp do informacji i pomoc w opracowywaniu strategii ekspansji zagranicznej.

— Staramy się stworzyć adekwatne narzędzia wsparcia eksporterów. Podczas tegorocznego Forum Ekonomicznego w Krynicy Polski Fundusz Rozwojowy i PKO Bank Polski ogłosiły uruchomienie zestawu narzędzi, które będą wspierać małych i średnich przedsiębiorców w ich aspiracjach rozwojowych na zagranicznych rynkach. Wsparcie będzie dotyczyło prowadzenia handlu zagranicznego, jego rozliczania i finansowania. Wsparciem będzie także m.in. łatwiejszy dostęp do informacji i edukacji o rynkach, które zostaną zgromadzone w jednym, łatwo dostępnym miejscu. Nareszcie, bo dotychczas te informacje były rozproszone w wielu różnych instytucjach i niezrozumiałe dla przedsiębiorców — opowiadał Jakub Papierski.

— Polskie firmy z planami ekspansji zagranicznej potrzebują wsparcia, zarówno finansowego, jak i informacyjnego i doradczego. Aby taka pomoc była adekwatna do potrzeb przedsiębiorców, należałoby ich wysłuchać. Tworzenie programów pomocowych bez porozumienia z przedstawicielami biznesu może spowodować, że będą one mniej skuteczne — mówiła Izabella Wałkowska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Dobosiewicz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu