Jego zdaniem, ostatnie wzrosty to głównie zasługa ultraluźnej polityki pieniężnej banków centralnych największych gospodarek.
- Sprzedaję obligacje, ale nie mam pewności, że będzie długoterminowy rynek byka na akcjach. Dużo pieniędzy jest drukowane. Dlatego te wzrosty są sztuczne – powiedział Rogers w CNBC.
Od początku roku S&P500 zyskał ponad 6 proc. Jednocześnie taniały obligacje skarbowe USA. Skłoniło to niektórych komentatorów do ogłoszenia, że inwestorzy zdecydowali się przenieść pieniądze z rynku obligacji na rynki akcji.
- Myślę, że jesteśmy blisko czegoś, czego nie widzieliśmy od dawna. Widzimy koniec obligacji jako atrakcyjnej inwestycji na długi czas – powiedział Zane Brown, strateg rynku obligacji w Lord Abbett. - Wydaje się, że w akcjach tkwi wielka wartość i że zainteresowanie nimi dopiero zaczyna rosnąć – dodał.
W Japonii mocny spadek jena pomógł rynkowi akcji wyraźnie wzrosnąć. Indeks blue chipów Nikkei zyskał 26 proc. przez ostatnie trzy miesiące, a od początku 2013 roku ponad 7 proc.
- Mam akcje japońskich spółek i dzięki japońskim władzom poszły one mocno w górę, za co muszę im podziękować – powiedział Rogers. - Dewaluacja waluty i drukowanie pieniędzy nie jest jednak dobrą rzeczą – dodał.