Wzrosty na amerykańskich rynkach akcji wyhamowały. Nic dziwnego, bo 7,5 proc. zwyżki S&P500 przez ostatnie 10 sesji nie miało precedensu od co najmniej 4,5 lat. Dlatego można było oczekiwać, że wielu iwestorów zdecyduje się na realizację zysków. Zwłaszcza, że w czwartek i piątek publikowane są dane makro, które mogą zmienić nastroje na rynku. Popyt jednak nie zdominował środowej sesji. Analitycy zwracają uwagę, że inwestorzy nie mają gdzie „uciec” z amerykańskich rynków akcji w związku z rekordowo niskimi rentownościami obligacji USA, a także niepewnością dotyczącą Europy po Brexicie. W środę obligacje USA drożały, po raz pierwszy od pięciu sesji wzrósł kurs złota, ropa staniała oddając cały zysk z wtorku.

Na zamknięciu rosła wartość indeksów 6 z 10 głównych segmentów S&P500. Najmocniej drożały akcje spółek użyteczności publicznej i usług telekomunikacyjnych (po 0,75 proc.). Najsłabsze były segmenty dyskrecjonalnych dóbr konsumpcyjnych (-0,5 proc.) i energii (-0,7 proc.). Na zamknięciu drożało ok. 50 proc. spółek z S&P500. Z 30 blue chipów ze średniej Dow Jones zdrożało 17. Najmocniej rosły kursy ubezpieczyciela zdrowia UnitedHealth Group (1,15 proc.), telekomu Verizon Communications (0,9 proc.) i banku inwestycyjnego Goldman Sachs (0,7 proc.). Najmocniej spadały kursy koncernu lotniczego Boeing (-0,5 proc.), producenta komputerów i smartfonów Apple (-0,6 proc.) oraz właścicieli sklepów budowlanych Home Depot (-0,95 proc.).