Xelion: na GPW pojawił się większy kapitał

22-02-2007, 09:08

W środę na naszym rynku walutowym od rana panował spokój. Wahania kursu EUR/USD wymuszały podobne ruchy kursów złotego, ale nie było to nic poważnego. Czekano na dane makro z USA. Jednak tuż przed południem na rynkach naszego regionu pojawił się duży popyt na lokalne waluty. Wzmocnił się znacznie zarówno forint jak i złoty.

W środę na naszym rynku walutowym od rana panował spokój. Wahania kursu EUR/USD wymuszały podobne ruchy kursów złotego, ale nie było to nic poważnego. Czekano na dane makro z USA. Jednak tuż przed południem na rynkach naszego regionu pojawił się duży popyt na lokalne waluty. Wzmocnił się znacznie zarówno forint jak i złoty. Być może część inwestorów czekała na to, co zrobi Bank Japonii i po decyzji, która nie zagraża procesowi carry trade, zaczęli wracać do walut rynków rozwijających się. W tej sytuacji sukces przetargu na obligacje pięcioletnie nie miał już wpływu na rynek, ale trend na umocnienie naszej waluty utrzymywał się. Dane o inflacji w USA zmieniły jedynie na chwilę kierunek kursów walut. Dzień zakończył się umocnieniem złotego do euro i dolara. Układ techniczny zaczyna sygnalizować, że nasza waluta znowu wraca do trendu na umocnienie. Na wykresie kursu USD/PLN widać formację RGR, która zapowiada spadki, czyli umocnienie złotego.

W środę rano raporty kwartalne opublikowały Pekao SA, BPH i TVN. Były dobre, a w przypadku Pekao i TVN lepsze od prognoz. Tylko BPH trochę zawiódł analityków, ale i w tym banku wynik odsetkowy był wyższy od prognoz. Ta raporty wspomogły obóz byków i tak już wzmocniony wtorkowym zachowaniem rynku amerykańskiego i wzrostami indeksów w Eurolandzie. Co prawda wpływ Eurolandu był nieznaczny, ale nasz rynek tak właśnie ostatnio reaguje. Rosły nawet kursy akcji w sektorze surowcowym. Gracze wydawali się lekceważyć to, że ceny surowców wyraźnie spadały. W końcu dnia okazało się, że kupujący mieli rację, bo ceny miedzi i ropy mocno wzrosły.

Po półtorej godziny nudnego handlu uderzyli arbitrażyści i zlecenia koszykowe błyskawicznie doprowadziły do pokonania oporu technicznego na indeksie WIG20 (3.450 pkt.). Od tego czasu indeks krążył wokół tego poziomu. Gracze czekali na dane z USA gotowi zarówno do sprzedaży jak i do kupna akcji. Okazało się, że inflacja wzrosła zaskakująco mocno, co wywołało u nas falę wyprzedaży. WIG20 nie pokonał poziomu 3.450 pkt., ale jednak udało się ocalić całkiem wyraźny wzrost indeksów. Poza tym wyraźnie wzrósł obrót, co dobrze świadczy o rynku. Po środowej sesji w USA, kiedy to gracze praktycznie zlekceważyli słabe dane o inflacji, a ceny surowców wzrosły powinniśmy dzisiaj zobaczyć kolejny atak na opór. Zakładam, że tym razem będzie to atak udany.

W czwartek i piątek zostaną i u nas opublikowane raporty makroekonomiczne. Czwartkowe dane GUS o koniunktura gospodarcza w przemyśle, budownictwie, handlu detalicznym nie będą miały jednak najmniejszego wpływu na zachowanie rynku. Inaczej może być z piątkowymi danymi o sprzedaży detalicznej i stopie bezrobocia. Doskonałe dane o produkcji rodzą oczekiwania, że i sprzedaż będzie dużo lepsza od oficjalnych prognoz. To może, o ile pozwoli na to zachowanie rynków światowych, już w czwartek doprowadzić do wzrostu indeksów i umocnienia złotego. Piątkowa publikacja nie powinna jednak już mieć zbyt dużego znaczenia. Rynek nadal będzie reagował na raporty kwartalne spółek, z których najważniejszy w czwartek będzie raport BZ WBK, a w piątek PKO BP.

Raport o inflacji został przyjęty bardzo spokojnie

Podniesienie stóp przez Bank Japonii do poziomu 0,5 proc. nie miało, zgodnie z oczekiwaniami, żadnego wpływu na zachowanie rynków. Bank zasygnalizował, że wzrost stóp będzie stopniowy, a to, zamiast wzmocnić, nawet osłabiło jena. Dzięki temu kurs EUR/USD od początku dnia nieznacznie zwyżkował. Giełdy europejskie rozpoczęły sesję wzrostem, ale był on niewielki – czekano na dane makro z USA. Publikacja grudniowego bilansu obrotów bieżących w strefie euro nie miała żadnego wpływu na rynek, ale warto zauważyć, że prognozowano deficyt, a pojawiła się nadwyżka. Z fundamentalnego punktu widzenia to plus dla euro. Jednak dla rynku większe znaczenie miała publikacja protokołu z posiedzenia Banku Anglii. Wywnioskowano z niego, że stopy przez dłuższy czas pozostaną na poziomie 5,25 proc., a to osłabiło funta i pociągnęło w dół kurs EUR/USD. Wszystko zmieniło się po publikacji danych makro.

W USA wydarzeniem miała być w środę publikacja raportu o inflacji w cenach konsumenta (CPI). Okazało się, że dane zaskoczyły rynki. CPI wzrosła w styczniu w każdej kategorii. Najgorzej wyglądał wzrost inflacji bazowej. W skali roku wzrosła z 2,6 do 2,7 proc., a przecież członkowie FOMC od dawna mówią, że najlepiej czuliby się z inflacją bazową niższą od 2 procent. Jednak analitycy i komentatorzy robili wszystko, żeby udowodnić, że wzrost jest tak naprawdę niewielki i bez specjalnego znaczenia. Już dawno nie widziałem komentarzy tak dokładnie analizujących poszczególne składniki inflacji. Inflacja bazowa wzrosła przede wszystkim dzięki mocnemu wzrostowi cen kosztów ochrony zdrowia oraz żywności. O 3,1 procenta wzrosły ceny wyrobów tytoniowych, co według niektórych komentatorów jest wydarzeniem jednorazowym, zawyżającym inflację bazową. Pocieszano się też tym, że OER (ekwiwalent wynajmu domów), który odpowiada za ponad 1/4 inflacji, wzrósł tylko o 0,2 procenta, znacznie zmniejszający dynamikę zwyżki. Te komentarze tak rozmyły wymowę raportu, że na wielu rynkach został on albo zlekceważony albo reakcja była niewielka.

Jej omówieniem zajmę się niżej, bo trzeba jeszcze wspomnieć o tym, że styczniowy indeks wskaźników wyprzedających (LEI) wzrósł mniej niż oczekiwano (0,1 proc.), ale dane z poprzedniego miesiąca skorygowano w górę. Co prawda indeks LEI od dawna nie ma prawie żadnego znaczenia prognostycznego, ale była szansa, że będzie języczkiem u wagi. Tym razem jednak został całkowicie zlekceważony.

Dwie godziny przed końcem sesji w USA zostanie opublikowany został protokół z posiedzenia FOMC z 30 – 31.01.2007. Okazało się, że członkowie Komitetu przejawiali o wiele więcej optymizmu niż w czasie poprzedniego posiedzenia. Padło stwierdzenie o „bardziej korzystnych perspektywach” dla zmniejszenia presji cenowej i rozwoju gospodarczego. Tyle tylko, że podczas tego posiedzenia członkowie FOMC nie znali przecież jeszcze ostatnich danych z rynku nieruchomości i nie wiedzieli, że inflacja bazowa wzrośnie. Mimo tego jednak widać coś przeczuwali, bo nie zdecydowali się usunąć z komunikatu ostrzeżenia mówiącego o tym, że inflacja jest ciągle groźna, co może zmusić FOMC do podwyżki stóp. Jak widać wymowa tego protokołu była słodko – gorzka. Trudno było o wykorzystanie go zarówno przez obóz byków jak i niedźwiedzi.

Jeśli nie zna się komentarzy umniejszających znaczenie raportu o inflacji to można było dojść do wniosku, że rynki zachowały się dziwnie. Po uwzględnieniu wpływu analityków już takie dziwne to nie było. Rentowność obligacji, która po informacji o wzroście inflacji powinna szybko ruszyć na północ, jedynie drgnęła. Dolar zaczął się wzmacniać (klasyczne zachowanie po danych o wzroście inflacji), ale bardzo szybko zawrócił i kurs EUR/USD nawet kosmetycznie wzrósł. Dziwnie wyglądał rynek surowców – ceny wzrosły o 2 – 3 procent. Złoto miało do wyboru: albo reagować na początkowe wzmocnienie dolara spadkiem albo drożeć jako zabezpieczenie przed inflacją. Ponieważ na tym rynku trwa trend wzrostowy to gracze wybrali wzrosty. Ropa podążyła za złotem, ale największy wpływ miało to, że Iran nie ma zamiaru zakończyć swojego programu atomowego. Najbardziej dziwić może 2,5 procentowy wzrost ceny miedzi, ale wydaje mi się, że gracze na tym rynku po prostu ruszyli za złotem i ropą.

Rynek akcji też powinien był ucierpieć, bo przecież graczom bez przerwy wtłaczano w głowę, że kupują akcje dlatego, że FOMC nie długo obniży stopy. Teraz pojawiło się zagrożenie, ze nie tylko nie obniży, ale może nawet podwyższy. Zdaje się, że to nie do końca dotarło do uczestników rynku. Owszem, indeksy zaczęły od spadku, ale bardzo szybko wróciły do poziomów neutralnych. Sygnalizuje to, że rynek jest nadal niezwykle silny i chętny do wzrostów.

Ponieważ w czwartek i piątek jestem w delegacji, więc postaram się omówić wpływ tego, co znajduje się w czwartkowym i piątkowym kalendarium. Nie ma w tych dniach publikacji bardzo istotnych dla rynku akcji. Na rynek walutowy może wpłynąć publikowany w piątek indeks klimatu gospodarczego instytutu Ifo. Prognozowany jest niewielki spadek tego indeksu i to nikogo by nie zaskoczyło. Wzrost podatku VAT w Niemczech może, a nawet powinien, chociaż trochę popsuć nastroje. Teoretycznie taka zwyżka VAT powinna być już dyskontowana, ale gdyby przedsiębiorcy zobaczyli, że realnie spada ilość zamówień to nastroje by się popsuły. Jednak tylko duży spadek indeksu Ifo może zaszkodzić euro. Gdyby, niespodziewanie, indeks wzrósł to przed południem wzmocniłoby euro.

W czwartek wpływ na rynek walutowy może też mieć raport o ilości noworejestrowanych bezrobotnych w USA. Ostatnie dane były niepokojąco słabe, więc gracze mogą dosyć mocno na ten raport zareagować. Gdyby i tym razem dane były gorsze od prognoz to dolar osłabnie. Rynek akcji może jednak zareagować nawet pozytywnie, bo im gorsza sytuacja jest na rynku pracy tym większe prawdopodobieństwo obniżki stóp. Dla akcji znowu najważniejsze mogą być raporty kwartalne europejskich i amerykańskich spółek. Szczególnie dużo będzie takich publikacji w czwartek.

Piotr Kuczyński, Główny Analityk Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Xelion: na GPW pojawił się większy kapitał