Xelion: posezonowa wyprzedaż na WGPW

(Marek Druś)
16-11-2006, 09:46

W środę na naszym rynku walutowym panował od rana względny spokój, a kursy walut naśladowały zmiany kursu EUR/USD. Ponieważ euro traciło to złoty też się osłabiał, Udany przetarg na obligacje pięcioletnie nie miał najmniejszego wpływu na rynek mimo że popyt był większy niż w zeszłym miesiącu. Nie widziałem też reakcji po publikacji raportu o inflacji (wzrosła o 1,2 proc.

W środę na naszym rynku walutowym panował od rana względny spokój, a kursy walut naśladowały zmiany kursu EUR/USD. Ponieważ euro traciło to złoty też się osłabiał, Udany przetarg na obligacje pięcioletnie nie miał najmniejszego wpływu na rynek mimo że popyt był większy niż w zeszłym miesiącu. Nie widziałem też reakcji po publikacji raportu o inflacji (wzrosła o 1,2 proc. – mniej niż oczekiwano). Zresztą wtedy złoty odrobił już większość strat – wystarczyło odwrócenie trendu na rynku EUR/USD. Dzień znowu zakończyliśmy wzmocnieniem naszej waluty.

Dzisiaj dowiemy się, jakie w październiku było przeciętne wynagrodzenie i zatrudnienie. Nie należy oczekiwać reakcji rynków na te dane, ale dane te trzeba pilnie obserwować, bo jeśli zatrudnienie i płaca będą dynamicznie rosły to będzie to bardzo dobrze świadczyło o stanie gospodarki. A przecież to mocna gospodarka powinna wzmacniać złotego i podnosić kursy akcji.

WGPW zachowała się w czwartek, zupełnie nieoczekiwanie, bardzo źle. Gracze mieli do wyboru – podążyć za amerykańskimi i europejskimi giełdami lub przestraszyć się spadających cen surowców. Wybrano to ostatnie. Co prawda cena ropy lekko odbijała, ale miedź w czasie naszej sesji nadal taniała, a to poprowadziło na południe przede wszystkim ceny KGHM oraz sektora paliwowego. Mocno tracił również Bioton. To wpłynęło bardzo negatywnie również na resztę rynku i po początkowym wzroście rozpoczęła się przecena.

Widać było, że sprzedawano akcje praktycznie bez względu na to, czy na to zasługiwały czy nie. Obowiązywał owczy pęd tak często występujący w zaawansowanym stadium hossy – oni sprzedają to i ja muszę sprzedać. Najprawdopodobniej część zarządzających funduszami, założyła, że po zakończeniu sezonu publikacji raportów kwartalnych spółek nie ma już pod co grać i trzeba korzystać z dobrej sytuacji na wpionym technicznie rynku USA i Eurolandu, żeby zrealizować część zysków. Można też powiedzieć, że rynek przeraził się powrotu do czteromiesięcznego trendu bocznego, z którego tak niedawno na chwilę się wybił. Rodzi to obawy o spadek WIG20 nawet do 2.900 pkt., więc podaż ruszyła do wyjścia ewakuacyjnego.

Nie ma specjalnie znaczenia to, że, jeśli spojrzy się na to, co dzieje się na rynkach zagranicznych, wyprzedaż była emocjonalna i mało uzasadniona. Wynik poszedł w świat, powstały wstępne sygnały sprzedaży, a WIG20 z impetem wrócił do kanału trendu bocznego, w którym przebywa od maja tego roku. W tej sytuacji nawet dzisiejsze odbicie (o ile nastąpi, bo to wcale nie jest pewne – sporo zależy od danych z USA) nie będzie miało specjalnego znaczenie. Dopóki WIG20 nie wróci znowu nad 3.220 pkt. to o kupowaniu akcji na czas dłuższy niż jednak sesja trzeba zapomnieć.

Fed jest ciągle zaniepokojony wysoką inflacją

W środę na giełdach akcji Eurolandu i USA nadal utrzymywały się „bycze” nastroje. Wynikały one przede wszystkim z czynników technicznych. Nie przeszkadzały dane makro a pomagały bykom informacje ze spółek.

Zacznijmy od danych makro. Indeks NY Empire State pokazujący jak w listopadzie wygląda gospodarka regionu Nowego Jorku nieoczekiwanie wzrósł. Prognozy mówiły, że wyraźnie spadnie. Co prawda nie ma dużej korelacji między tym wskaźnikiem, a indeksami instytutu ISM, które pokazują stan całej gospodarki, ale było to niewątpliwie zaskoczenie pozwalające twierdzić, że gospodarka jest w dobrym stanie. Dane o tygodniowej zmianie zapasów ropy i paliw mogły trochę zaniepokoić, bo spadły zapasy destylatów i paliw, ale ropa zdrożała do ponad 59 USD poczym znacznie zmniejszyła skalę wzrostu ceny, a to nie mogło nikogo zaniepokoić.

Dopiero protokół z ostatniego posiedzenia FOMC (wtedy Komitet po raz drugi nie zmienił stóp) wywołał korektę na rynku akcji. Członkowie FOMC wyrażali duże zaniepokojenie inflacją, a szczególnie jej bazową częścią. Utrzymywało się przekonanie, że będzie ona spadać, ale to była raczej wiara niż pewność. Wyrażano zdecydowane przekonanie, że o ile inflacja bazowa nie będzie szybko spadała to potrzebne będzie kolejne podniesienie stóp. Stwierdzono też, że „trochę” zmniejszyło się zagrożenie zbyt dużym spadkiem aktywności gospodarczej. Cieszono się z tego, że problem rynku nieruchomości nie przełożyły się na wydatki konsumentów - wtorkowe dane o sprzedaży detalicznej zapewne zmienią poglądy członków FOMC na ten temat. Jednocześnie członkowie Fed wyraźnie dawali znać, że nie uważają korekty na rynku nieruchomości za zakończoną, więc konsument może jeszcze ucierpieć. Reasumując można powiedzieć, że Fed ostrzega rynek nie potwierdzając fantastycznych założeń o szybkim cięciu stóp.

Wydawałoby się, że po takim dictum dolar się wzmocni, ale nic takiego nie nastąpiło. W ogóle amerykańska waluta zachowywała się w środę podejrzanie. Przed publikacją danych makro wzmacniała się (przypominam, że czekano na słabe dane, więc powinna była tracić). Po publikacji bardzo dobrego indeksu NY Empire State dolar zamiast nadal się wzmacniać zaczął tracić i dzień skończył z nieznaczną stratą do euro. Takie niepewne zachowanie sygnalizuje, że rynek chciałby dolara przecenić, ale boi się testu pięciomiesięcznego oporu. Rynki surowców wykorzystały sytuację i ceny ropy, złota i miedzi trochę wzrosły.

Rynek akcji dostał dobre informacje ze spółek. US Airways Group zaoferowała 8 mld USD za Delta Air Lines, co oczywiście pomogło we wzroście cen akcji w całym sektorze. Poza tym Goldman Sachs podniósł rekomendację dla Altrii, a Wall Street Journal dobrze napisał o Boeingu. Jedynie spadki cen akcji w sektorze telekomunikacyjnym (szczególnie AT&T) szkodził indeksom. Najważniejszy był jednak nastrój i wtorkowy, techniczny sygnał przedłużający hossę. Owszem po publikacji protokołu FOMC nastąpiła korekta, ale byki to przetrzymały i znowu wygrały. Hossa trwa.

Po sesji rozczarował swoim raportem kwartalnym Applied Materials, a Dell poinformował, że przekłada publikację raportu dlatego, że SEC bada, czy jego księgowość była poprawnie prowadzona. To nie były dobre informacje, więc kontrakty na amerykańskie indeksy rano lekko spadały. Takie informacje nie przesądzają o rozpoczęciu korekty, ale przy odpowiednim ułożeniu danych makro mogą być dobrym pretekstem do wywołania realizacji zysków.

Dzisiaj jest znowu dzień inflacji, bo raporty o niej zostaną opublikowane zarówno w Eurolandzie jak i w USA. Europejska inflacja nie wpłynie na dłużej na zachowanie rynków, ale oczywiście im będzie niższa (prognozowany jest spadek dynamiki wzrostu) tym lepiej dla akcji i gorzej dla dolara. Zdecydowanie bardziej istotna jest inflacja amerykańska. To właśnie na inflację CPI (w cenach detalicznych), a szczególnie na jej składnik bazowy patrzy FOMC podejmując decyzję o zmianie stóp procentowych. Wiemy już, jaka była inflacja PPI (w cenach produkcji), ale to wcale nie musi się przełożyć na CPI. Im wyższa będzie inflacja bazowa tym gorzej dla akcji i lepiej dla dolara.

Po publikacji tego raportu dostaniemy jeszcze kilka innych, ciekawych danych, ale problem w tym, że większość z nich rzadko wpływa na zachowanie rynków. Ilość noworejestrowanych bezrobotnych (zmiana tygodniowa) wywołuje jedynie chwilowe ruchy kursów i indeksów (chociaż czasem służy rynkowi jako pretekst). Przepływ kapitałów do USA od dawna nie wzbudza większych emocji, ale miesiąc temu te dane umocniły dolara, bo okazało się, że do USA wpłynęło netto dwa razy więcej kapitału niż oczekiwano. Gracze na rynku walutowym muszą więc na nie uważać, a ponieważ zmiany kursów walut oddziaływają na ceny surowców to i inwestujący na tym rynku też muszą zachować ostrożność. Praktycznie nigdy nie mają wpływu na zachowanie graczy raporty o dynamice produkcji przemysłowej oraz wykorzystanie potencjału produkcyjnego i zapewne tym razem też tak będzie. Mogą jedynie wzmacniać lub osłabiać już istniejące na rynku tendencje. Pokażą jednak, jaki jest stan sektora produkcyjnego w USA.

W drugiej części amerykańskiej sesji dowiemy się jeszcze, jaki jest stan rynku nieruchomości oglądany przez pryzmat indeksu rynku nieruchomości podawanego przez NAHB oraz jak rozwijała się gospodarka w regionie Filadelfii (miejscowy Fed opublikuje swój raport). Te dane mogą rynkami poruszyć. Miesiąc temu indeks NAHB lekko wzrósł, co dało pretekst do twierdzenia, że ochłodzenie na tym rynku się już kończy. Jeśli i tym razem wzrośnie to rynek akcji może na tym skorzystać, a dolar się umocni. Gdyby spadł to powinno zaszkodzić zarówno akcjom jak i dolarowi. Indeks Fed z Filadelfii nie powinien mieć istotnego wpływu na rynki o ile rzeczywiście, tak jak się tego oczekuje, wzrośnie. Być może da nawet pozytywny impuls akcjom i dolarowi. Gdyby jednak nadal pokazywał, że gospodarka regionu jest w recesji to dla obu tych rynków byłby impuls negatywny. W tym natłoku danych może się okazać, jeśli na przykład będą się nawzajem znosić, że najważniejsze będą raporty kwartalne spółek, a szczególnie Hewlett Packarda.

Piotr Kuczyński, Główny Analityk Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Marek Druś)

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Xelion: posezonowa wyprzedaż na WGPW