Po tym jak w ostatnich dniach strona podażowa zmarnowała szansę na wygenerowanie silnych sygnałów kupna, a popyt od ponad miesiąca ma problem z przedostaniem się powyżej 2300 pkt., trend boczny pozostaje preferowanym scenariuszem na najbliższe tygodnie.
WIG utrzymuje się w głównej połowie trendu bocznego, jaki trwa od połowy sierpnia pomiędzy 35,8 tys. pkt. i 39,2 tys. pkt. Do górnej części wrócił dzięki mocnemu wzrostowi jaki miał miejsce w ubiegły wtorek. Indeks blue chipów również zanotował pokaźny wzrost, dzięki któremu odrobił z nadmiarem ostatni pięcioprocentowy spadek. Do wzrostów tego dnia przyczyniły się w głównej mierze spółki surowcowe.
WIG20 nadal znajduje się bowiem w konsolidacji i choć ostatnie dni oddaliły
groźbę wybicia dołem, to nie wystarczą by zakładać pojawienie się wkrótce
mocniejszych sygnałów kupna. Co bardziej istotne, był to wzrost na dużo większym
obrocie niż podczas spadku. Inaczej mówiąc wzrost był bardziej wiarygodny.
Pojawiły się też pierwsze sygnały kupna, ale zagrożenie podwójnym szczytem lub
trendem bocznym nie zniknęło.
Dobry początek okresu publikacji wyników
kwartalnych za oceanem oraz lepsze niż oczekiwano dane z rynku pracy po raz
kolejny uaktywniły kupujących. To zachęciło inwestorów do kupna akcji również na
naszym rodzimym parkiecie. O dalszym wzroście popytu na akcje w
najbliższych dniach zadecydują zapewne wieści z amerykańskiej gospodarki i
następne wyniki spółek, zwłaszcza z sektora finansowego.
Stany Zjednoczone
Oczekiwania związane z wynikami podnoszą indeksy w USA.
Po słabszym poprzednim tygodniu, obecny przyniósł kontynuację trendu
wzrostowego. W Stanach Zjednoczonych rozpoczęliśmy sezon raportów kwartalnych. W
środę przed sesją wyniki opublikował Monsanto, EPS wyniósł 2 centy przy
oczekiwaniach analityków na poziomie 1 centa. Tego samego dnia po sesji Alcoa
poinformowała, że w III kwartale osiągnęła zysk na poziomie 4 centów na akcje
(prognoza -0,09 USD), wynik był zdecydowanie gorszy niż w III kw. 2008 r. Mimo
tego został bardzo optymistycznie przyjęty przez rynek. Kontrakty na indeksy po
sesji zdecydowanie skierowały się na północ, a kurs akcji w obrocie posesyjnym
wzrósł o prawie 5%. W czwartek przed sesją również lepsze od prognoz wyniki
opublikowało Pepsico. Spowodowało to gorący początek sesji na Wall Street. W
miarę upływu dnia nastroje zostały ostudzone. Alcoa skończyła sesję po
publikacji wyników wzrostem 1%, Pepsico spadkiem przekraczającym 1%.
Obserwując reakcje rynkowe na pierwsze wyniki spółek w USA należałoby
ostrożnie podchodzić do ogólnorynkowego konsensusu, że lepsze wyniki w
porównaniu do II kw. 2009 r. umocnią obecne tendencje rynkowe. Przykład Alcoa
pokazuje, że po pierwszej pozytywnej reakcji, na rynek dociera, że rok do roku
wyniki będą kilkadziesiąt procent niższe niż w niezłym dla realnej gospodarki
USA III kwartale 2008 r.
Europa Zachodnia
Obraz nastrojów panujących wśród inwestorów w Europie był
pochodną ogólnej sytuacji na rynku akcji na świecie. Korekta jaka dotknęła
giełdy europejskie w zeszłym tygodniu, doprowadzając niemal do dolnego
ograniczenia trendu wzrostowego, została wykorzystana do podkupywania akcji i
wyciągania indeksów do góry.
Na wzrost nie miały na pewno wpływu dane makro z
początku tygodnia dot. PMI dla usług, gdyż te były zbliżone do prognoz. Nie
zaszkodziły także wtorkowe dane dotyczące produkcji przemysłowej w Wielkiej
Brytanii. Prognozowany wzrost na poziomie 0,1% m/m w obliczu spadku o 2,5% w
sierpniu mógł dać do myślenia, lecz kierunek kreował sentyment i ostatecznie
FTSE 250 kończyło wtorkową sesję prawie 2,5% wzrostami.
Po dwóch dniach
zabrakło „paliwa” do dalszych wzrostów. Tym co mogło kreować dalszy rozwój
sytuacji było rozpoczęcie sezonu publikacji raportów kwartalnych w Stanach
Zjednoczonych, które tradycyjnie rozpoczynała Alcoa i decyzja ECB dotycząca stóp
procentowych w Eurolandzie. Mogła, ale nie musiała, bo raczej mało kto
spodziewał się, że Jean-Claude Trichet podejmie inną decyzję niż pozostawienie
stóp procentowych na niezmiennym 1% poziomie. Wypowiedź szefa ECB miała wpływ na
kurs EUR/USD. W pierwszej części, mówiąc o nadchodzącym ożywieniu wpłynął na
podniesienie kursu EUR/USD, lecz stwierdzenie dotyczące oczekiwań wobec rządów
strefy euro poważnych decyzji zmniejszających deficyt w obliczu poprawiającej
się koniunktury doprowadziło do szybkiego jego spadku.
Od ponad miesiąca
główne indeksy europejskie poruszają się w szerokim kanale trendu bocznego.
Biorąc pod uwagę ilość danych makro jak i publikacje raportów kwartalnych banków
amerykańskich, przyszły tydzień może dać odpowiedź czy z obecnej konsolidacji
rynek wyjdzie górą czy dołem.
Europejskie Rynki Wschodzące
Dużym wydarzeniem ubiegłego tygodnia było
niewątpliwie posiedzenie Międzynarodowego Funduszu Walutowego Banku Światowego w
Stambule. Poza Waszyngtonem takie spotkania odbywają się co trzy lata, przy czym
w Turcji zdarzyło się po raz drugi – poprzednio w 1955 roku. Głównym tematem
było opracowanie strategii wyjścia z kryzysu, wprowadzanie reform dotyczących
długu publicznego, elastycznej linii kredytowej dla najbardziej potrzebujących
krajów. John Lipsky, dyrektor zarządzający Międzynarodowego Funduszu Walutowego,
oceniając sytuację krajów Europy Wschodniej powiedział, że Rosja ma już
najgorsze za sobą, a kurs wymiany rubla nie stanowi problemu dla rosyjskiej
gospodarki w krótkiej perspektywie. Lipsky poinformował również, że MFW prowadzi
rozmowy z Ukrainą i ocenił sytuację w tym kraju jako ciężką.
Duże poruszenie
wywołało podejrzenie o rozpoczęcie procesu dewaluacji łotewskiego łata, czemu
stanowczo zaprzeczył Premier Łotwy Valdis Dembrovskis. Według niego, pogłoski o
dewaluacji negatywnie wpłynęły na sprzedaż obligacji. Łotwa podczas czwartkowej
aukcji sprzedała obligacje skarbowe o wartości 2,75 mln łatów, po tym gdy nie
udało jej się nic sprzedać na aukcji 3 czerwca, gdy zaoferowała papiery na kwotę
50 mln łatów. Łotewska gospodarka skurczyła się w I kwartale tego roku o 18
proc. Nie ulega wątpliwości, że jeśli dojdzie do dewaluacji łata, to wpłynie to
negatywnie na ocenę walut całego regionu. Zdenek Tuma, prezes Czeskiego Banku
Narodowego uważa, że sytuacja na Łotwie nie powinna znacznie wpłynąć na ocenę
potencjału gospodarczego Polski i Republiki Czeskiej. Spodziewa się on wzrostu
gospodarczego w 2010 roku na poziomie około 1%.
Rząd Rosji zaproponował
budżet na przyszły rok. W ocenie analityków założenia nowego budżetu są zbyt
optymistyczne – zakładany jest deficyt budżetowy na poziomie 6,8% PKB w stosunku
do 7,9%, które były szacowane jeszcze dwa tygodnie temu. Ważnym parametrem
budżetu jest prognozowana cena ropy, która zgodnie z założeniami powinna wynieść
średniorocznie 58 dolarów za baryłkę. Odchylenie od tej ceny o 1 dolara
spowoduje zmianę deficytu o 0,15%.
Wbrew podejrzeniom, na giełdach naszych
sąsiadów nie były kontynuowane spadki z początku miesiąca, wręcz odwrotnie.
Największe wzrosty odnotowały rynki Rosji, Turcji i Grecji. Wygląda na to, że na
poważniejszą korektę jeszcze nie czas.
Azja
Większość azjatyckich rynków zanotowała raczej niewielkie wzrosty w
ubiegłym tygodniu. Jedynie giełdy w Indiach i Korei Południowej straciły na
wartości, po wtorkowej decyzji Banku Rezerw Australii o podwyżce stóp
procentowych. Było to zaskoczeniem dla wielu analityków, gdyż Australia jako
pierwsza z grupy krajów G20 rozpoczęła zacieśnianie polityki monetarnej po
krachu na rynkach spowodowanym upadkiem banku Lehman Brothers. Bank Australii
uzasadnia swoją decyzję tym, że według jego analityków najgorsze dla gospodarki
już minęło, a gospodarka Australii rozwija się dziś znacznie szybciej niż inne
rozwinięte gospodarki. Podwyżka ta mocno zaniepokoiła inwestorów na innych
szybko rozwijających się rynkach w Azji. Zaczęli oni się obawiać, że polityka
monetarna w ich krajach może wkrótce przyjąć ten sam kierunek.
Dalsze silne
umacnianie się kursu Yen/Dolar było powodem do niepokoju o wyniki japońskich
eksporterów, ale mimo to indeks Nikkei225 nieznacznie zyskał (ok. 1%). Ten sam
problem pojawiła się także w Indiach, gdzie kurs rupii w stosunku do dolara
znacznie przyspieszył swoje umacnianie. Spowodowało to wyprzedaż akcji spółek
sektora IT, ponieważ indyjscy eksporterzy oprogramowania ponad 50% swoich
przychodów uzyskują z USA.
Rynki Chińskie były zamknięte aż do piątku z
powodu świąt państwowych, a jedynym otwartym parkietem w tym rejonie był Hong
Kong, którego indeks zyskał w tym czasie aż 5,5%. Po świątecznej przerwie, na
piątkowej sesji indeks Shanghai Composite, nadrabiając stracony czas, wzrósł
blisko 4,8%.
Surowce
Notowania kontraktów na ropę typu Crude zdrożały o prawie 4%,
natomiast baryłka kosztuje obecnie 71,5 dolara. Głównym czynnikiem wspierającym
wzrost cen był amerykański dolar, który osłabiał się do głównych walut. Optymizm
na tym rynku pojawił się również po publikacji danych z Departamentu Energii
USA. Mówiły one o spadku zapasów ropy o prawie 1 mln baryłek, co w porównaniu z
oczekiwaniami analityków było sporym zaskoczeniem. Oczekiwano bowiem wzrostu
zapasów o 2 mln baryłek. Po raz kolejny okazało się, że prognozy prognozami, a
dane danymi. Pytanie tylko czy to odradzający popyt zmniejszył zapasy surowca?
Biorąc pod uwagę dane makro ze Stanów Zjednoczonych jest to mało prawdopodobne.
Sytuacja gospodarcza nie wpływa dodatnio na wzrost popytu. Mamy do czynienia z
ciągłym wzrostem bezrobocia, spadkiem wydatków konsumpcyjnych (w tym także na
ropę) zatem ciężko mówić o ożywieniu w tym sektorze. Po prostu zapasy zmalały,
bo zmniejszył się import. Ceny jednak nadal mocno trzymają się okolic poziomu 70
dolarów za baryłkę i jeśli na rynek nie napłyną jakieś rozstrzygające informacje
to przyszły tydzień zakończy się również w tym obszarze cenowym.
Ceny miedzi na giełdzie w Londynie zdrożały o 7%, a za tonę tego metalu płacono w piątek po południu 6234 dolara. Podobnie jak w przypadku ropy, ceny zmieniały się pod wpływem słabnącej waluty amerykańskiej. Niewątpliwym czynnikiem pchającym ceny na północ były informacje o zapasach w Szanghaju. Otóż chiński inwentarz surowca spadł o 7% w ciągu ostatnich 8 dni, co było trzecim z rzędu spadkiem zapasów w ujęciu tygodniowym. To świadczy, że chińczycy dość szybko opróżniają swoje magazyny i w bliskiej przyszłości będą wybierać się na zakupy.
Złoto odnotowuje kolejny rekord cenowy wszechczasów, który obecnie wynosi 1061 dolarów. Przebicie poziomu 1032 dolarów za uncję dało silny impuls kupna, co zaowocowało wspinaczką na wyższy pułap cenowy. Obecnie uncja kosztuje 1047 dolarów, co w porównaniu z ubiegłym tygodniem daje ponad 4% wzrost cen. Postępujące osłabianie się dolara powinno nadal skutkować zwyżkami na rynku tego szlachetnego metalu. Generalnie patrząc w przyszłym tygodniu dowiemy się jakie wyniki za III kwartał uzyskał Goldman Sachs oraz Bank of America. Jeśli dane będą słabe to będzie to czynnik prowzrostowy dla złota.
Raport przygotował zespół Doradców Finansowych Xelion:
Łukasz Bugaj,
Jarosław Godyń, Zofia Kamińska, Jacek Maleszewski, Paweł Pilzak, Adam
Piotrowski, Tomasz Ray-Ciemięga, Tatiana Świderska, Piotr Trzeciak, Kamila
Urbańska-Pałac, Konrad Widuliński.