Jeszcze dekadę temu granica między firmami motoryzacyjnymi i technologicznymi wydawała się wyraźna: jedne produkowały pojazdy, drugie tworzyły oprogramowanie. Każda kreowała swoją pozycję w osobnych jeszcze wtedy branżach. Z czasem granica między branżami się zacierała. Dziś ten podział w coraz większej liczbie przypadków w zasadzie nie ma już racji bytu. Producenci tacy jak Xpeng, Tesla czy BYD projektują samochody nie jako pojazdy, lecz platformy cyfrowe, w których główną rolę odgrywają dane, sztuczna inteligencja i aktualizacje oprogramowania. Równocześnie firmy technologiczne, np. Xiaomi, wchodzą do świata motoryzacji, traktując auto jako kolejne urządzenie w ekosystemie. W rezultacie powstaje nowa kategoria przedsiębiorstw, dla których hardware i software są nierozerwalne: samochód staje się jeżdżącym komputerem, a przewaga konkurencyjna nie wynika już wyłącznie z inżynierii mechanicznej, lecz z jakości algorytmów, zdolności przetwarzania danych i integracji usług cyfrowych. To właśnie w tej przestrzeni rozgrywa się dziś bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza transformacja branży już nie motoryzacyjnej, tylko mobilności. Bo tak jak kiedyś telefon służył tylko do dzwonienia, a auto do jeżdżenia, tak dziś dzwonienie jest tylko jedną z wielu możliwości.
Cyfrowy samochód z Chin
Założona w 2014 r. chińska firma Xpeng to jeden z najbardziej wyrazistych przykładów zacierania granicy między przemysłem motoryzacyjnym i sektorem nowych technologii. Jej współzałożyciel, He Xiaopeng, nie wywodzi się bowiem z klasycznego świata automotive: wcześniej budował pozycję w branży internetowej, współtworząc UCWeb i działając w ekosystemie Alibaba Group. To technologiczne DNA ukształtowało charakter Xpenga: choć firma produkuje samochody elektryczne i rozwija własne zakłady produkcyjne, jej największą przewagą jest oprogramowanie, sztuczna inteligencja i systemy autonomicznej jazdy rozwijane wewnętrznie. Modele P7 czy G9 są nie tylko środkami transportu, lecz także platformami cyfrowymi stale aktualizowanymi over-the-air, a równolegle spółka inwestuje w projekty wykraczające poza motoryzację, jak robotyka czy mobilność powietrzna. W rezultacie Xpenga można dziś trafniej opisywać nie jako tradycyjnego producenta aut, lecz jako firmę technologiczną, dla której samochód jest jednym z produktów, nośnikiem usług, danych i doświadczeń cyfrowych.
Mamy więc do czynienia z młodą, ale jednocześnie dynamiczną firmą. Historią i doświadczeniem w budowaniu aut nie może się równać z nikim w Europie, ale nadrabia to tempem rozwoju i zdolnością do iteracyjnego ulepszania produktów, czyli podejściem charakterystycznym dla branży technologicznej, w której cykl innowacji liczony jest w miesiącach, nie latach. To sprawia, że Xpeng funkcjonuje bardziej jak start-up skalujący swoje rozwiązania w czasie rzeczywistym niż klasyczny koncern motoryzacyjny, którego przewagi budowane są dekadami.
Warto przy tym podkreślić, że dopiero w ostatnich latach spółka zaczęła wyraźnie poprawiać swoje wyniki finansowe. W 2024 r. Xpeng co prawda wypracował około 5,6 mld USD przychodów, ale nadal notował istotną stratę netto i działał na niskich marżach. Przełom przyniósł dopiero rok 2025: przychody wzrosły do około 11,2 mld USD, strata znacząco stopniała, a w IV kwartale udało się wypracować pierwszy w historii zysk (około 55 mln USD). Jednocześnie firma znacząco zwiększyła skalę działalności. Dostawy sięgnęły około 429 tys. (+126 proc. r/r).
Jeżdżący dowód technologicznego DNA Xpenga
Najnowsze dziecko tego młodego chińskiego koncernu – model P7+ – jest poniekąd ucieleśnieniem technologicznych korzeni marki. Najbardziej imponująca jest… moc obliczeniowa tego komputera na kołach. Xpeng chwali się układem Turing AI o wydajności 750 TOPS (tera operations per second – jednostka mierząca, ile operacji obliczeniowych komputer może wykonać w sekundę). Dla porównania – komputer pokładowy Tesli w wersji Full Self-Driving (FSD) osiąga około 144 TOPS, a najnowsze czipy Nvidii dla aut autonomicznych, np. Orin, oferują do 254 TOPS. W skrócie: komputer Xpenga jest mózgiem klasy superkomputera, ale w formacie samochodowym. Co oczywiście przekłada się na jazdę, z tym że bardziej tę autonomiczną. Podsumowując technologiczną stronę: mamy do czynienia z na wskroś nowoczesnym produktem. Co ze stroną motoryzacyjną?
Xpeng P7+ to auto, które jednocześnie zachwyca i zastanawia: z jednej strony jest superkomputerem na kołach, z drugiej prowadzi się jak tradycyjna limuzyna. Ma ponad 5 m długości, 3-metrowy rozstaw osi i masę ponad 2 t. Plasuje go to w realiach BMW i5 czy Mercedesa klasy E w wersjach elektrycznych. Technicznie P7+ imponuje: system 800 V, ładowanie z mocą do ponad 440 kW (od 10 do 80 proc. w 12 min). Topowa wersja AWD Performance ma 503 KM, przyspiesza do setki w 4,3 s, ale komfort i miękkie tłumienie sprawiają, że prowadzenie jest bardziej relaksujące niż sportowe.
Wyposażenie P7+ jest typowo technologiczne: 15,6-calowy centralny ekran, cyfrowe lusterko wsteczne, LiDAR i kamery 360 st. Jest też skórzana tapicerka i przestronny bagażnik (573 l). Mówiąc krótko, to nowoczesna limuzyna dla techenoetuzjastów. Xpeng P7+ dostępny jest w trzech głównych wariantach: RWD Standard Range Pro z baterią 61 kWh, mocą 245 KM i zasięgiem do około 455 km, RWD Long Range Pro z większą baterią 75 kWh, mocą ponad 310 KM i zasięgiem do 530 km WLTP oraz wspomnianym topowym AWD Performance Pro z napędem na wszystkie koła, akumulatorem 75 kWh, mocą 503 KM i zasięgiem około 500 km.
Ceny zaczynają się od około 197,9 tys. zł za bazowy model, podczas gdy topowy AWD Performance kosztuje około 239,9 tys. zł, co w porównaniu z np. BMW i5 eDrive40 (345 tys. zł) jest ofertą agresywnie konkurencyjną. No właśnie – jest?
Rola P7+: furtka czy pełnoprawny gracz
W samochodowym segmencie premium liczy się przecież coś więcej niż wykresy techniczne, moce obliczeniowe, a nawet moc silnika. Marki takie jak BMW czy Mercedes nie sprzedają tylko samochodów, lecz także obietnicę prestiżu, kawałek historii i dostęp do świata tworzonego dekadami. Chińskie firmy tej tradycji nie mają. Z tej perspektywy są jak koronki wydrukowane na drukarce 3D w porównaniu z tymi z Koniakowa. Może i nowocześniejsze, może i bardziej praktyczne i tańsze, ale nie mają tego, za co ludzie wybierają markę, a nie tylko produkt: ducha i opowieści.
Zatem kwestią co najmniej pikantną pozostaje odpowiedź na pytanie, dla kogo właściwie jest Xpeng P7+. Marka celuje w segment premium, ale czy jest realną alternatywą dla niemieckiego premium, czy raczej furtką do odrobiny luksusu dla tych, którzy dotąd nie myśleli (a raczej ich portfele nie myślały) o marce z tego segmentu? Odpowiedź brzmi: i tak, i tak. P7+ oferuje większość przemysłowej poezji, która jest w ostatnich latach ceniona, przestrzeń limuzyny, moc i szybkość ładowania za kwotę wyraźnie niższą niż w BMW czy Mercedesie. Ale z drugiej strony to ciągle inna liga marzeń. Klient premium przeważnie liczy na renomę: kupuje nie tylko auto, ale i herb. Z tej perspektywy P7+ jest bardziej propozycją dla technologicznych maniaków z ograniczonym budżetem niż bezpośrednim atakiem na klientów BMW czy Mercedesa.
Trudno mi sobie wyobrazić, by Polacy masowo przerzucili się na chińskie limuzyny. Mimo to Xpeng P7+ może pociągnąć ewolucję rynku tak jak wprowadzenie smartfonów, które jeszcze kilkanaście lat temu traktowaliśmy z rezerwą. Tak jak wspomniałem, P7+ raczej nie odbierze klientów Mercedesowi czy BMW, za to może przyciągnąć tych, którzy dotąd premium omijali. Czyli: do salonów wchodzą nowi gracze, a klientela się rozrasta. Felietonista mógłby powiedzieć, że P7+ jest jak pierwszy głośnik Bluetooth: robi awanturę o technologię, ale przecież chodzi o… muzykę.
Teatralny pean
Jedno jest pewne: chińskie samochody budzą skrajne emocje. Podczas gdy jedni pod niebiosa wychwalają technologię i cenę, inni mnożą obawy co do jakości czy spadku wartości. Gdzie w tym wszystkim odnajduje się Xpeng P7+? W mojej ocenie to przykład ewolucji rynku, a nie jego rewolucji. Ten chiński komputer na kołach udowadnia, że inżynierowie z Kantonu mają już ogromne kompetencje, przede wszystkim technologiczne. I choć sam Xpeng jeszcze nie zastąpi oferty BMW czy Mercedesa, to bez wątpienia dołoży cegiełkę do nowej definicji premium o prędkość ładowania i pakiet AI. Można to ująć żartobliwie: P7+ jest jak tani bilet wstępu na koncert muzyki symfonicznej – w środku jest dźwięk i siedzenie, ale brak mu atmosfery Hall of Fame. Albo inaczej: jeśli loża VIP w Teatro alla Scala jest jak BMW (stała rezerwacja, złocenia i przybijanie piątek z artystami), to Xpeng jest jak tani bilet na balkon do tego samego teatru. Widzisz tę samą scenę, słyszysz tę samą muzykę, ale atmosfera pozostaje poza zasięgiem. Z drugiej strony w Xpengu nikt nie oczekuje od ciebie dopłaty za ową atmosferę.

