Y2K wypłoszył inwestorów z Polski

Piotr Burza
opublikowano: 1999-10-13 00:00

Y2K wypłoszył inwestorów z Polski

PARADOKSALNA OCENA: Wprawdzie zagraniczni eksperci plasują Polskę w grupie państw najbardziej zagrożonych problemem Y2K, ale ze względu na późniejsze wdrażanie komputerowych systemów w mniejszym stopniu dysponuje przestarzałym, podatnym na milenijny problem, sprzętem.

Komputerowy problem roku 2000 — Y2K — pozostaje nadal aktualny. Obawy z tym związane spowodowały, że zagraniczni inwestorzy wycofują się nie tylko z naszego rynku, lecz również z innych rynków państw środkowoeuropejskich. Zdaniem ekspertów, inwestorzy, którzy nie ugną się pod presją załamania systemów komputerowych na naszych rynkach, powinni zrealizować niemałe zyski. Wydatki przodujących krajów postkomunistycznych do których należy Polska, Czechy i Węgry, pretendujące do wejścia do Unii Europejskiej, przeznaczone na ochronę przed milenijnym wirusem są znacznie mniejsze od sum wydawanych na walkę z tym problemem w krajach rozwiniętych. Zmiana daty na 2000 stwarza niebezpieczeństwo dla firm posługujących się starymi systemami z dwubitowym systemem zapisywania dat, grozi załamaniem się starszych systemów. Do przełomu wieku grożącego załamaniem starych systemów pozostały już niecałe trzy miesiące.

OSTROŻNE zachodnie fundusze inwestycyjne wycofują się z inwestycji w krajach rynków wschodzących, w których zachodzi obawa załamania systemów informatycznych. Jest to widoczne na naszym rynku papierów wartościowych. Zachód zaczął wyprzedawać papiery dłużne. Brak również popytu na bony skarbowe o zapadalności przypadającej na przyszły rok. Ceny naszych papierów dłużnych znacznie spadły, a krzywa rentowności wyskoczyła w górę. Wynika to z powolnego, lecz systematycznego wyprzedawania tych walorów przez zachodnie fundusze. Zdaniem ekspertów, jest to spowodowane nie tylko kondycją naszej gospodarki i ostatnią podwyżką stóp procentowych, lecz głównie obawami inwestorów przed milenijnym problemem.

Wycofywali oni swój kapitał nie tylko z rynku papierów dłużnych, lecz również z naszej giełdy. Taka sytuacja charakteryzuje też giełdę czeską i węgierską. W ciągu kilku miesięcy drugiej połowy roku indeks WIG spadł o 12 proc., indeks w Budapeszcie — o 9,7 proc., a w Pradze — o 2,7 proc.

ZDANIEM EKSPERTÓW spadki powinny się wkrótce zakończyć. Twierdzą oni, że zagraniczni inwestorzy wycofywali się z rynków naszego regionu, sprzedając niewielkie ilości zakupionych walorów. W ten sposób nie wywoływali paniki, znacznego załamania cen, a co za tym idzie, nie ponieśli liczących się strat. Specjaliści są zdania, że po spadku emocji związanych z bombą milenijną w krajach środkowoeuropejskich można będzie nabyć znaczne ilości papierów, które są niedowartościowane. Eksperci prognozują też znaczne odbicie cen naszych walorów. Mimo ich małej płynności, część inwestorów może zacząć je kupować już w końcu tego roku, aby skorzystać z niskich cen. Najbardziej atrakcyjne mogą być akcje spółek telekomunikacyjnych, jak również działających w branży energetycznej, ponieważ są one najbardziej narażone na problem Y2K.

BANK INWESTYCYJNY Credit Suisse First Boston w swym raporcie wykazuje, że najlepiej do problemu milenijnego przygotowane są Węgry, przyznając temu krajowi 20 punktów na 35 możliwych do uzyskania. Polska plasuje się na szarym końcu, z ratingiem wynoszącym jedynie 15 punktów, a Czechy zamykają stawkę z 12 punktami. Zdaniem specjalistów, mimo małych wydatków związanych z rozwiązaniem problemu milenijnego, nasz kraj jako młody rynek komputerowy może mieć mniej problemów z Y2K niż kraje wysoko rozwinięte. Wynika to z tego, że kupowaliśmy młodsze technologie, w mniejszym stopniu obarczone zagrożeniem ich błędnego funkcjonowania.