Yale bojkotuje sponsorów

KS, wsj.com
opublikowano: 2008-04-01 09:36

Kiedy Uniwersytet w Yale ogłosił zamiar budowy dwóch college’ów wartych 600 mln USD, przypuszczano, iż wszystko odbędzie się zgodnie ze standardową w takich przypadkach procedurą. Jednak, jak donosi Robert Frank z "The Wall Street Journal", władze uczelni zaskoczyły wszystkich...

Sposób zdobywania sponsora sprowadza się zasadniczo do trzech podstawowych etapów. Po pierwsze, należy znaleźć absolwenta, który jest miliarderem. Po drugie, zaprasza się go na obiad z rektorem, aby – w fazie trzeciej – wspomnieć mimochodem, że hojny i wielce szanowany sponsor może liczyć na nazwanie jego imieniem nowego budynku za cenę, bagatela, 30 mln USD.

Pomnik na macierzystym wydziale, uznanie i rozgłos w mediach, zazdrość dawnych kolegów z uczelni, no i, oczywiście, ulga podatkowa - to tylko niektóre z korzyści takiego układu, więc oferta jest nader kusząca.

Jednakże, wbrew oczekiwaniom, zarząd Yale postanowił, że nikt z żyjących nie zostanie patronem nowych budynków, nawet gdyby oferował sfinansowanie całej inwestycji. Roland Betts z zarządu uczelni powiedział "The Yale Daily News", że nawet dotacja warta 1 mld USD nie skłoni uniwersytetu do takiej decyzji.

Wygląda na to, że Yale nie ulegnie popularnemu obecnie trendowi umieszczania wszędzie, gdzie się da – na budynkach, ławkach parkowych czy nawet toaletach muzealnych – tablic i tabliczek z imieniem i nazwiskiem sponsorów. Prawdopodobnie władze uczelni pozostaną przy zwyczaju dedykowania budynków postaciom i miejscom historycznym oraz dawnym rektorom.

Autor artykułu ubolewa nad faktem, że obecnie każdy właściciel sieci restauracyjnej może zostać patronem biblioteki – wystarczy, że wyłoży pieniądze na jej budowę czy remont. Wspieranie edukacji jest bez wątpienia szczytnym celem i powinno się odbywać ze szlachetnych pobudek, a nie dla taniego rozgłosu i wszechobecnych plakietek.