Producent profili szykuje się do akwizycji i zwija interes na Ukrainie
Poprawa w przyszłym roku zysków o połowę — to żaden sukces. Tak przynajmniej uważa prezes Yawalu.
Rosnący popyt na profile aluminiowe i wizje atrakcyjnych kontraktów na rynku niemieckim wprawiają w dobry humor Piotra Knapińskiego, prezesa Yawalu. Nie tylko potwierdza on prognozy na ten rok, mówiące o blisko 10 mln zł zysku na działalności podstawowej, ale także roztacza dobre perspektywy na rok 2008.
— Jeśli w przyszłym roku zarobimy 50 proc. więcej, to wcale nie będę jakiś specjalnie szczęśliwy — mówi prezes.
Sugeruje to, że na produkcji i sprzedaży profili Yawal chce w 2008 r. zarobić minimum 15 mln zł. Ostateczne zyski netto, z racji sprzedaży akcji Pagedu, mogą znacznie się różnić.
Szacunki prezentowane przez prezesa dotyczą tego, co Yawal może osiągnąć we własnym zakresie. Liczby nie uwzględniają akwizycji, na którą spółka zbiera właśnie pieniądze w drodze oferty publicznej. Ma ona przynieść blisko 70 mln zł. Do przejęcia wytypowany jest jeden podmiot, będący obecnie pod kontrolą banku. Na decyzję w sprawie jego sprzedaży Yawal poczeka do czerwca przyszłego roku.
Cel akwizycji ma blisko 100 mln zł rocznych przychodów i z powodu wysokiej amortyzacji wykazał tylko 2 proc. rentowności w zeszłym roku, ale w tym wskaźnik podskoczy już pewnie do 4 proc.
— Wiemy, jak szybko poprawić zyski spółki, którą jesteśmy zainteresowani. W 2008 r. jej rentowność może wynieść nawet 10 proc. — zapowiada prezes.
Yawal prawdopodobnie zrezygnuje jednak z produkcji na Ukrainie. Co prawda trzeci kwartał wypadł tam w okolicy zera, ale wyniki w kolejnych okresach stoją pod znakiem zapytania.
— Tak jak to było wcześniej, na tym rynku chcemy się ograniczyć tylko do działalności handlowej. Na Ukrainie trudno robi się interesy — tłumaczy Piotr Knapiński.
Prezes prowadzi już rozmowy w sprawie sprzedaży ukraińskiego majątku.