Decyzja przesunięta na wrzesień
Rynki już od wczoraj dyskontowały „rozczarowanie”, wiec sama negatywna reakcja na słowa najpotężniejszego bankiera na świecie nie była znaczna. Wcześniej mozolny handel sygnalizował wyczekiwanie na jego słowa, które streścić można w określeniu „z dużej chmury mały deszcz”. Krótko po godzinie 16:00, gdy okazało się QE III nie będzie, nastroje się pogorszyły a wraz z nimi indeksy poszły w dół. Trwało to krótko i nastąpił odwrót podczas którego straty z całego dnia zostały z nawiązką odrobione. Dlaczego? Wyjaśnień może być kilka. W końcu Ben Bernanke powiedział mniej więcej to samo, co rok temu. Stwierdził, że jeśli zajdzie taka potrzeba Fed jest gotowy użyć dostępnych narzędzi, by wzmocnić ożywienie gospodarcze. Jedyna różnica w porównaniu do roku 2010 to fakt pominięcia kwestii skupu obligacji. W zamian prezes powtórzył, że bank ma szereg (w domyśle innych) narzędzi by wesprzeć gospodarkę. Jakie to narzędzia? Możemy się o tym dowiedzieć we wrześniu, kiedy planowane jest dwudniowe spotkanie na którym mają zapaść potencjalne decyzje. Wcześniej miało ono trwać jeden dzień i części obserwatorów zwróciła uwagę, że jego wydłużenie jest ważne. Może to oznaczać, że za miesiąc światło dzienne ujrzy kolejne niekonwencjonalne rozwiązanie w polityce monetarnej.
Bernanke wskazuje na Kapitol jako ośrodek decyzyjny w kwestii
długoterminowych perspektyw gospodarki
Inne wytłumaczenie wzrostów to fakt,
że odłożenie decyzji oznacza, iż stan gospodarki wcale nie jest taki zły, choć
oczekiwania Rezerwy Federalnej co do wzrostu zostały obniżone. Kto jednak nie
zrobił tego w ostatnim czasie? Podobnie kto nie powiedział, że tempo wzrostu
gospodarki rozczarowuje. O tym wszyscy wiedzą, a po raz kolejny przypomniały o
tym dzisiejsze dane. Drugi szacunek wzrostu PKB USA w II kw. okazał się niższy
od prognoz i w wersji zanualizowanej wyniósł zaledwie 1%. Finalny odczyt indeksu
Uniwersytetu Michigan również rozczarował, ale prawdziwym zaskoczeniem była jego
wstępna wartość, którą poznaliśmy już wcześniej. Wracając jednak do przemówienia
szefa Fedu warto zaznaczyć, że główny wątek skupiał się na długoterminowych
perspektywach wzrostu gospodarki. Bernanke wyraźnie stwierdził, że większy wpływ
na nie ma rząd wraz ze swoją polityką fiskalną czy ewentualnymi i tak
potrzebnymi reformami strukturalnymi. To zapewne próba przesunięcia uwagi z Fedu
w kierunku Waszyngtonu. Bernanke chciał przez to powiedzieć, że on może swoją
polityką wpływać na wyceny aktywów, ale są to działania krótkoterminowe w swej
naturze i nie rozwiązujące podstawowych problemów trawiących gospodarkę. Teraz
czas na odważne decyzje na Kapitolu by zapewnić pozytywne długoterminowe
perspektywy rozwoju gospodarki USA, które na dzień dzisiejszy niestety nie
wyglądają najlepiej.