Wyższe wykształcenie już nie chroni przed bezrobociem. Czasem lepiej mieć konkretny fach w ręku niż dyplom magistra. Dowód? Agencja pracy OTTO dostaje coraz więcej zapytań o operatorów wózków widłowych z uprawnieniami UDT, czyli wystawianymi przez Urząd Dozoru Technicznego. Tymczasem nikt nie zgłasza zapotrzebowania na ekonomistów.

– Rosnący popyt na operatorów wózków widłowych wynika z przyspieszonego przez pandemię rozwoju branży e-commerce, a wraz z nią magazynów i firm kurierskich. Braki kadrowe pojawiają się w strefach ekonomicznych i regionach, w których usytuowano duże parki logistyczne. W Polsce nie ma dość fachowców, aby zapełnić tamtejsze wakaty. Dlatego rekrutujemy i szkolimy pracowników ze Wschodu – mówi Tomasz Dudek, dyrektor zarządzający OTTO Work Force Central Europe.
W jakich innych zawodach są – i będą w najbliższych latach – wolne posady? Odpowiedzią jest lista stworzona przez Ministerstwo Edukacji i Nauki, na której pierwsze miejsca zajmują takie profesje jak automatyk, dekarz, monter nawierzchni kolejowej, a także technicy: budowy dróg, programowania, robotyki i spawalnictwa. Jak widać, szkolnictwo branżowe odzyskuje w Polsce znaczenie.
Wracając do ekonomistów: ich nadmiar odnotowano w 10 na 16 województw – wynika z „Barometru Zawodów” przygotowanego na zlecenie Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii. Najwidoczniej nie zdają sobie z tego sprawy młodzi Polacy, skoro – według danych resortu nauki – 17 tys. osób wybrało w roku akademickim 2019/20 studia ekonomiczne. Problem ze znalezieniem zatrudnienia mogą mieć również pracownicy biur podróży, socjologowie, filozofowie i politolodzy. Nadwyżkowe profesje są pochodną mody na kierunki humanistyczne.
Przepaść między tym, co oferuje szkoła, a tym, czego potrzebuje krajowa gospodarka, dotyczy również języków obcych. Jak to możliwe, że wszyscy w Polsce uczą się angielskiego, kiedy głównym naszym partnerem handlowym są Niemcy? Volkswagen, thyssenkrupp Group Services i CSP Customer Services Polska z grupy Adecco – to przykłady firm oferujących pracę kandydatom posługującym się niemieckim.
– Język niemiecki jest trudniejszy od angielskiego, ale też bardziej pożądany na rynku. Mniej osób nim włada. Wiele spółek zza zachodniej granicy inwestuje swój kapitał w Polsce i szuka ludzi ze znajomością mowy Goethego, lecz ich brakuje – wskazuje Ludwik Piaskowski, 24-letni absolwent szkoły zawodowej, który m.in. dzięki nauce niemieckiego robi karierę jako automatyk w poznańskiej fabryce Volkswagena.