Czy prywatni przewoźnicy będą nadal płacić za utrzymanie sieci trakcyjnej PKP PLK, nawet jeśli z niej nie korzystają? Rozstrzygnie regulator.
— Nareszcie — mogliby odetchnąć przewoźnicy, od 9 czerwca czekający na nowe stawki dostępu do infrastruktury kolejowej na 2007 r. Kolejna propozycja PKP PLK (pierwotna wymagała poprawek) trafiła wczoraj do Urzędu Transportu Kolejowego (UTK). Tyle że aż w czterech wariantach.
W razie czego
— Wciąż nie wiemy, czy dostaniemy dotację budżetową, przynajmniej na takim poziomie jak w 2006 r. Musieliśmy więc uwzględnić obie opcje: z dotacją lub bez niej — wyjaśnia Zbigniew Zarychta, członek zarządu PKP PLK.
Zagadką jest też, czy do podstawowej stawki za dostęp do torów trzeba będzie nadal wliczać koszty utrzymania sieci trakcyjnej, czy też będą uznane za tzw. usługi dodatkowe, do wyboru. To bardzo ważna kwestia dla takich firm, jak np. PTKiGK Rybnik czy Koleje Nadwiślańskie, których tabor przeszło w połowie (a w przypadku PTKiGK Rybnik w 90 proc.) składa się z lokomotyw spalinowych.
— Wolelibyśmy nie dokładać do czegoś, z czego nie korzystamy. Tak byłoby sprawiedliwie — mówi Bogdan Tofilski z PTKiGK Rybnik.
Podział usług oferowanych przez PKP PLK na podstawowe i dodatkowe wymusiły przepisy unijne. Nie rozstrzygnięto jednak jeszcze, do której grupy zaliczyć koszty utrzymania sieci, traktowane dotąd jako nierozdzielny element infrastruktury. Nowelizacja ustawy o transporcie kolejowym zakłada, że do pierwszej, a więc na niekorzyść prywatnych przewoźników. Nie wiadomo, czy zaakceptuje to Senat, który właśnie zajmuje się nowelą. PKP PLK postanowiły się więc zabezpieczyć i też uwzględniły obie opcje w proponowanych cennikach. Wyboru dokona UTK.
Pewnie w górę
Czy stawki wzrosną? Jest to bardzo prawdopodobne. Nie wiadomo tylko, o ile.
— Gdybyśmy byli pewni dotacji wysokości 460 mln zł, o którą występowaliśmy, pozostałyby bez zmian. Obecnie mamy tylko deklarację z ministerstwa na 330 mln zł. A musimy domknąć nasz bilans. Tym bardziej że przepisy nie pozwalają na podwyżkę stawek wcześniej niż po pół roku. Obniżyć można je w każdej chwili, jeśli dostaniemy pieniądze — mówi Zbigniew Zarychta.