Z pieluszek na futbolowe boisko

MZAT
30-08-2011, 00:00

To absolutna nisza — tak o rynku szkółek piłkarskich dla najmłodszych mówią ich franczyzodawcy.

To absolutna nisza — tak o rynku szkółek piłkarskich dla najmłodszych mówią ich franczyzodawcy.

Podczas gdy piłkarska reprezentacja Polski coraz częściej sięga po zawodników wyszkolonych za granicą, nad Wisłą rozwijają skrzydła szkółki, których celem jest przygotowanie piłkarzy mających zawojować stadiony podczas mundialu w 2030 r. Na ogólnorozwojowe zajęcia z piłką zapisywać można nawet 6-miesięczne dzieci.

— Daję sobie jeszcze 18 lat na stworzenie perfekcyjnego piłkarza. To wymaga ćwiczeń i treningów od samego początku — mówi Simon Caldwell, założyciel szkółek Socatots.

Szkółki Caldwella działają w 55 krajach na świecie, ćwiczy w nich blisko 2 mln dzieci (wraz z towarzyszącymi im rodzicami). Założyciel chwali się, że już dziś każdy ośmio- i dziewięciolatek w dziecięcej drużynie londyńskiej Chelsea ma za sobą naukę w jego szkółce. Mimo dużych rozmiarów przedsięwzięcia, Simon Caldwell zapewnia że nie jest biznesmenem.

— Nie nadaję się do biznesu: źle wyglądam w garniturach i interesuje mnie raczej droga do celu niż jego osiągnięcie — zapewnia założyciel Socatots.

Nie przeszkadza mu to jednak w rozwijaniu sieci franczyzowej. W Polsce prawie 50 szkółek Socatots działa w 11 miastach, a za ich rozwój odpowiedzialny jest Przemysław Olewnik, który za ogólnokrajową licencję przez 10 lat zapłaci blisko 0,5 mln GBP.

— Polscy franczyzobiorcy płacą na wstępie za licencję i szkolenia, potem zaś odprowadzają prowizję w wysokości 20-30 proc. przychodów, w zależności od wielkości miasta i szkółki. Na start potrzeba minimum 10 tys. zł. Miesięczna opłata za treningi dziecka waha się między 120-160 zł — mówi Przemysław Olewnik, prezes Socatots Polska.

Najmniejszym miastem, w którym działają szkółki, jest Starogard Gdański, największym — Warszawa. W Poznaniu partnerem szkółek ma zostać w przyszłym tygodniu Lech, który będzie kierował rodziców młodszych dzieci do szkółek Socatots.

— Szkółki dla tak małych dzieci to absolutna nisza i świeży, nieodkryty jeszcze rynek. Za trzy lata tylko warszawskie szkółki powinny generować ponad 1 mln zł obrotów rocznie — zapewnia Przemysław Olewnik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: MZAT

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Z pieluszek na futbolowe boisko