Z rachunków należy się dwójka!

Łukasz Świerżewski
17-10-2003, 00:00

2 Mimo narastania w lawinowym tempie długu publicznego rząd przez dwa lata zwiększał wydatki budżetu. Dopiero teraz chwyta się za głowę.

Gabinet Leszka Millera nie zdał najważniejszego egzaminu — z rachunków. Jak bowiem można było nie przewidzieć, że zwiększając deficyt budżetowy, doprowadzi się do lawinowego wzrostu długu? Teraz staje się on balastem dla gospodarki.

Od początku urzędowania premier Leszek Miller i jego kolejni ministrowie finansów zdawali się nie dostrzegać problemu. Już ich poprzednicy pozwolili, by w 2001 r. deficyt budżetu skoczył z 2,2 proc. PKB do 4,3 proc. Lewicowy rząd wykazał się jednak jeszcze większą rozrzutnością i w 2002 r. dziura budżetowa sięgnęła 5,1 proc. PKB. Wynikało to z wyraźnego zwiększenia wydatków, które w 2000 r. stanowiły 21,2 proc. PKB, a w tym roku przekroczą 24 proc. PKB. Jako że nie towarzyszyła temu reforma finansów publicznych, coraz większą część budżetu stanowiły wydatki sztywne, które w tym roku sięgnęły 67,7 proc. Nic dziwnego, że natychmiast zaczęło dynamicznie narastać zadłużenie publiczne. W 2001 r. wynosiło ono 41,5 proc. PKB, a w tym roku przekroczy 50 proc. PKB. W lipcu Jerzy Hausner, wicepremier odpowiedzialny za gospodarkę, pierwszy raz ostrzegł przed możliwością przekroczenia przez dług progu 60 proc. PKB.

Wydawało się, że skoro gabinet Leszka Millera dostrzegł problem, to podejmie zdecydowane działania, by mu zaradzić. Tymczasem w projekcie na 2004 r. wydatki rosną, deficyt zwiększa się do 5,3 proc. PKB, a dług w najlepszym razie ma się zatrzymać na poziomie 55 proc. PKB. Powstał co prawda plan cięć wydatków, nazywany przez rządzących z uporem planem racjonalizacji, ale jego najważniejsze punkty mają wejść w życie dopiero w 2005 r. Na niwie budżetowej można jednak przypisać lewicowemu rządowi jeden sukces — ustawa budżetowa na 2003 r. była pierwszą od 1989 r., która została przyjęta w terminie. W tym roku zapewne to się nie uda.

Z budżetem ściśle związane są podatki. W tej kwestii gabinet Leszka Millera kontynuuje niechlubne dzieło poprzedników, zmierzając do zagmatwania systemu fiskalnego. Dobrym przykładem mogą być tegoroczne prace nad nowelizacją PIT i CIT. Cieszy oczywiście projekt obniżenia podatku dla osób prawnych do 19 proc., przeraża jednak bałagan związany z trybem wprowadzania do ustawy o PIT sławnego „citopitu”, czyli 19-proc. stawki dla drobnych przedsiębiorców. Oddając sprawiedliwość trzeba przypomnieć, że premier ciepło wypowiadał się o podatku liniowym. Jeśli jednak rząd zgodzi się na wprowadzenie 50-proc. PIT, to się będzie należała pała. Z dwoma minusami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Świerżewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Z rachunków należy się dwójka!