Z sukcesem przez sukcesję

Partnerem publikacji jest AMMA
opublikowano: 10-01-2022, 18:37

Rozmowa z Markiem Udzielakiem, prezesem spółki AMMA – producenta stolarki PVC oraz ALU.

Będąc w firmie od 1996 r., przeszedłem przez każde stanowisko, począwszy od zamiatania hali, kończąc na prezesurze. Takie wychowanie dało mi mocne podstawy i wiedzę, więc tata wiedział, co robi, a sama sukcesja była jedynie formalnością – mówi Marek Udzielak, prezes spółki AMMA.

Sukcesja – temat, który pojawia się coraz częściej w polskich rodzinnych firmach...

Tak, jest to temat coraz bardziej popularny. Cofnijmy się do lat 90., kiedy co odważniejszy „młody wilk” ryzykował i zakładał własną działalność gospodarczą. Teraz ten przedsiębiorca po 30 latach bitew – jednych wygranych, innych przegranych – postanawia odpocząć i skorzystać z uroków emerytury. W dobrze funkcjonujących firmach chce przekazać stery, najchętniej tzw. świeżej krwi. Tu niejednokrotnie pojawia się pytanie – komu? Dzieciom? Przecież one mają już swoje życie ułożone w inny sposób. Sprzedać menedżerom, znajomym? Ale czy oni zechcą? Sprzedać funduszowi? Ale przecież to moje „dziecko” – nie oddam w obce ręce.

Nasza historia zaczyna się w ten sam sposób. Całe szczęście tylko zaczyna, bo jesteśmy przykładem firmy, która pomyślnie przeszła przez sukcesję i z sukcesem realizuje następne ambicje wspólników.

Jak to wyglądało w państwa firmie?

Mój tata rozpoczął działalność w 1996 r. Wtedy okna z PVC były jeszcze mało znanym i luksusowym produktem, który zyskiwał jednak na popularności.

Ojciec pracował bardzo dużo. Wraz z mamą włożyli dużo wysiłku, żeby rozwinąć ten biznes. Ogrom pracy skutkował ciągłym rozwojem firmy. W pewnym momencie tata podjął decyzję o przekazaniu sterów następnemu pokoleniu. Cały proces zaczął się dużo wcześniej, by na przełomie lat 2016/2017 nastąpiła całkowita sukcesja przedsiębiorstwa.

Wraz z młodszym bratem nie mieliśmy żadnych wątpliwości, że należy kontynuować misję naszego ojca. Tata miał ten komfort, wiedząc, że wychował sukcesorów. Obecnie jest nas trójka, trzecim wspólnikiem jest wieloletni pracownik również powiązany z nami rodzinnie.

Czy sukcesja to skomplikowany proces?

Dla potomków niemających kontaktu z firmami na pewno cięższy. W naszym przypadku najwięcej czasu należało poświęcić na formalności.

Cieszę się, że większość dostawców i prawie wszyscy odbiorcy wykazali się dużą wyrozumiałością. Podeszli ze zrozumieniem do całego procesu i mnogości procedur, które należało wdrożyć lub zmienić.

Obecnie jestem bardzo dumny, że udało nam się pozostać w elitarnym gronie firm rodzinnych. To bardzo ważne – „Mission completed”.

Nie było różnic w wizji ani kierunkach rozwoju? Ojciec tak po prostu przekazał stery?

Ależ oczywiście, że były. Niejednokrotnie przy rodzinnym obiedzie dyskutowaliśmy, które kierunki są korzystniejsze dla firmy. Taki sparing pokoleniowy łączył doświadczenie i zasady z chęcią ulepszenia pewnych procesów, ich przyspieszenia i digitalizacji.

Myślę, że samo przekazanie pałeczki nie było bolesne. Będąc w firmie od 1996 r., przeszedłem przez każde stanowisko, począwszy od zamiatania hali, kończąc na prezesurze. Takie wychowanie dało mi mocne podstawy i wiedzę, więc tata wiedział, co robi, a sama sukcesja była jedynie formalnością. Myślę, że przez te pięć lat udowodniliśmy, że było warto.

Czego potwierdzeniem jest tytuł Gazeli Biznesu?

Zdecydowanie. Niewątpliwie jest to ogromny zaszczyt, że zostaliśmy zauważeni i wyróżnieni tak prestiżową nagrodą. To również dowód, jak dynamicznie rozwija się nasza firma. Oczywiście mamy apetyt na więcej, ale poprzez systematyczny i zrównoważony rozwój. Takie wyróżnienia obligują do pewnych postaw.

Czy branża budowlana, a konkretniej państwa sektor dobrze rokują na przyszłość?

Myślę, że tak. Jest jeszcze wiele do zrobienia. Jak pokazują ostatnie dwa lata, jest to branża dość stabilna, o dużej inercji działania.

W Europie okna z Polski są bardzo dobrze znane.

W Europie Polska ma miano lidera. Prawie każda krajowa firma zajmująca się produkcją stolarki zamierza lub już eksportuje swoje wyroby za granicę. Tak też funkcjonuje AMMA. Większość naszej produkcji trafia na rynki europejskie, co nie oznacza, że nie współpracujemy z krajowymi odbiorcami. Nasz rynek w ostatnich latach bardzo się zmienił. Jako Polacy kupujemy coraz lepsze i droższe produkty, tym samym oczekując zupełnie innej jakości produktowej i jednocześnie obsługi. Jako firma widzimy również szansę na rozwój sprzedaży na innych kontynentach.

Co postrzega pan jako największy sukces okresu posukcesyjnego?

Ostatnie pięciolecie postrzegam jako pracowity czas, który skutkował rozwojem w każdym obszarze działalności naszej firmy: kadrowym, produkcyjnym oraz logistycznym. Taka harmonijna ewolucja daje satysfakcję i pokazuje, że sukcesja była dobrą decyzją. Cieszę się, że zakładane cele niejednokrotnie realizowane są z nawiązką i że w tych turbulentnych czasach udaje nam się podejmować odpowiednie decyzje i nie tracić optymizmu.

Jeszcze raz gratuluję i życzę samych sukcesów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane