Z włosem i pod włos

Marcin Dobrowolski
opublikowano: 2014-04-25 00:00

Wizażysta Wojciech Rostowski postanowił — dla odmiany — zrobić coś dla mężczyzn.

I wykorzystuje doświadczenie zawodowe w kształtowaniu wizerunku panów. Jego Rostowski Barber Shop nawiązuje do angielskiego stylu nie tylko nazwą. Pielęgnacją zarostu zajmuje się tam profesjonalista po londyńskiej akademii.

Dla prawdziwych mężczyzn. Wojciech Rostowski (z prawej) jako wizażysta zajmował się zawodowo głównie urodą kobiet. Stworzył Rostowski Barber Shop, bo jak mówi - chciał zmienić życie o 180 stopni. Pomaga mu w tym Pascal, barber wykształcony w tym fachu w Londynie (na zdjęciu z lewej). Fot. ARC
Dla prawdziwych mężczyzn. Wojciech Rostowski (z prawej) jako wizażysta zajmował się zawodowo głównie urodą kobiet. Stworzył Rostowski Barber Shop, bo jak mówi - chciał zmienić życie o 180 stopni. Pomaga mu w tym Pascal, barber wykształcony w tym fachu w Londynie (na zdjęciu z lewej). Fot. ARC
None
None

W niedzielne wakacyjne poranki u dziadków obserwowałem żelazny rytuał: małe lusterko, miseczka z wodą, wysłużony pędzel z kamionkową rączką, kawałek mydła w drewnianym tyglu i lśniąca brzytwa stawały się narzędziami ceremonii, która miała się odbyć za chwilę. Poranne słońce wpadało przez kuchenne okna, pachniało przygotowywane przez babcię śniadanie… A dziadek z pietyzmem, powoli, zabierał się do golenia zarostu. Najpierw szyja, potem broda, boki, a na końcu przystrzyżenie nożyczkami wąsów — dumy mężczyzn jego pokolenia. Tak zaczynał niedziele od osiągnięcia wieku dojrzałego. Nie wyobrażał sobie pójścia do kościoła nieogolonym, choć myślę, że nawet spożycie śniadania z zaniedbanym zarostem byłoby dla niego bluźnierstwem.

Brzytwa i...

Czym dla nas, współczesnych zabieganych mężczyzn, jest golenie? Chwilą wytchnienia czy raczej koniecznym i przykrym obowiązkiem? A może ktoś nam po prostu ten kwadrans samotności przed łazienkowym lustrem obrzydził? — Od lat trzydziestych ubiegłego wieku golenie stawało się coraz prostsze dzięki nowinkom wprowadzanym przez koncerny produkujące żyletki i akcesoria do golenia — mówi Pascal, barber (tak w Wielkiej Brytanii nazywa się fryzjerów wyspecjalizowanych w pielęgnacji zarostu — red.) z Rostowski Barber Shop. Pascal pokazuje swoją pierwszą brzytwę, którą wciąż zdarza mu się golić klientów. Jest piękna, osadzona w rękojeści z masy perłowej. Obraca nią w dłoni jak fechmistrz szablą, tłumacząc jednocześnie tajniki zawodu.

— Fachu uczyłem się w akademii barberingu w Londynie. Na roku było nas około dwudziestu. Byłem jedynym Polakiem. Niektórzy uczyli się kilka miesięcy, inni dużo dłużej, a wielu po ukończeniu szkoły nie pozostawało w zawodzie, ponieważ o wszystkim decyduje mistrz. To on cię ocenia i pozwala na ukończenie kolejnego etapu. Poza tym nie wszyscy się odnajdują w tym najtrudniejszym elemencie — pracy z ludźmi — opowiada.

... rytuały

Powierzenie pielęgnacji włosów obcej osobie często się kojarzy wyłącznie z fryzjerstwem. Niektórzy i ten element wyeliminowali, strzygąc się własnoręcznie nieskomplikowanymi urządzeniami bądź goląc głowę maszynką. Tymczasem coś tak intymnego, jak pielęgnacja skóry głowy, może wymagać wsparcia bardziej profesjonalnego. I skomplikowanego. Golenie brzytwą wywołuje moje największe zainteresowanie — jest w tym na pewno sentyment (wspomnienia o dziadku). Dlatego proszę Pascala o wskazanie elementów rytuału, którego dokonuje przed przystąpieniem do cięcia zarostu. Wśród najważniejszych wymienia pielęgnację oczyszczającą, nałożenie kremów i olejku, a także okład z gorącego ręcznika. To wszystko jest niezbędne, by odpowiednio zmiękczyć włos i przygotować skórę.

— Samo cięcie nie zajmuje dużo czasu, choć trzeba je kilkakrotnie powtórzyć. Golić możemy trojako: pod włos, z włosem i na ukos. Zarost europejski golimy z włosem — wynika to z delikatności skóry i kierunku wzrostu mieszka włosowego. To standard, indywidualne przypadki ocenić może jedynie profesjonalista — wyjaśnia Pascal.

Z potrzeby zmiany

Barber Shop to niewielki lokal z małą witryną. Mieści się w Śródmieściu Warszawy przy Koszykowej, naprzeciwko dawnej Hali Koszyki, której pozostałości niedługo zamienią się w nowoczesne centrum biurowe. Na podłodze kafelki z wzorem, który czasem można zobaczyć w cudem zachowanych przedwojennych kamienicach, na ścianach dwa wielkie kryształowe lustra, pod nimi rzeźbione bliźniacze komódki z przybornikami, a przed — masywne fotele. Ich konstrukcja, wymyślne zdobienia i pokrętła sugerują możliwość regulacji wysokości. Gospodarze potwierdzają — fotele można rozkładać do pozycji niemal horyzontalnej, a ich podnóżek jest dwustronny — z metalowym spodem przydatnym przy pastowaniu butów i poduszką skórzaną niezbędną przy pedicure — przynajmniej taki był zamysł, kiedy je produkowano.

— Takich samych foteli używano w zakładach na południu Włoch. Znalezienie ich było nie lada wyzwaniem, bo o ile można nabyć pojedynczy egzemplarz, o tyle trudno kupić dwa takie same — opowiada Wojciech Rostowski, właściciel i założyciel tego miejsca. Jest wizażystą, rozpoznawanym specjalistą. Przez lata pracował w branży modowej.

— W pewnym momencie chciałem zrobić coś dla mężczyzn. Miałem dość, potrzebowałem zmiany. I tak mniej więcej trzy lata temu wpadłem na pomysł założenia Rostowski Barber Shop, po czym rozpocząłem przygotowania do realizacji planu — wspomina. Panowie mogą się tu nie tylko ostrzyc i ogolić, ale również poddać stylizacji zarostu. I to właściwie jest podstawowym zadaniem Rostowski Barber Shop, który powoli staje się mekką warszawskich brodaczy. Gospodarze wzbraniają się przed ogłaszaniem mody na brody. Pascal argumentuje, że zarost ma każdy mężczyzna i zawsze warto go pielęgnować, zwłaszcza że może się stać elementem wizerunku.

— Zarost można modelować, maskując to, co nam się nie podoba, a uwypuklając atuty. Jesteśmy w stanie zrobić naprawdę wiele, wszystko zależy od oczekiwań klienta i chęci współpracy — deklaruje Wojciech Rostowski.

Pędzel w prezencie

To miejsce stworzono dla mężczyzn, ale pojawiają się w nim również kobiety. Z ciekawości lub chęci znalezienia oryginalnego prezentu.

— Produkty do golenia i pielęgnacji zarostu sprowadzamy z Australii, Nowej Zelandii, Niemiec i Włoch. Ale nie tylko, staramy się śledzić rynek, wyszukiwać to, co nam się podoba, bo to my jesteśmy pierwszymi użytkownikami — tłumaczy Wojciech Rostowski.

Podstawowym akcesorium do golenia, będącym jednocześnie bardzo praktycznym prezentem, jest pędzel, o którym ze swadą opowiada Pascal:

— Najlepsze, bo najbardziej elastyczne i najlepiej chłonące wodę, są z włosia borsuka. Inne, rozmaitej jakości, wykonuje się także z sierści oposa i ze świńskiej szczeciny. Są też syntetyczne. Pędzle są bardzo ważne, one tworzą pianę odpowiedniej gęstości, dlatego nie ma sensu na nich oszczędzać. Zwłaszcza, że pędzel może służyć przez lata. Miałem klienta, który wspominał dziadka korzystającego z jednego pędzla przez sześćdziesiąt lat. Te najdroższe, ale i najlepsze, robi się ręcznie. Rzemieślnik wkłada i mocuje każdy włos, by uzyskać idealną kopułę kuli.

Kilka lat temu podczas podróży przez Indie mój przyjaciel ogolił się u niewidomego balwierza w Mumbaju. Początkowo był troszkę przestraszony, jednak opuścił fotel bez jednego zacięcia. Zarost nie odrastał przez trzy dni. Czy to możliwe?

— Jak najbardziej. Dzięki zabiegom przygotowującym, o których wspominałem, włos można uciąć jak najbliżej mieszka, więc w konsekwencji odrasta z opóźnieniem. Regularnie golenie z zachowaniem tej procedury zapewnia zdrową i świeżą skórę do późnej starości — przekonuje Pascal.

Możesz zainteresować się również: