Z zasadami i bez zasad

Magdalena Graniszewska
opublikowano: 23-10-2009, 00:00

Pracownik KNF nie pogra

Co powstrzymuje urzędników przed wykorzystaniem informacji poufnych?

Pracownik KNF nie pogra

na giełdzie, ale jego kolega

ze skarbu — owszem.

Biurokracja nie ma

standardu inwestowania.

Afera goni aferę, a w publicznych dyskusjach rządzi temat korupcji i etyki. Sprawdziliśmy więc, jak o zasady etyczne dbają najważniejsze państwowe instytucje związane z rynkiem kapitałowym. I jak zapobiegają konfliktom interesów. Pod lupę wzięliśmy zwłaszcza instytucje, które mają dostęp do informacji poufnych, które mogłyby zatrząść giełdowymi kursami.

Urząd daje wiedzę

Przyjrzeliśmy się Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), Ministerstwu Skarbu Państwa (MSP), Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) i Urzędowi Komunikacji Elektronicznej (UKE). Urząd Regulacji Energetyki (URE) i Ministerstwo Finansów nie odpowiedziały na nasze pytania.

Pracownicy tych instytucji dzięki wykonywanym obowiązkom wiedzą często szybciej niż rynek o wydarzeniach i danych finansowych mających wpływ na notowania spółek giełdowych.

Praca w takiej instytucji to marzenie dla kogoś nieuczciwego. Pracownik, który uzyska poufną informację pozytywną dla którejś z giełdowych spółek, może kupić jej akcje i sprzedać z zyskiem, gdy kurs wzrośnie po upublicznieniu wieści. To przestępstwo. Potrzeba ustaw, regulaminów, zasad i kodeksów, by takie transakcje nie były możliwe.

W KNF jest ostro

Z naszej ankiety wynika, że najostrzejsze regulacje obowiązują pracowników KNF. W ogóle nie mogą inwestować w akcje lub udziały podmiotów podlegających nadzorowi urzędu. O lokowaniu na giełdzie mogą więc zapomnieć.

— KNF to urząd, w którym konflikt interesów występuje praktycznie na każdej płaszczyźnie — zauważa Marcin Gomoła, były wiceprzewodniczący KNF i szef działającej przy giełdzie Rady Ładu Informacyjnego.

Wtóruje mu Jacek Socha, obecnie partner w PricewaterhouseCoopers, a kiedyś — szef Komisji Papierów Wartościowych i Giełd, poprzedniczki KNF.

— Mimo że nie istniały zakazy prawne, jako KPWiG zdecydowaliśmy się wprowadzić własne wewnętrzne regulacje. W zgodzie z tymi zasadami jako przewodniczący KPWiG nie inwestowałem samodzielnie na giełdzie. Gdyby pojawiły się publiczne wątpliwości co do przedmiotu transakcji, byłoby niezmiernie trudno to potem wyjaśnić, nawet jeśli zarzuty byłyby bezzasadne — opowiada Jacek Socha.

Inni mają lżej

Na tle KNF oazą swobody wydają się: MSP oraz UOKiK i UKE. Te trzy instytucje przyznały, że nie mają żadnych wewnętrznych przepisów, które regulowałyby zasady inwestowania przez pracowników. — Pracowników MSP nie obowiązują żadne szczególne ograniczenia dotyczące inwestowania, poza tymi wynikającymi z przepisów ustawy o służbie cywilnej. Zgodnie z nią członek korpusu służby cywilnej nie może wykonywać czynności lub zajęć sprzecznych z obowiązkami wynikającymi z ustawy lub podważających zaufanie do służby cywilnej — wyjaśnia Maciej Wewiór, rzecznik MSP.

Podobnie jest w nadzorze telekomunikacyjnym.

— W UKE obowiązują zasady nieujawniania tajemnicy służbowej i państwowej określone w przepisach powszechnie obowiązującego prawa, w szczególności — w ustawie o ochronie informacji niejawnych, ustawie o ochronie konkurencji i konsumentów itp. Nowo przyjmowani pracownicy podpisują oświadczenie o zapoznaniu się z postanowieniami ustawy o ochronie informacji niejawnych — opisuje Piotr Dziubak, rzecznik UKE.

Specjalnego kodeksu nie ma też UOKiK.

— UOKiK nie ma wewnętrznych zarządzeń dodatkowo regulujących kwestię aktywności inwestycyjnej pracowników. Ma za to inne instrumenty, np. ustawę o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne — podkreśla Małgorzata Cieloch, rzeczniczka UOKiK.

Kodeks potrzebny czy nie

Jak eksperci komentują brak inwestycyjnego kagańca w tak ważnych urzędach?

— W instytucjach, których decyzje mogą mieć wpływ na rynek kapitałowy, powinny obowiązywać specjalne wewnętrzne kodeksy etyczne — uważa Marcin Gomoła.

Wymienia przyczyny.

— Po pierwsze, chodzi o wyeliminowanie konfliktu interesów, i to zarówno faktycznego, jak i potencjalnego, czyli takiego, który szkodzi wizerunkowi i zmniejsza zaufanie do instytucji. Po drugie, chodzi o transparentność. Nawet jeśli instytucja zezwala, by jej pracownicy inwestowali na rynku kapitałowym, to powinna uregulować to przejrzystymi zasadami. UOKiK, UKE czy MSP, tak jak każda instytucja, powinny mieć wewnętrzny regulamin. Pytanie tylko, jaki powinien być zakres takiego regulaminu — uważa były wiceszef KNF.

Odmiennego zdania jest Jacek Socha.

— W urzędach obowiązują przepisy wynikające z ustaw i to wystarczające narzędzie kontroli. Z wewnętrznymi kodeksami problem jest taki, że trudno określić jednolitą treść dla całego urzędu, np. dla wszystkich departamentów ministerstwa skarbu — przekonuje były szef KPWiG.

Nikogo nie łapią

Wewnętrzne kodeksy to jedno, a ich przestrzeganie — co innego. W większości instytucji co roku składa się zwykłe oświadczenia majątkowe.

— Trzeba wpisać nie tylko pieniądze w gotówce, na koncie, ale również udziały lub akcje i zysk z inwestycji w te papiery. Robimy to co roku i jesteśmy rozliczani z terminowości składania tych dokumentów — mówi Małgorzata Cieloch.

Czy to wystarczy? Żadna z przepytanych instytucji w ostatnich latach nie przeprowadziła postępowania dyscyplinarnego czy zwolniła pracownika za naruszenie zasad inwestowania.

— Pamiętam jeden taki przypadek z czasów, kiedy byłem przewodniczyłem KPWiG. Doszło wtedy do jednego zwolnienia dyscyplinarnego za próbę wyniesienia z urzędu dokumentów o charakterze poufnym — przypomina sobie Jacek Socha.

3 pytania do...

Raimondo Egginka, doradcy inwestycyjnego i zawodowego członka rad nadzorczych:

"Ślepym portfelem" powinna zarządzać renomowana instytucja

1Jak Pan ocenia fakt, że ważne państwowe instytucje nie mają wewnętrznych regulaminów dotyczących inwestycji ich pracowników?

To mnie dziwi. Przecież UOKiK często miesiącami analizuje wniosek o wydanie zgody na przejęcie lub fuzję. Do czasu wydania decyzji taka informacja ma charakter niepubliczny, więc jej posiadacz ma przewagę informacyjną nad resztą rynku. Podobnie jest w Ministerstwie Skarbu Państwa.

Gdyby nowy pracownik musiał podpisać regulamin dotyczący zasad inwestowania, to po pierwsze — miałoby to walor edukacyjny, a po drugie — stanowiłoby ważny dokument przy okazji ewentualnego postępowania przed sądem pracy.

2Czy pracownicy takich instytucji powinni mieć prawo inwestować na rynku kapitałowym?

Przez wiele lat pracowałem jako zarządzający aktywami, a także jako członek rady giełdy, i uważam, że każdy ma prawo do prywatnych inwestycji, również na rynku kapitałowym. A jeśli pozostaje w potencjalnym konflikcie interesów, to może zdecydować się na "ślepy portfel". To uczciwy wybór, bo wtedy zna tylko wartość portfela, a nie wie nic na temat jego składu.

3Czy formuła "ślepego portfela" ma luki? Jak sobie z nimi radzić?

Zawsze można sobie wyobrazić sytuację, w której zarządzający nieoficjalnie przekazuje klientowi informacje o zawartości jego portfela. Ale to oczywiste oszustwo. Za optymalne uważam powierzenie zarządzania takim portfelem renomowanej instytucji finansowej z rozwiniętym systemem kontroli wewnętrznej. Daje to najlepsze gwarancje, że nie dojdzie do naruszenia zasad. Oferta "ślepego portfela" na polskim rynku jest w tym zakresie wystarczająco bogata.

Magdalena

Graniszewska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

COFACE

Partner

KRD

Patroni honorowi

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu