Z zimowych atrakcji czerpie się pełnymi garściami

Karolina Guzińska
31-01-2003, 00:00

Słowacka przyroda zachęca do rekreacji. Polacy najchętniej regenerują tu siły zimą. Nartostrady o różnym stopniu trudności, 900 wyciągów i 40 kolejek linowych, specjalne trasy dla snowboardzistów... to przyciąga miłośników białego szaleństwa.

Mały kraj o wielkim sercu — jak Słowacy mówią o swojej ojczyźnie — ma i trasy do narciarstwa biegowego czy turystycznego. Przechodzą przez granie, odkrywają ciche dolinki, leśne dróżki, urocze górskie wioski... Gospodarze nie zapomnieli też o „niewolnikach” skoków adrenaliny. Snowtubing (jazda w gumowym kole toczonym po śniegu), skutery śnieżne, paralotniarstwo — to tylko wybrane propozycje.

— Polakom nie trzeba przedstawiać Słowacji. Wysokie i Niskie Tatry, pasma Wielkiej i Małej Fatry, Małych i Białych Karpat... ponad 300 ośrodków narciarskich różnych kategorii. Większość to obiekty średnie i małe, co stwarza atmosferę intymności i rodzinnej sielanki — uważa Jan Bosnovic, dyrektor Narodowego Centrum Turystyki Słowackiej w Warszawie.

Przygraniczne ośrodki narciarskie leżą niespełna 450 km od Warszawy. Ktoś, kto rano zdecydował się na wyjazd, wieczorem już jeździ na oświetlonych stokach.

— Koszt dojazdu z Warszawy własnym samochodem to około 100 zł na benzynę. W zimie polecałbym podróż pociągiem. Bilet w obie strony z Warszawy do jednego z centrów narciarskich kosztuje 150-200 zł. Ale najlepiej korzystać z usług biur podróży — ośrodki narciarskie wyprzedają zimową ofertę rok naprzód. Poza tym wiele z nich żąda od turystów wpłacenia zaliczki przy dokonywaniu rezerwacji. A koszta przelewu są duże. Nie warto płacić 50 zł za przelanie 200 zł — przekonuje Jan Bosnovic.

Kurs korony słowackiej do złotego to 10:1. Płatne są autostrady i drogi szybkiego ruchu — 15- -dniowa naklejka dla samochodu osobowego kosztuje 10 zł (można ją kupić na stacjach benzynowych). A benzyna bezołowiowa 95 — około 2,9 zł za litr.

— Ceny usług turystycznych na Słowacji dorównują cenom w Polsce, Austrii czy we Włoszech. Chociaż Słowacja nie jest już tak popularna jak kilka lat temu, wciąż to jeden z najczęściej wybieranych kierunków zimowych wojaży. Narciarzy przyciągają liczne wyciągi, dobrze przygotowane i zróżnicowane trasy zjazdowe. Słowacka infrastruktura jest porównywalna do bazy turystycznej np. w Austrii — uważa Stanisława Cieślak-Duda z działu marketingu Orbis Travel.

Najnowocześniejsze centra narciarskie oświetlają stoki, dysponują skiserwisami, wypożyczalniami sprzętu, szkółkami narciarskimi, kolejkami gondolowymi albo 4-8- -osobowymi krzesełkami, dzięki czemu przepustowość sięga 12 tys. osób na godzinę.

— Tatry to nie Alpy. Warunki narciarskie mogą być różne. Dlatego ponad 40 ośrodków zainwestowało w sztuczne naśnieżanie stoków. W ten sposób przygotowano około 190 km tras narciarskich o powierzchni powyżej 360 ha. Dzięki temu sezon narciarski w Słowacji trwa od 130 do 160 dni — zachęca Jan Bosnovic.

Inwestycje kosztują. Na modernizację takich centrów sportów zimowych, jak Štrbskié Pleso-Solisko, Wielka Racza-Oszczadnica, Donovaly, Šachtičky koło Bańskiej Bystrzycy, Zuberec–Spalena, Danova koło Medzilaborec, Dubovica koło Sabinova, Dolny Smokowiec — Pod Lasem i inne, Słowacy wydali 35 mln zł. Te wydatki biją po kieszeni turystów — w tym roku ceny karnetów narciarskich wzrosły około 10 proc. Całodniowy skipas to koszt rzędu 30-60 zł, ale w ośrodkach niższej kategorii na Liptowie, Spiszu, Szariszu, Orawie i Kysucach jeździ się już za 20-25 zł na dobę. Dlatego Grzegorz Galant ze Scan Holiday jest zdania, że i w tym sezonie na Słowacji nie zabraknie naszych turystów.

— Wielu polskich narciarzy wybiera Słowację ze względu na sztuczne naśnieżanie tras — wciąż rzadkość w Polsce. No i skipasy — tańsze nawet o 20 proc. niż u nas — ocenia Grzegorz Galant.

Zimowe pobyty w górach Słowacji urozmaicają też narciarskie zawody sportowe — zarówno lokalne, jak i międzynarodowe — turnieje hokejowe, wyścigi sań, zjazdy w maskach....

Zdarza się jednak, że pogoda nie sprzyja sportowym rozrywkom. Turyści odkrywają wtedy inne atrakcje — jaskinie (Demianowska, Bielska, Domica) czy baseny termalne pod gołym niebem (Bešeňová, Rajeckie Teplice, Bardejovske Kupele i inne). Czynne przez cały rok. W Bešeňovej goście przechodzą z przebieralni do basenu tunelem krytym folią. Nikt nie zmarznie. A potem, pławiąc się — w środku zimy — w mineralnych wodach o temperaturze ponad 30 stopni, podziwiają ośnieżone tatrzańskie szczyty... To nie tylko odpoczynek po całym dniu szaleństw na stoku. Słowackie wody mineralne wykorzystywane są również do leczenia m.in. zapaleń i chorób zwyrodnieniowych aparatu ruchu, stawów, kręgosłupa, chorób nerwowych i zawodowych.

— Atrakcją dla zmęczonych i wygłodniałych narciarzy są też niskie ceny w słowackich restauracjach — kolibach. Warto spróbować dań narodowych, takich jak: bryndzove halušky (kluski ziemniaczane z bryndzą polane skwarkami), vyprážaný syr z hranolkami (ser panierowany z frytkami) oraz piwa i wina słowackiego — przekonuje Jan Bosnovic.

Zachwala także zamki: Orawski, Bojnickio, Lubownia...

— Nie przypominają muzeów. Są żywe. Przez cały rok odbywają się w nich imprezy, bale, koncerty — zapewnia Jan Bosnovic.

Celem tych, którzy swój urlop chcą wzbogacić kulturalnie, są też skanseny. Godne polecenia, bo organizują ludowe imprezy — takie jak inscenizowany ślub góralski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Z zimowych atrakcji czerpie się pełnymi garściami