Za co naprawdę lubimy Giełdę

Jacek Iskra
09-02-2012, 00:00

Niespełna dwa lata wystarczyły GPW, by wspiąć się na szczyt rankingu giełdowej spółki roku.

Kto inny mógł zdobyć tytuł giełdowej spółki roku, jeśli nie sama Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW), która właśnie zakończyła swój pierwszy pełny rok jako spółka publiczna? Przecież to giełdowy operator z założenia powinien cieszyć się największą estymą i uznaniem u inwestorów, analityków czy maklerów. Teoretycznie.

Giełda, jako spółka, raczej nie została w ubiegłym roku ulubieńcem inwestorów. W 2011 r. akcje Giełdy straciły na wartości 28 proc. Ci, którzy trzymają akcje GPW od jej publicznej oferty z listopada 2010 r., są na niewielkim minusie. Niższą wycenę w pewnym stopniu rekompensuje akcjonariuszom dywidenda — w ubiegłym roku GPW wypłaciła inwestorom 3,21 zł na akcję (stopa dywidendy 9 proc.) i także w tym roku chce podzielić się zyskiem z inwestorami (w pierwszych trzech kwartałach 2011 r. GPW zarobiła na czysto prawie 110 mln zł).

Giełda nie budzi też specjalnych emocji wśród analityków giełdowych. Na palcach jednej ręki można policzyć rekomendacje dla GPW wydane przez naszych specjalistów. Częściej spółkę oceniają natomiast analitycy zagranicznych instytucji. Ta niechęć naszych firm inwestycyjnych do oceniania GPW wynika z profilu samej spółki, a być może także z ostrożności, by nie podpaść operatorowi nieprzychylną rekomendacją. GPW nie jest też na pewno ulubieńcem brokerów. Od miesięcy toczy się spór między domami maklerskimi a GPW co do wysokości opłat pobieranych od brokerów. Ci ostatni argumentują, że opłaty giełdowe należą do najwyższych w Europie, giełda stoi na stanowisku, że są one adekwatne.

Skąd więc wzięło się zwycięstwo GPW w naszym rankingu za 2011 r.? Giełda bezsprzecznie zwyciężyła wśród respondentów w kategorii „kompetencje zarządu”. Zarząd GPW i prezesa Ludwika Sobolewskiego można lubić lub nie, nie można mu jednak odmówić konsekwencji w kreowaniu warszawskiego parkietu jako regionalnego centrum finansowegow Europie Środkowej i Wschodniej. Mimo kryzysu, który wstrząsnął w ubiegłym roku rynkami finansowymi na całym świecie, GPW udało się w 2011 r. przyciągnąć na parkiet kolejnych kilkadziesiąt spółek, w tym aż 16 zagranicznych. Gdyby nie zawierucha, która szaleje w Europie, ten wynik z pewnością byłby jeszcze bardziej imponujący.

Coraz śmielej poczyna sobie też rynek Catalyst.

Obligacje na nim plasują coraz bardziej renomowane spółki, a wartość emisji wzrosła w ubiegłym roku o 85 proc. Uznanie może budzić też model finansowania rozwoju biznesu — GPW wyłożyła w ubiegłym roku 180 mln zł na przejęcie Towarowej Giełdy Energii, wyemitowała jednocześnie obligacje, by móc podzielić się zyskiem z udziałowcami. Stąd zapewne w oczach naszych respondentów zasłużyła na zwycięstwo w kategorii „sukces w ubiegłym roku”.

Kolejnym mocnym punktem, który docenili badani, okazały się relacje inwestorskie. Rzeczywiście, jakości raportów kwartalnych czy ich prezentacji podczas konferencji mogłaby GPW pozazdrościć niejedna spółka ze znacznie dłuższym stażem na warszawskim parkiecie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Iskra

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Za co naprawdę lubimy Giełdę