Za ryzyko premia, czasem kara

  • Roman Przasnyski
28-08-2012, 00:00

CO MYŚLI RYNEK

Dlaczego wszyscy wierzą w prawo grawitacji, a nie wszyscy zdają sobie sprawę z relacji ryzyka i zysku? Prawdopodobnie dlatego, że w finansach znajdziemy wiele przykładów zdających się nie potwierdzać naszego prawa, trwających czasem wiele lat anomalii, sprawiających, że o jego istnieniu zapominamy, oraz niekonsekwencji utrudniających jego zastosowanie. Dodatkowo ocenę komplikuje zmienność oceny ryzyka i zysku w czasie i wpływ ubocznych czynników, takich jak na przykład inflacja.

Dlaczego przeciętny Polak, patrząc jedynie na suche liczby, miałby podejrzewać, że oferując kilkunastoprocentowe zyski, Amber Gold to firma obiecująca gruszki na wierzbie i chcąca go oszukać, skoro zewsząd słyszy, że złoto to bezpieczna przystań i pewna lokata kapitału, nie tylko dla drobnych ciułaczy, ale największych inwestorów finansowych i banków centralnych? W dodatku większość prognoz mówi o dalszym wzroście cen, a patrząc na notowania kruszcu w ciągu ostatnich dwunastu lat, można odnieść nieodparte wrażenie, że na złocie nie można stracić.

Właśnie na przykładzie złota można mówić o największej chyba anomalii, która zdaje się nie potwierdzać naszej zasady o zysku i ryzyku. W każdym z dwunastu ostatnich lat roczna stopa zwrotu z inwestycji w złoto była dodatnia. W najgorszych latach wynosiła od 2,5 do 6,5 proc. W najlepszych sięgała 20-30 proc. Na tym rynku widać było tylko zysk, i to bardzo wysoki, i ani śladu ryzyka. Nic dziwnego więc, że większość parabanków i podobnych firm właśnie złoto uznało za najlepszy wabik na klientów.

Równie niełatwo jednoznacznie ocenić stosunek ryzyka i zysku w przypadku inwestycji w akcje.

Oczywiście potrafi to każdy nieco bardziej doświadczony inwestor. Ale przecież giełda jest nie tylko dla doświadczonych, a nowicjuszy nie brakuje. „Każdy wie”, że spółki, których kurs rośnie o kilkaset procent, to typowe inwestycje spekulacyjne, charakteryzujące się bardzo wysokim ryzykiem straty.

Zasada adekwatności zysku i ryzyka jest natomiast dość dobrze widoczna na rynku obligacji Catalyst, prowadzonym przez warszawską giełdę. Niestety ta „transparentność” naszej zasady nie uchroniła wielu, także profesjonalnych inwestorów, przed poważnymi stratami. Tu hierarchia zysku i ryzyka była czytelna. Najmniejsze zyski oferują obligacje skarbowe i komunalne, dalej papiery banków i na końcu korporacyjne. W tej ostatniej kategorii widać także spore zróżnicowanie w zależności od ryzyka. Oprocentowanie mieści się w przedziale od nieco ponad 6 proc. w przypadku takich firm jak PGNiG czy PKN Orlen, do 14-15 proc. w przypadku małych i mniej znanych spółek oraz deweloperów i firm budowlanych. W przypadku tych ostatnich ryzyko, sygnalizowane przez wysokie oprocentowanie, w pełni dało o sobie znać. Głośne upadłości DSS i PBG to tylko jedne z wielu tego typu sytuacji, gdy premia za ryzyko, w postaci wysokiego oprocentowania zamienia się w karę, czyli straty, i to znacznie przekraczające obiecaną premię.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ROMAN PRZASNYSKI Open Finance

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Za ryzyko premia, czasem kara