Minister skarbu może spać spokojnie. W Sejmie nie pojawi się wniosek o wotum nieufności wobec niego. Na razie.
Wczoraj rano wydawało się, że złożenie wniosku o wotum nieufności wobec Andrzeja Mikosza, ministra skarbu, było tylko kwestią godzin. Według doniesień Informacyjnej Agencji Radiowej, miała to uczynić Platforma Obywatelska. Kilka godzin później Donald Tusk oświadczył, że los wniosku o wotum będzie zależał od odpowiedzi, jakiej minister udzieli w sprawie swojej roli w prywatyzacji Jelfy.
— Czekamy na rzetelną odpowiedź. Jeśli skończy się, tak jak dziś kończą się wypowiedzi pana ministra, to nie wykluczam, że na przyszłym posiedzeniu Sejmu taki wniosek się pojawi — powiedział lider PO.
Minister Mikosz był do chwili powołania doradcą litewskiego Sanitasu, który w zeszłym tygodniu wygrał przetarg na zakup 47,83 proc. akcji jeleniogórskiej spółki od państwowej Agencji Rozwoju Przemysłu, PZU i skarbu państwa. Na pytania posłów o przetarg odpowiadał wczoraj Michał Stępiński, wiceminister skarbu.
— Rola ministra jako byłego pełnomocnika firmy Sanitas jest w pełni transparentna — zapewnił wiceminister wyznaczony do zajmowania się tą sprawą w resorcie.
Jego zdaniem zakończenie sprzedaży Jelfy może nastąpić najwcześniej na początku lutego 2006 r.
— Przed podjęciem decyzji ministerstwo przedstawi pełną informację Komisji Skarbu — zapewnił Michał Stępiński.
I to wystarczyło, by PO zrezygnowała ze składania wniosku o odwołanie ministra. Przynajmniej na razie.
— Wciąż mamy wątpliwości, czekamy na dalsze wyjaśnienia, ale nie ma powodów, by teraz zgłaszać wotum — powiedział Zbigniew Chlebowski z PO.
Wątpliwości ma także Samoobrona.
— Nie wiemy, czy minister doradzał w naszym interesie, czy nie. Trzeba to sprawdzić. Ale żeby odwoływać dla samego odwoływania? W ten sposób wszystkich wykończymy — uważa Janusz Maksymiuk z Samoobrony.
Fakt, że Andrzej Mikosz doradzał litewskiej firmie, nie podoba się Romanowi Giertychowi.
— Trzeba się dokładnie zapoznać z dokumentami. Decyzji w sprawie poparcia ewentualnego wniosku o wotum nieufności na pewno nie podejmiemy pośpiesznie — powiedział lider LPR.
Jeśli PO zdecyduje się złożyć wniosek, poprze go lewica.
— Jednak sami wniosku składać nie będziemy — zastrzega Grzegorz Napieralski, sekretarz generalny SLD.