Za Wielkim Muremi na Czarnym Lądzie

opublikowano: 25-03-2015, 00:00

To naturalne, że rozwijające się gospodarki poszukują nowych rynków eksportowych. Gdzie Polacy mogą spróbować sił?

Kiedy Rosja nałożyła sankcje na dużą część produktów z Unii Europejskiej, wiele polskich firm musiało poszukiwać nowych rynków zbytu. Niektóre znalazły miejsce w i tak dobrze zagospodarowanej Europie. W całym 2014 r. udało się zwiększyć wywóz naszych towarów na rynki starego kontynentu o 5,2 proc. Oznacza to, że Europa nadal jest dobrym miejscem dla polskich eksporterów. Warto jednak zagospodarować rynki, które już za kilka czy kilkanaście lat mogą być nasycone konkurencyjnym produktami z innych państw.

Chociaż konkurencja na chińskim rynku jest duża, nadal warto poszukać tam swojego miejsca. Dotyczy to zwłaszcza producentów żywności. Chińczycy wciąż chętnie importują takie towary.
Zobacz więcej

SMACZNEGO RYNKU:

Chociaż konkurencja na chińskim rynku jest duża, nadal warto poszukać tam swojego miejsca. Dotyczy to zwłaszcza producentów żywności. Chińczycy wciąż chętnie importują takie towary. Bloomberg

W Chinach coraz trudniej

Dobrym kierunkiem eksportowym wydają się Chiny. Stale powiększająca się klasa średnia, ogromna liczba mieszkańców. Z drugiej strony nowe chińskie władze stawiają na pobudzenie konsumpcji wewnętrznej kraju. Czy więc gra jest warta świeczki? Zwłaszcza wobec dużej konkurencji z innych krajów. Zdaniem dr. Jarosława Jury, socjologa i sinologa, wykładowcy Uczelni Łazarskiego i prezesa Instytutu Społeczno- Ekonomicznych Ekspertyz, jest, chociaż Polacy przespali szansę na dynamiczny rozwój współpracy gospodarczej z Chinami.

— Nie wykorzystaliśmy dobrych kontaktów z Chińczykami w latach 90., kiedy nikt nie podejrzewał, że Państwo Środka rozwinie się w takim stopniu. Wówczas rynek nie był tak dobrze zagospodarowany. Niestety zainteresowanie polskich firm było wówczas niewielkie — przypomina Jarosław Jura. Zaznacza, że rynek nadal jest chłonny, ale jego specyfika i obecność wielu firm utrudnia wejście do Chin. Wciąż jest to możliwe, jednak bez kontaktów w kraju raczej nie ma co liczyć na sukces.

— Polskie towary, które mogą być interesujące dla Chińczyków, to przede wszystkim żywność. Rodzime jedzenie nie ma w Chinach najlepszej opinii, dlatego coraz chętniej sprowadzają je z innych krajów — twierdzi Jarosław Jura. W 2014 r. udało się zwiększyć eksport do Państwa Środka o 5,8 proc. W tym samym czasie import wzrósł jeszcze bardziej, bo o 19 proc., powiększając minusowe saldo w handlu zagranicznym z Chinami do ponad 65 mld zł. Od Chińczyków moglibyśmy się nauczyć wchodzenia na inne rynki.

Afryka czeka

Jarosław Jura wspomina, że już w 1999 r. na Uniwersytecie Ludowym w Pekinie obywatele krajów afrykańskich stanowili około 40 proc. obcokrajowców na stypendiach chińskiego rządu. W 2010 r. 25 proc. wszystkich studentów sponsorowanych przez rząd pochodziło z Afryki.

— Kontakty z tymi studentami Chińczycy wykorzystywali później do rozpoczynania współpracy biznesowej w Afryce. Polska również mogłaby działać w ten sposób, bo w naszym kraju studiuje lub studiowało wielu Afrykańczyków, obejmujących później ważne stanowiska w swoich krajach. Obawiam się jednak, że tak jak w przypadku Chin, Polacy także w Afryce nie wykorzystają swojej szansy — uważa Jarosław Jura.

To kontynent z dużym potencjałem eksportowym, a przykładów polskich kontaktów z prominentnymi Afrykańczykami nie trzeba daleko szukać. Alpha Oumar Konaré, absolwent Wydziału Historycznego UW, w latach 1992-02 był prezydentem Mali. Na Politechnice Wrocławskiej informatykę studiował João Sebastião Teta, sekretarz stanu ds. nauki i technologii Angoli. Polskie wskaźniki handlu zagranicznego z krajami Afryki nie wyglądają źle, ale jednocześnie pokazują, jaki potencjał drzemie na tamtejszych rynkach.

Potencjał w usługach

W 2014 r. eksport do wszystkich krajów Afryki wzrósł o 14,6 proc. do 9,5 mld zł. Rekordowy wzrost odnotowano w przypadku Algierii, dokąd polskie firmy wyeksportowały dobra o wartości prawie dwukrotnie wyższej niż w 2013 r. (2,10 mld zł). Niewiele więcej wywieziono do RPA (2,14 mld zł), gdzie eksport wzrósł o 10,7 proc. Pod tym względem trzecim największym rynkiem w 2014 r. było Maroko, gdzie wartość towarów wywiezionych przez polskie firmy wyniosła 50 proc. więcej niż w 2013 r. (ponad 1,35 mld zł). To jednak nie jedyne kraje, na które warto zwrócić uwagę. Prof. Klaus Bachmann, kierownik Katedry Polityki Międzynarodowej Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, wśród najatrakcyjniejszych rynkówwymienia także Namibię, Botswanę, Tanzanię, Kenię i Rwandę.

— Większy kraj to zawsze większy rynek, ale w Afryce trzeba też pamiętać o dostępie do infrastruktury. Demokratyczna Republika Konga jest gigantycznym państwem, ale bardzo trudno dostępnym, nie tylko ze względu na konflikty zbrojne na wschodzie, na granicy z Rwandą, Burundi i Ugandą, ale też dlatego, że środek i wschód kraju są bardzo trudno dostępne, porośnięte dżunglą, gdzie brakuje dróg i lotnisk — ocenia Klaus Bachmann. Zaznacza, że w praktycznie każdym afrykańskim kraju sektor usług jest dość słabo rozwinięty, więc są duże możliwości dla inwestorów. Chodzi nie tylko o skomplikowane usługi, np. finanse, ale często też o prostsze — gastronomię, hotelarstwo, transport, usługi medyczne albo budownictwo. Warto jednak pamiętać, że wejście do krajów afrykańskich nie zawsze jest łatwe.

— Należy postawić przede wszystkim na kontakty osobiste. Oznacza to, że trzeba znać obyczaje, język i prawo, również to niepisane. Oczywiście można rozkręcić drobny biznes i go dopilnować, ale większej inwestycji nie da się przeprowadzić bez zaufanego miejscowego przedstawiciela — sumuje Klaus Bachmann.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy