Zabawy z bronią dają zarobić

opublikowano: 25-01-2016, 22:00

Kiedy indeksy dołują, czas nacisnąć spust — użycie broni palnej w obronie portfela jest dozwolone

Inwestycyjne zakupy broni nie muszą prowadzić do gromadzenia ciężkich starych strzelb i wieszania ich nad kominkiem w sąsiedztwie poroży, bo już całkiem przeciętny, niewielki rewolwer colta sprzedał się na aukcji powyżej 67 tys. GBP (395 tys. zł). Gdyby nie używał go Al Capone, prawdopodobnie osiągnąłby ułamek tej ceny, ale poza tzw. dobrą proweniencją, wartość na rynku podnoszą różne czynniki, o których trzeba się dowiedzieć, żeby kolekcjonowanie nie skończyło się przypadkiem udziałem w inwestorskiej wersji rosyjskiej ruletki.

Aukcyjna oferta broni palnej jest bardzo szeroka, dlatego że w katalogach znaleźć można i wiatrówki za kilkaset dolarów, i najbardziej kolekcjonerskie egzemplarze za równowartość kilkuset tysięcy złotych.
Zobacz więcej

ROZSTRZAŁ CEN:

Aukcyjna oferta broni palnej jest bardzo szeroka, dlatego że w katalogach znaleźć można i wiatrówki za kilkaset dolarów, i najbardziej kolekcjonerskie egzemplarze za równowartość kilkuset tysięcy złotych. CHRISTIE’S

Proweniencja na celowniku

Rynek kolekcjonerskiej broni palnej może być dobrym rozwiązaniem dla jednorodnego portfela aktywów, ale przy zakupach trzeba się kierować podobnymi zasadami, co w przypadku większości dóbr alternatywnych — czyli wybierać przede wszystkim to, co najrzadsze i w relatywnie dobrym stanie. Aura przestępczego światka ewidentnie może podnosić wartość, ale oprócz udziału w gangsterskich porachunkach do czynników korzystnie wpływających na cenę zalicza się też bardziej krzepiące historie, takie jak na przykład obdarowanie jakiegoś okazjonalnego bohatera pistoletem przez cesarza Wilhelma II. Udokumentowane zdarzenie podniosło aukcyjną cenę do 30 tys. GBP (177 tys. zł), ale szlachetny podarunek władcy ma inwestycyjny charakter również dlatego, że jest po prostu stary. Wiek kolekcjonowanej broni nigdy nie jest bez znaczenia dla ceny, ale w niektórych przypadkach decyduje też o konieczności uzyskania pozwolenia na jej posiadanie — zgodnie z ustawą o broni i amunicji, zgoda nie jest na przykład wcale wymagana dla broni rozdzielnego ładowania wytworzonej przed 1885 r. W pozostałych przypadkach policja może wydać specjalne pozwolenie w celach kolekcjonerskich, szczególnie jeśli zainteresowany dołączył wcześniej do któregoś z licznych stowarzyszeń o takim charakterze. Posiadając odpowiednie dokumenty, można już zbierać najróżniejsze rodzaje broni, ale warto wiedzieć, że wyjątek stanowi taka szczególnie niebezpieczna, czyli chociażby przerobiona w sposób umożliwiający zatajenie jej przeznaczenia — strzelający długopis z pewnością więc odpada, podobnie zresztą jak futerał gitary z „Desperado”.

Kaliber inwestycji

Kolekcjonerzy, których interesuje każdy typ broni palnej, należą raczej do nielicznych, więc eksperci dzielą zwykle inwestorów na takich, dla których istotny jest głównie kontekst historyczny, na znawcówtechnologii, i na tych, dla których ważne są wyłącznie walory wizualne. Ze względu na zastosowane mechanizmy wysoką wartość ma na przykład pierwsza broń kapiszonowa z lat 50. XIX wieku, ale pasjonaci bardziej funkcjonalnych rodzajów poszukują egzemplarzy z okresu międzywojnia, w którym branża rozwijała się przecież w tempie wyjątkowo przyspieszonym. Skuteczność technologii łatwiej jednak skojarzyć z zastosowaniem stali nierdzewnej i materiałów kompozytowych niż z wplataniem kunsztownych zawijasów w dekoracyjne inkrustacje — słusznie, bo broń kolekcjonowana ze względu na ozdobny charakter jest oceniana pod trochę innym kątem. Na rynku można znaleźć chociażby specjalne wersje colta wykończone wschodnimi ornamentami w złocie czy tzw. rollwerkiem, czyli wzorem przypominającym blaszaną taśmę, a dla polujących w Afryce wyprodukowano nawet egzemplarze z lwami czy słoniami. Bez względu na to, czy bardziej przekonuje nas prosta stal, czy orzechowe drewno, o przyszłej cenie mogą też zadecydować warunki przechowywania — wiekowe rewolwery należy składować z dala od wilgoci, ale przesadna konserwacja też nie musi się opłacać, szczególnie wtedy, kiedy broń ma określoną historię. Zakup karabinu jakiegoś pirata, który, poza śladami użytkowania ma w magazynku stare naboje, i przerobienie go na jakiś nieautentyczny eksponat, to zagranie podobne pod względem inwestycyjnym do zwlekania z wnioskiem o pozwolenie do dnia aukcji w nadziei, że odpowiedni organ wystawi je od ręki — strzał raczej nie w dziesiątkę, tylko w stopę.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy