Zachód nie lubi pokrewieństwa
Niektóre firmy blokują zatrudnianie małżonków
Część firm nie lubi, gdy w ich strukturach pracują członkowie jednej rodziny. Żadna nie przyznaje się do tego, że trzyma się takiej zasady przy rekrutacji personelu. O takim procederze wspominają natomiast doradcy personalni i osoby, których takie restrykcje dotknęły.
Maria Podsiadlik, szefowa firmy doradztwa personalnego DK Selection, przypomina sobie przypadek, kiedy klient zaprotestował przeciw jednej z proponowanych kandydatur.
— Po opublikowaniu ogłoszenia rekrutacyjnego, w którym nie podaliśmy nazwy naszego klienta, zaczęły napływać do nas aplikacje. Dokonaliśmy selekcji i przedstawiliśmy wybranych kandydatów. Nasz kontrahent zorientował się, że jeden z kandydatów jest małżonkiem osoby już zatrudnionej w jego firmie i nie chciał z nim dalej rozmawiać — opowiada Maria Podsiadlik.
Nie są to bynajmniej odosobnione przypadki. Tak przynajmniej twierdzi Dariusz Krzemiński, szef katowickiej firmy SMG/KRC Human Resources Poland.
— Oczywiście, że są podmioty, które wręcz zakazują, by w ramach jednej struktury pracowało na przykład małżeństwo. Jedna z firm z tzw. Wielkiej Piątki ma nawet specjalne procedury, regulujące takie kwestie. Dochodziło do absurdalnych sytuacji, kiedy para mieszkała pod jednym dachem, ale w pracy zachowywała profesjonalny chłód — mówi Dariusz Krzemiński.
Patrzą na ręce
Skąd się bierze taka niechęć? Wynika z kilku powodów. Po pierwsze, firmy boją się sytuacji, w której jeden z małżonków jest szefem zespołu, a drugi podwładnym. Jeśli istnieje zależność hierarchiczna, to rodzi się podejrzenie, że promowany i faworyzowany będzie członek rodziny. Po drugie, słuszna jest też obawa, że do firmy zostaną przeniesione problemy z życia rodzinnego. Maciej Krupa z Instytutu Promocji Kadr widzi jeszcze jeden problem, dotyczący tym razem szeregowych pracowników.
— Prowadziliśmy kiedyś projekt rekrutacyjny dla sieci hipermarketów. Otrzymaliśmy zalecenie, aby unikać zatrudnienia małżeństw czy też członków rodziny. Nie uzyskaliśmy wyraźnej odpowiedzi dlaczego klient tak sobie życzył. Domyślamy się jednak, że nasz mocodawca — delikatnie mówiąc — obawiał się, że członkowie rodziny łatwiej mogą wynosić towar z sieci bez uiszczenia odpowiedniej opłaty — opowiada Maciej Krupa.
Razem i osobno
Katarzyna Wierska, dyrektor personalny jeleniogórskiej Jelfy, patrzy na tę kwestię z jeszcze innej perspektywy.
— Dużo zależy od zaplecza rynku pracy. W mniejszych miejscowościach nie ma wielu fachowców. Dlatego w przedsiębiorstwach nie zwraca się uwagi, czy zatrudniono małżeństwo czy też nie. Mój mąż jest informatykiem w Jelfie. Nie istnieje jednak zagrożenie, że w jakikolwiek sposób będę go promowała, bo pracujemy w dwóch różnych działach — podkreśla Katarzyna Wierska.