Ani beztroska, ani przesada. W sprawach zdrowia najlepszy jest umiar.
„Puls Biznesu”: Czy polscy menedżerowie zaczęli dbać o swoje zdrowie?
Doktor Joanna Perkowicz, dyrektor medyczny i lekarz naczelny Lux-Medu: Widzę dwa krańcowe podejścia. Część kierowników całkowicie lekceważy sprawę. Ci ludzie zdają się mówić: nie wypada chorować, bo to oznaka słabości. Po przeciwnej stronie są ci, którzy też twierdzą, że nie wypada chorować, ale popadają z tego powodu w dziwną nadgorliwość. Nie przepuszczą żadnej okazji, żeby się spotkać z lekarzem. Bez przerwy łykają jakieś witaminki, chodzą na basen, siłownię, fitness, jogę. I ciągle się zamartwiają, że w ostatnim miesiącu podskoczył im cholesterol.
Między tymi skrajnościami musi istnieć jakiś złoty środek.
Na szczęście nie brakuje menedżerów, którzy umieją zachować rozsądek. Robią sobie regularnie badania, racjonalnie się odżywiają, preferują aktywny odpoczynek, ale w ich trosce o zdrowie nie ma żadnej przesady.
Aktywność fizyczna kończy się czasem w szpitalu.
Ktoś, kto przez cały tydzień siedzi za biurkiem, a w weekend chce odbudować formę, łatwo może się nabawić tak zwanych urazów sportowych. Niedzielny golfista ma później kłopoty z barkiem, a okazjonalny tenisista narzeka na bolący łokieć. Nie wszyscy mamy silne mięśnie i ścięgna, więc wysiłek fizyczny trzeba sobie odpowiednio dozować. Zwłaszcza jeśli przez długie miesiące i lata stroniliśmy od boiska, sali gimnastycznej czy pływalni. Niestety, menedżerowie to często ludzie z przerośniętą ambicją i do każdej dziedziny podchodzą wyczynowo. Czy w biznesie, czy w sporcie, zawsze i wszędzie chcą być pierwsi.
Aby funkcjonować na najwyższych obrotach, niektórzy szefowie sięgają po napoje energetyzujące.
Najgorzej, jeśli w ciągu dnia łykamy środki pobudzające, a wieczorem proszki na uspokojenie, żeby, na przykład, lepiej spać. Czym się to może skończyć, pokazuje historia Elvisa Presleya.