Kiedy Steve Jobs otwierał firmę w garażu rodziców, nie myślał o tym, że Apple ma szansę stać się wielką, międzynarodową korporacją, ale był przekonany, że może stworzyć coś nowego, coś, czego ludzie będą pragnąć. Nie brakowało mu przy tym odwagi, żeby wprowadzać swoje pomysły w życie, bez względu na przeszkody i fakt, że konkurencja szła w zupełnie innym kierunku. Prezesi polskich firm też nie boją się ryzyka. Z badania PwC CEO Survey nt. restrukturyzacji i zarządzania w trudnych czasach wynika, że większość prezesów polskich firm ma odwagę, by podejmować radykalne działania — gdy trzeba, restrukturyzują koszty, głównie zwalniając ludzi.

Częściej niż w poprzednich latach planują zwiększanie konkurencyjności, podbijając rynki zagraniczne. Problem jednak w tym, że nie wystarcza im brawury, by wchodzić na te rynki z nowymi produktami lub usługami. Jeśli jej w sobie nie znajdą, nie pomogą nawet kolejne programy wsparcia eksportu.
Z czym wyjść w świat
Odwaga polskich firm polega głównie na działaniach nastawionych na przetrwanie. Chcą pokazać się światu, jednak rzadko widzą szanse w opracowaniu nowego produktu lub usługi (tylko 12 proc.). I to pomimo że 68 proc. z nich deklaruje zwiększenie zakresu prac badawczo-rozwojowych. — Więcej odwagi powinno iść w innowacje — twierdzi Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC.
— Polska ma najniższą liczbę patentów wśród tych, które są notowane w Europie — zauważa Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIIZ).
Jego zdaniem, brak innowacyjności polskich firm wynika m.in. ze słabej więzi między nauką a biznesem. Dodaje, że w Chinach firmy płacą naukowcom, których pomysły uda się wykorzystać. U nas więcej innowatorów można znaleźć wśród małych i średnich firm niż dużych. Ale mniejsze firmy bardziej niż większe boją się wyjść do świata. Przy czym kierują nimi głównie obawy mentalne, a nie rzeczywiste przeszkody. — Mam wrażenie, że dzisiejszemu pokoleniu menedżerów brakuje fantazji i odrobiny szaleństwa — mówi Sławomir Majman.
Brak wiary w siebie
Polskie firmy na pytanie, dlaczego nie planują ekspansji na tym czy innym rynku, odpowiadają często, że tam działa już wielka międzynarodowa firma z silną marką, z którą trudno konkurować.
— Ale przecież silne marki nie biorą się znikąd. Najczęściej budowane są dzięki wprowadzaniu czegoś zupełnie nowego, co ludzie zapamiętają, a nie dostarczaniu produktów, które nie różnią się od tych robionych przez dziesiątki, jeśli nie setki, podobnych firm — mówi Witold Orłowski. Doskonałym przykładem są produkty, które, choć oferuje obecnie wiele innych podmiotów, wciąż kojarzą się z ich pomysłodawcami. Do dziś wszystkie sportowe buty to dla nas adidasy (od niemieckiej firmy Adidas, oczywiście) i wszyscy robimy ksero (wymyślone przez amerykański Xerox). Zdaniem Witolda Orłowskiego, polskim firmom często brakuje wiary w to, że mają dobre pomysły i mogą stworzyć zupełnie nowy produkt, zamiast skupiać się na kopiowaniu i maksymalizacji zysków z tego, co mają. — Są oczywiście firmy, które już potrafią to robić, ale wciąż jest to raczej wyjątek niż reguła — mówi Witold Orłowski.
— Mamy produkty i usługi bardzo dobrej jakości i potrafimy robić dobre rzeczy. Tylko najpierw powinni w to uwierzyć polscy konsumenci, którzy często wybierają produkty zagranicznych firm, a potem sami przedsiębiorcy — zwraca uwagę Adam Mokrysz, członek zarządu Mokate — firmy, której produkty są obecne na 55 rynkach.
Widzą tylko z bliska
Problemem jest także fakt, że nasze firmy często działają krótkowzrocznie. Polscy prezesi, myśląc o restrukturyzacji, planują przede wszystkim cięcie kosztów. 32 proc. z nich w najbliższych 12 miesiącach będzie zwalniać.
— Największą słabością polskich firm jest brak umiejętności strategicznego, długoterminowego planowania. Ten problem dotyczy zarówno dużych, jak i małych firm. Ważne jest dla nich to, co w najbliższej perspektywie, ale nie myślą już, co będzie dalej — tłumaczy Witold Orłowski. Dzisiaj można zwolnić ludzi, a jak będą potrzebni, to się ich znowu zatrudni — myślą, zamiast hodować talenty. Tymczasem jedną z największych obaw firm na świecie jest dostęp do pracowników o kluczowych umiejętnościach (boi się tego 58 proc. przedsiębiorstw).
— Prezesi firm na całym świecie powtarzają, że niezależnie od tego, czy gospodarka spowalnia, czy nie, znalezienie i utrzymanie utalentowanych osób w firmie jest bardzo trudne — mówi Witold Orłowski.