Zadbajmy o nasz rynek

DI
opublikowano: 17-10-2011, 00:00

Rozmowa z Władysławem Łukasikiem, prezesem Agencji Rynku Rolnego

Działania promocyjne muszą być przemyślane i dobrze zaplanowane. Tylko w ten sposób możemy zapewnić polskiej wołowinie rozgłos i uznanie.

Jaka jest sytuacja polskiego rynku wołowiny?

Władysław Łukasik, prezesem Agencji Rynku Rolnego: Mówiąc o sytuacji na polskim rynku wołowiny, musimy brać pod uwagę wszystkie etapy — hodowlę, ubój, dystrybucję, marketing i sprzedaż, wchodzące w skład tego sektora. Jeśli analizujemy produkcję, to mimo załamania w latach 90., widzimy nieznaczne, ale za to systematyczne wzrosty. Eksport, zwłaszcza po wejściu do UE, rozwija się bardzo dynamicznie, choć jego kierunki się zmieniają. Ostatnio popularnym odbiorcą jest Turcja. Choć nadal na dobrym poziomie jest eksport do krajów będących już od dawna odbiorcami naszych produktów, np. Włoch. Produkcja wołowiny w Polsce wyniosła w 2010 r. 422 tys. ton, z czego około 332 tys. ton na eksport. Cały eksport wszystkich państw należących do Unii poza jej granice to 480 tys. Były miesiące, w których Polska była czołowym eksporterem wołowiny poza UE. Zmienia się natomiast struktura eksportu — spada udział zwierząt żywych, a rośnie tzw. pozostałego asortymentu. Nadal jednak najważniejszym produktem eksportowym są ćwierci wołowe. Najkorzystniejszy z punktu widzenia polskich hodowców i producentów byłby eksport produktów bardziej wyselekcjonowanych i wyspecjalizowanych, które pozwolą budować naszą markę za granicą. Główną przesłanką do eksportu polskiej wołowiny jest załamanie spożycia krajowego, w ostatnich kilku lat z ponad 16 do 3 kg na mieszkańca rocznie.

Dlaczego Polacy jedzą tak mało wołowiny?

Przyczyn jest kilka. W każdym etapie — począwszy od hodowli, a skończywszy na konsumencie — potrzebne są zmiany. Niskiego poziomu konsumpcji nie można zmienić, działając tylko na jedno z ogniw łańcucha żywnościowego. Potrzebny jest wysiłek w przemyśle, handlu i dystrybucji jednocześnie. Już hodowca powinien tak organizować chów, aby mieć na uwadze satysfakcję klienta kupującego wołowinę. Mimo że po przystąpieniu Polski do UE wołowina bardzo zdrożała, to czynnikami najsilniej rzutującymi na spadek konsumpcji jest brak przekonania nabywców, że płacąc wyższą cenę, otrzymują produkt dobrej jakości.

Od dwóch lat działa Fundusz Promocji Mięsa Wołowego. Jakie są jego cele?

Fundusz powstaje z opłat wnoszonych przez 550 przetwórców i eksporterów. Od początku działania funduszu zgromadzono ponad 6,6 mln zł, z czego 2,7 mln zł wypłacono beneficjentom. Fundusz służy upowszechnianiu wiedzy o mięsie wołowym oraz powstających z niego produktach, promocji spożycia, umożliwia także wsparcie hodowców. Pieniądze przeznaczane są również na organizację wystaw i targów, prowadzenie badań naukowych, analizy rynkowe, szkolenia producentów i wytwórców, a także wsparcie działalności organizacji branżowych. Agencja Rynku Rolnego pilnuje rozdzielania wydatków na cele zgodne z ustawą oraz regularnego wpłacania składek.

Z punktu widzenia polskich producentów i hodowców większe znaczenia ma promocja eksportu czy rynku wewnętrznego?

W działaniach promocyjnych i marketingowych dobrze jest zacząć, zależnie od wielkości przedsiębiorstwa, lokalnego, regionalnego i krajowego rynku. Patriotyzm lokalny jest potencjałem niewykorzystanym przez polskich producentów. Konsumenci poszukują wyjątkowych, regionalnych produktów, za które są gotowi zapłacić więcej. Promocja na rynku rodzimym jak i za granicą ma plusy i minusy. Część działań związanych z promocją mięsa wołowego kierowana jest na bardziej odległe rynki — poza UE. Fundusz Promocji próbuje porządkować przedsięwzięcia, które są proponowane do sfinansowania. Rzecz w tym, aby stosunkowo ograniczone pieniądze na promocję wydawać jak najbardziej efektywnie. Do każdego typu promocji - niezależnie od tego czy są to targi, wystawy, czy inne formy np. media trzeba się odpowiednio przygotować.

Czy promocja i eksport polskiej wołowiny do krajów, spoza Unii ma sens?

Z pewnymi produktami, raczej tymi wysoko przetworzonymi, do krajów dalekich możemy się udać. Przy odpowiedniej skali działania i zapewnieniu wszystkich innych warunków takie produkty mają szansę podbić zagraniczne rynki. Jednocześnie ze względu na koszty transportu, logistyki, wymagane świadectwa, atesty i daty przydatności niektórymi produktami nie jesteśmy w stanie konkurować cenowo. Producenci z Brazylii, Argentyny czy Nowej Zelandii oferują produkty po dużo niższej cenie. Wszystkie wyroby eksportowe muszą być odpowiednio przygotowane — to co jest dobre i znane na polskim rynku niekoniecznie zostanie zaakceptowane przez konsumentów w innych krajach. Jeśli ktoś chce przypadkowo podbić obce rynki bez ich znajomości, to czeka go rozczarowanie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu