Zagadka Tadeusza Chmiela

Wojciech Surmacz, publikacja: 18.06.2004
27-10-2009, 13:07

Najbogatszy na Lubelszczyźnie, ma w dyspozycji ponad 800 mln zł! Jak to zrobił i dlaczego się ukrywa?

Temat: „Sukcesy świadków Jehowy w życiu zawodowym” — grupa dyskusyjna: pl.soc.religia, data: 2002-08-21 05.54.06 PST.

„Czy możliwe są jakieś bardziej znaczące sukcesy, np. zawodowe, wśród wyznawców religii, która przez wielu wytykana jest jako SEKTA i to w dodatku destrukcyjna, a ludzi przystępujących do SJ niektórzy oceniają niezbyt pochlebnie... Każdy wie w jaki sposób... Pomyślałem, że jeśli można się czymś poszczycić, to dlaczego tego nie zrobić. Każdy kto wie o takich przykładach może napisać.

Na przykład znana w całej (chyba) Polsce firma meblowa z Biłgoraja o nazwie Black Red White produkująca i sprzedająca całkiem fajne meble należy właśnie do świadka Jehowy. Kilka miesięcy temu można było nawet o jej obrotach poczytać na Liście najbogatszych firm w Polsce publikowanej przez »Gazetę Wyborczą«. Chyba nie skłamię jeśli też dodam, że jakieś 50 proc. pracowników (produkcja i sprzedaż w sklepach firmowych BRW) należy właśnie do świadków Jehowy (...)

Pozdrawiam,

Wnikliwy do bólu Jan Raft”.

Wywołany do tablicy: Tadeusz Chmiel, właściciel meblowej potęgi Black Red White z Biłgoraja. Najbogatszy człowiek na Lubelszczyźnie.

Elegancko zrugany
Znajomi i mieszkańcy rodzinnego Chmielka mówią o nim Tadek. W Gminnym Domu Kultury w Łukowej podobno do dziś stoją meble, które wykonał w swej stodole. Rok temu jeden z jego kontrahentów opowiadał w reportażu „Kroniki Tygodnia” (zamojski tygodnik): „Pierwsze meble robił ręcznie. Potem konstruował maszyny. Sam wszystko wymyślał. Ostatnio przywieźli z Niemiec jakąś nowoczesną, bardzo drogą obrabiarkę. Inżynierowie głowili się, jak ją poskładać. Przyszedł Tadek, zakasał rękawy i ją poskładał. Powiedział, że to nie z instrukcją, ale na logikę trzeba było”.

Chmiel jest w swoim regionie darzony dużym szacunkiem. Nazwa firmy lub nazwisko milionera zwykle wywołuje na twarzy rozmówców (tych, którzy mieli — nawet pośrednio — kiedyś z nim do czynienia) jakiś błogostan. I zazwyczaj milczącą refleksję.

— Black Red White? Tadek Chmiel! Pisze pan o nim? O! To ciekawe... Noo... Taaak... Bardzo porządny człowiek. Skromny, rozsądny i dobry. Będzie panu ciężko. „Tam” wszyscy strasznie są „za nim”.

— Gdzie?

— No w Chmielku, Biłgoraju, w regionie. Kiedyś się nawet zapowiadało, że będę „z nimi” blisko, ale w końcu zrezygnowałem... Ale na własne życzenie. „Oni” byli w porządku — opowiada człowiek, który swego czasu planował współpracę z Black Red White.

— Jaki jest Tadeusz Chmiel? Zna go pan?

— Ja nie, ale znajomy... Pracuje tam. Mówi, że to niespotykanie skromny człowiek. Nic więcej nie wiem — niedoszły współpracownik BRW wpada w zadumę.

Ciężko znaleźć kogoś spoza BRW, kto miał kiedyś — choćby wzrokowy — kontakt z Tadeuszem Chmielem. On sam jak ognia unika publicznych wystąpień i — przede wszystkim — mediów. Dwa lata temu miesięcznik „Profit” (nr 08/02) napisał o nim: „Fotografować się nie pozwala, wywiadów nie udziela”. Obecność biznesmena z Chmielka w polskich środkach masowego przekazu ogranicza się do odredakcyjnych opisów bez autorskich wypowiedzi milionera. Nawet w rankingu „Wprost” nie ma jego zdjęcia.

Chmiel tak pieczołowicie chroni prywatności, że o jego głębokim kamuflażu krążą opowiastki. Jedna z nich głosi, że razu pewnego zrugali go jego pracownicy, bo się pałętał po hali produkcyjnej w Biłgoraju. I gdyby nie wścibski charakter Małgorzaty Bzówki, reporterki „Kroniki Tygodnia”, być może nie znalibyśmy nawet prostej charakterystyki postaci bogacza anonima spod Biłgoraja. Z jej relacji wynika, że to człowiek o szczupłej, wysportowanej sylwetce. Skromnie, ale elegancko ubrany. No i te skarpetki — doskonale dopasowane do koloru spodni, nawet w czasach, gdy biznesmeni chodzili w tych z białego frotté... Przyjemny, niski głos. Tak zapamiętała go przed laty, gdy — jak pisze — „fartem” wraz z redakcyjną koleżanką udało jej się wejść do zakładów Black Red White i przez chwilę z nim pogadać. Rok temu, kiedy pisała reportaż o „Blacku” (tak potocznie nazywa się firmę Chmiela), już nie było tak łatwo. Z dużym trudem zdobyła numer jego komórki. Ale Chmiel na zadane pytania nie odpowiedział. Podobny PR najczęściej stosowali jego dyrektorzy i najbliższa rodzina. „Nie będę nic mówić na temat syna. Pytajcie ludzi, oni wiedzą najlepiej” — nie chciała z nią również rozmawiać matka Tadeusza Chmiela.

Żadnych skojarzeń
Piątek. Południe. Główna siedziba Black Red White przy ulicy Krzeszowskiej 63 w Biłgoraju. Budynek prostokąt — nic szczególnego. Wewnątrz sterylnie, skromnie, świeżo. Robert Sołowij, zastępca dyrektora ds. marketingu i reklamy Black Red White, spokojnie prowadzi na spotkanie z przedstawicielami zarządu spółki. W gabinecie czekają: Robert Skwarek, wiceprezes (młody, milczący, lekko spięty), i Marek Pokarowski, też wiceprezes (starszy, wygadany) — ten od razu przejął inicjatywę:

— Skąd pan wynalazł te pytania?

— Każda firma ma coś w sobie. W waszym wypadku okazało się, że to wyznanie...

— A zgodzi się pan ze mną, że kluczem do sukcesu każdej firmy są przede wszystkim ludzie!?

— Zgodzę się.

— I ma pan rację! Przyczyną naszego sukcesu są ludzie! Schodząc na temat wyznania, trzeba by go krótko uciąć. Nie ma sensu się rozwodzić! Ech! To sprawy natury prywatnej. Oczywiście, jeżeli ktoś jest na świeczniku, czyli polityk, artysta, biznesmen, no to się i pisze... Ale wszystkie informacje, które pan zdobył, musimy zdementować! To mity! Oprócz tego, że główny akcjonariusz jest takiego wyznania, a nie innego... I tu nie ma sensu zaciemniać r z e c z y w i s t o ś c i... Nigdy jednak w historii naszej firmy kryteria wyznaniowe nie miały znaczenia!

— I nie mają — bąknął Robert Skwarek.

— Wręcz odwrotnie! Istnieje niepisany zakaz kierowania się tego typu kluczem! Z prostej przyczyny: by nikomu nie dać asumptu do jakichś domniemywań! Zdajemy sobie sprawę, że różne mity krążą... Dlatego je dementujemy: w działalności gospodarczej nie kierujemy się względami ani wyznaniowymi, ani ideologicznymi, ani politycznymi! Unikamy jakichkolwiek skojarzeń! — mruga okiem prezes Pokarowski (taki tik nerwowy).

— Czy to z powodu wyznania pan Chmiel unika mediów, nie pokazuje się publicznie, nie obnosi się ze swoim bogactwem?

— Myślę, że nie. To znaczy... Po części, na pewno tak. Ale nie jest to istotą sprawy. Jest, jaki jest. Wie pan, ja na przykład pochodzę z tej samej wsi co pan Chmiel — 20 km stąd. Stamtąd się wywodzimy i... Nie znamy wielkiego świata! Nie brylujemy na salonach! I nas to wcale nie pociąga!

— I mimo to dobrze wam idzie...

— Nie mimo to! Właśnie dlatego! Bo gdybyśmy chcieli robić biznesy dzięki układom, przypodobaniu się politykom, to co wtedy musielibyśmy zrobić? Właśnie brylować gdzieś tam w Warszawie. A my robimy wszystko dzięki ciężkiej pracy. Wyłącznie! A pan Chmiel? Powtarzam: jaki jest, taki jest... Nie jest człowiekiem światowym, bo nie urodził się na salonach — tak? Od dzieciństwa na nich nie bywał i prawdopodobnie nie jest mu to dzisiaj potrzebne.

— I to wszystko?

— I to wszystko.

Wielce niechętni
Od 5 maja 2004 r. staraliśmy się umówić na spotkanie z właścicielem i władzami spółki Black Red White. Po kilku tygodniach przepychanek z szeregowymi pracownikami, nawiązaliśmy kontakt z Robertem Sołowijem, zastępcą dyrektora ds. marketingu i reklamy Black Red White. Zapewnił, że o wszystkim poinformuje „górę” i oddzwoni. Nazajutrz okazało się, że niestety, Tadeusza Chmiela nie ma obecnie w kraju, za to chęć spotkania się wyraził Stanisław Bosak, prezes zarządu spółki. Pozostała kwestia daty — bo „prezes jest bardzo zajęty, proszę czekać na telefon”. I tym razem Robert Sołowij dotrzymał słowa — zadzwonił... Z wiadomością, że prezes Bosak — jednak — niechętnie rozmawia z mediami. Chodzi o ochronę prywatności.

— To nici ze spotkania?

— Nie. Proszę przyjechać do Biłgoraja! Odpowiem — w miarę możliwości — na wszystkie pytania. Tylko muszę się przygotować... Proszę je przysłać — uprzejmie poprosił wicedyrektor Sołowij.

28 maja trafił do niego list:

„Dzień dobry,

Polski kapitał, efektywny styl zarządzania, świetne wyniki finansowe i to »coś« wyjątkowego, co decyduje o sukcesie firmy. (...) W przypadku Black Red White tym »czymś« wyjątkowym jest — nazwijmy to — charakter wyznaniowy firmy. Pan Tadeusz Chmiel — wlaściciel firmy — jest świadkiem Jehowy, a i większość osób zatrudnionych w BRW to członkowie tej grupy wyznaniowej. W branży meblarskiej panuje przekonanie, że to duchowa dyscyplina, czystość i uczciwość (...) — cechy charakterystyczne i eksponowane przez Świadków Jehowy — decydują o sukcesie firmy. (...) szefowie BRW nie wynoszą się nad innych — ze względu na ochronę prywatności, a szczególnie wartości wyznawanej wiary. A szkoda, bo jak stwierdził jeden ze świadków Jehowy, jest się czym chwalić!

Pytania:

1. Jak powstawała firma (skąd pomysł na produkcję mebli)?

2. Czy od początku budowano ją na bazie świadków Jehowy?

3. Zmiany w strukturze własnościowej firmy na przestrzeni lat — od powstania do dzisiaj.

4. Obroty spółki — jw.

5. Struktura zatrudnienia w BRW — w poszczególnych latach, udział procentowy świadków Jehowy.

6. Rozwój infrastrukturalny firmy — liczba zakupionych zakładów produkcji, powierzchni magazynów, wielkość produkcji w latach.

7. Jak BRW funkcjonuje w obecnych warunkach — jak wypada konfrontacja podstawowych zasad życia w zgodzie z wyznaniem Świadków Jehowy z brutalnym obrazem polskiej rzeczywistosci gospodarczej?

8. Charakterystyka eksportu BRW w latach (kierunki ekspansji).

9. Plany rozwoju i strategii Black Red White w realiach unijnych.

10. Czym jest sukces biznesowy w życiu świadka Jehowy (na przykładzie Tadeusza Chmiela)?

11. Jak reagują partnerzy biznesowi BRW na wiadomość o „wyznaniowym” charakterze firmy (w Polsce i za granicą)?

12. Czy wyznanie ma znaczenie w doborze kontrahentów?

13. Czy w Polsce istnieją firmy prowadzone przez świadków Jehowy, które władze spółki BRW mogłyby zarekomendować?

14. Czy BRW wspiera działalność misyjną?

15. Czy zarząd Black Red White — w formach zarządzania i w ogóle prowadzenia biznesu — czerpał wzorce z przedsięwzięć gospodarczych świadków Jehowy w USA — jeżeli tak, to z jakich?

16. Czy pracownicy, zarząd i właściciele BRW spotykali się w Polsce z dyskryminacja wyznaniową — również na polu biznesowym?”

Dwa dni po otrzymaniu korespondencji Robert Sołowij umówił spotkanie: Biłgoraj, 4 czerwca (godz. 12.00), główna siedziba Black Red White („będą obecni przedstawiciele zarządu spółki”).

Same superlatywy
Black Red White to jedna z najdynamiczniej rozwijających się firm w Polsce. Wartość rynkowa jej kapitałów własnych wyceniana jest teraz na 925 mln zł! Przychody ze sprzedaży — 975 mln zł! Od kilku lat lider rodzimej branży meblowej — na I miejscu w rankingu branżowego miesięcznika „Meble Plus”. 7 pozycja pośród 100 najcenniejszych firm prywatnych w Polsce — zestawienie „Businessman Magazine” z maja 2003 r. 77 miejsce wśród najcenniejszych polskich firm (klasyfikacja „Newsweeka” z kwietnia 2004 r.). Właściwie nie ma w polskich mediach biznesowego rankingu, w którym trzy kolory z Roztocza nie prezentowałyby się imponująco.

Dumny jest z tego Janusz Rosłan, burmistrz Biłgoraja. Przyznaje: to szczęście mieć u siebie taką potęgę. BRW w samym Biłgoraju zatrudnia ponad 700 osób. A każda hala produkcyjna czy magazyn „Blacka” to podatek od nieruchomości, a zatem — dochody urzędu. Ostatnio firma chyba miała bardzo dobry rok, bo przyznała miastu darowiznę (450 tys. zł) — na remont mieszkań komunalnych, w których mieszkają najubożsi. Dzięki temu w 18 lokalach trwają prace.

— O tej firmie złego słowa powiedzieć się nie da! Nie było żadnych afer, kapitał początkowy powstawał uczciwie. A o panu Chmielu? No cóż... Ma dużą wrażliwość społeczną. Nie miałem jeszcze okazji z nim porozmawiać. Ale — z tego, co wiem — jest człowiekiem bardzo skromnym. Dorobił się wszystkiego własnymi rękami — mówił burmistrz z przekonaniem.

— BRW to firma świadków Jehowy... Uważamy, że warto o tym napisać. Co pan o tym myśli?

Janusz Rosłan zaciągnął się papierosem:

— Jestem człowiekiem tolerancyjnym, katolikiem: wyznanie jest nieistotne. Dla mnie świadek Jehowy jest takim samym partnerem, jak i każda inna osoba. Prywatnie mogę powiedzieć, że — porównując świadków Jehowy i katolików — zauważam, że świadkowie trzymają się razem. Widać u nich tę wspólnotę. Cały czas. My zapominamy, że jesteśmy wspólnotą także wychodząc z kościoła... Być może to odpowiedź na pytanie, dlaczego akurat firma świadków Jehowy odnosi sukcesy. Jeden drugiemu rzeczywiście pomaga. I jeszcze jedno: nie sądzę, by pan Chmiel kierował się kluczem wyznaniowym! W „Blacku” dominuje profesjonalizm — podkreślił zmieszany.

A co w branży? Też różowo!

Andrzej Piątkowski, szef ogólnopolskiej sieci salonów meblowych Domo Faber, uważa, że BRW to firma świetnie zarządzana. Choć nie jest bezpośrednio powiązany z „biłgorajskim tygrysem” (sprzedaje głównie produkty firmy matki — Adriana, jednego z największych w Polsce producentów mebli), kadzi „bez opamiętania”.

— Na szczęście nie musimy z nimi konkurować, tylko współpracujemy. Świetny marketing! Same superlatywy! Najbardziej ich cenię za perfekcyjną ocenę potrzeb klienta! — nie szczędzi komplementów Piątkowski.

— Zna pan tajemnicę Tadeusza Chmiela?

— Nie. Z BRW mam kontakt raczej poprzez średni menedżment. Ale, na pewno nie jest to ktoś przeciętny, skoro wymyślił Black Red White. Trzeba uszanować jego prywatność...

Z szacunkiem do sukcesu trójkolorowej firmy podchodzi też Mirosław Tomczak, kierownik marketingu HM Helvetia Meble z Wieruszowa — bezpośredniego konkurenta BRW.

— Ciągle się zastanawiamy: jak oni to robią! Ja nie wiem! Może trochę niższa jakość? I taniej sprzedają? — docieka.

Zapytany o charakter wyznaniowy „Blacka”, odpowiada, że rzeczywiście dochodzą go takie słuchy — również o tym, że to amerykański kapitał. Słyszał to jednak od osób trzecich, więc nie może potwierdzić...

— Ale coś w tym jest! — dodaje.

Ramy wolności
— To teraz zacznijmy od Adama i Ewy. Co było na początku?

— W roku 1991 pojawiła się ustawa o działalności gospodarczej, można było rejestrować firmy. Wtedy powstała firma pod nazwą Black Red White. Ale sam pomysł produkcji mebli powstał dużo wcześniej. Pan Chmiel ma taką duszę troszeczkę... Jakby to nazwać? Artystyczną!

— Był z zawodu stolarzem?

— Nie. Ale takie predyspozycje miał — i ma do tej pory. W projektowaniu mebli, konstruowaniu, wymyślaniu nowych wzorów. Jeszcze za komuny zaczął prowadzić mały zakładzik. Potem czasy się zmieniły i można było rozpocząć działalność. Od 1991 roku firma działa jako Black Red White. Skąd nazwa? Z niczym się nie kojarzy. To było na zasadzie gry słów. Wtedy nasze wyroby łączyły kolory: czarny, czerwony i biały. I ktoś powiedział: jeżeli robimy meble z trzech kolorów, to nazwijmy je po angielsku. Nikt nie będzie wiedział, czy to firma krajowa, czy kapitał może zagraniczny? I tak zostało. Wtedy to było przecież na zasadzie wpisu do ewidencji gospodarczej — mówi Marek Pokarowski — już spokojny, Robert Skwarek — wciąż milczy.

— I co dalej? Dlaczego spółka zaczyna się rozrastać?

— Dwa kluczowe czynniki miały na to wpływ i wciąż mają: popyt (na rynkach wschodnich i w kraju) i ludzie! Proszę pamiętać, że te regiony są typowo rolnicze. Tutaj ludzie uprawiali dość intensywnie tytoń, który wymaga ogromnego nakładu pracy. Czyli byli przyzwyczajeni do ciężkiej roboty! A zatem jest rynek zbytu — wszyscy czekają na towar, no i ludzie są bardzo wydajni, szybko potrafią się przestawić z produkcji rolnej na produkcję mebli. To wszystko można dograć, by się rozwijać!

— Jak?

— Akumulacja zysku! Nieprzejadanie go! Inwestowanie w dobra kapitałowe!

— To ile rocznie wydajecie na inwestycje?

— Około 30 mln USD.

— A rynki europejskie — planujecie ekspansję?

— Byliśmy tam i jesteśmy... — rzuca lakonicznie Skwarek.

— A konkretniej?

— Niemcy, Czechy, Słowacja, Węgry, Chorwacja, Austria, Francja... Po wejściu do Unii uproszczono procedury celne. Dzięki temu zmniejszają się koszty transportu, nasz towar będzie jeszcze tańszy.

— Macie w ogóle jakieś problemy?

— Co będę panu opowiadał? O branży? Że jak był popyt 2 miesiące temu, to wszystkim na rynku płyty wiórowej brakowało? Bez sensu! A w kraju? Wiadomo, jak jest... — śmieje się już rozluźniony Pokarowski.

— Nie lubicie narzekać?

— W naszej sytuacji narzekanie byłoby grzechem. Najważniejsze, by były zapewnione pewne ramy wolności osobistej i działalności gospodarczej. Rynek wszystko zweryfikuje! Bo jak sobie nie radzisz w biznesie, to zajmij się malowaniem obrazów. Może tam jest twoje miejsce? Nic na siłę! A swoją drogą... Wie pan, dlaczegośmy zarezerwowali dla was czas? Żeby udowodnić, że nie mamy nic do ukrycia! — rozkłada ręce Marek Pokarowski.

— A ja w dalszym ciągu żałuję, że pana Chmiela nie ma.

— Już mówiliśmy: jest skromnym człowiekiem!

— Miejmy nadzieję, że naprawdę istnieje.

— A ja mam przygotowaną taką formalną odpowiedź dla pana. Wie pan co? W spółce akcyjnej od prowadzenia rozmów biznesowych i reprezentowania interesów jest zarząd. Akcjonariusz? On wręcz nie ma nic do powiedzenia, prawda?

Poszukujący
Prezesi BRW poszli pracować: szukać nowych rozwiązań, strategii, budować sukces. Po fabryce — tuż obok niewielkiego biurowca — oprowadzał Robert Sołowij. Wszędzie porządek. Wszystko na swoim miejscu. Robotnicy w czerwonych uniformach, od czasu do czasu zerkali podejrzliwie sponad maszyn — pewnie mieli ochotę nas zrugać... Ciekawe? Może wtedy, gdzieś wśród nich stał zagadkowy Tadek i śmiał się w duchu z naszej bezsilności? A może kurtuazji?

Osoba duchowna z parafii rzymskokatolickiej, do której należy Chmielek, powiedziała, że czasami nie warto przekraczać granicy prywatności ludzi — nawet milionerów.

— Tadek? Ma własny świat. Wrażliwa dusza. Lepiej dać mu spokój...

— Znacie się?

(dziwny uśmiech)

— Przecież to świadek Jehowy.

— Ja bym się nie zgodził...

— Jak to?

— Jego rodzina to rzeczywiście świadkowie. Ale o nim powiedziałbym raczej: człowiek poszukujący...

— A Black Red White?

— Tam się nie liczy wyznanie! — oburzenie księdza wzbudziło proste skojarzenie.

— Jak prezesi...

— W biznesie nie ma sentymentów! Tam po prostu pracują profesjonaliści. Wielu dyrektorów „Blacka” widziałem w kościele — wzorowi katolicy! A dlaczego ta firma odnosi takie sukcesy?

— No właśnie!

— Bo tam się nie kradnie, wszyscy ciężko pracują i wiedzą, że zawsze mogą liczyć na Tadka. A że się nigdzie nie pokazuje? Że o firmie się mało mówi? A po co?! Żeby konkurencja miała co czytać? — zaskoczył — marketingowym podejściem do sprawy — duszpasterz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wojciech Surmacz, publikacja: 18.06.2004

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Zagadka Tadeusza Chmiela