Do 9 stycznia uczestnicy rynku mają czas, żeby przekazać do resortu finansów uwagi dotyczące projektu ustawy o osobistych kontach inwestycyjnych (OKI). Ogłoszono go na początku grudnia, a jeden z zapisów nie spodobał się zagranicznym pośrednikom, którzy działają już w Polsce lub mają taki zamiar. Projekt ogranicza katalog podmiotów, które mogą prowadzić OKI, do krajowych domów maklerskich lub banków.
- Takie ograniczenie nie leży w interesie konsumentów, ponieważ zmniejsza konkurencję, ogranicza wybór oraz może negatywnie wpłynąć na koszty i jakość obsługi inwestorów indywidualnych - mówi Przemysław Barankiewicz, dyrektor oddziału Finax w Polsce.
Finax wywodzi się ze Słowacji, a w Polsce działa za pośrednictwem oddziału i m.in. raportuje na podstawie polskich przepisów.
Lightyear, platforma inwestycyjna, która zapowiedziała rychłe wejście na polski rynek z ofertą dla lokalnych inwestorów, z uruchomieniem OKI wiąże duże nadzieje, ale zapisane w projekcie ograniczenie wykluczałoby ją z grona podmiotów, które mogłyby prowadzić konta zapewniające zwolnienie podatkowe. Przedstawiciele firmy odwołują się do tych samych argumentów co Finax.
- Jeżeli celem rządu jest zwiększenie skłonności Polaków do oszczędzania i inwestowania, ograniczenie możliwości wyboru instytucji i instrumentów dostępnych w ramach OKI może przynieść skutki odwrotne do zamierzonych - mówi Andres Kitter, prezes Lightyear Europe.
Otwartość kluczem do sukcesu
Jak podkreśla, wykluczenie zagranicznych podmiotów wymusi na inwestorach smutny kompromis: korzyść podatkowa w zamian za wyższe opłaty i mniejsze zaawansowanie technologiczne, jakie według brokera osiągnęli lokalni konkurenci.
- W wielu krajach o wysokim udziale inwestorów detalicznych, w tym w Szwecji, której rozwiązania posłużyły za inspirację dla OKI, konta inwestycyjne objęte ulgami podatkowymi mogą być prowadzone również przez podmioty zagraniczne pod warunkiem spełnienia lokalnych wymogów sprawozdawczych - dodaje Andres Kitter.
Model szwedzkiego ISK, na którym wzorowany jest projekt OKI, opiera się na szerokim otwarciu rynku - potwierdza Przemysław Barankiewicz.
- W systemie tym działają zarówno lokalne, jak i zagraniczne instytucje finansowe, np. Danske Bank, Saxo Bank, Nordea, Interactive Brokers, które są skutecznie nadzorowane i w pełni raportują lokalne obowiązki podatkowe. To właśnie ta otwartość była jednym z kluczowych czynników sukcesu ISK i wzrostu stopy partycypacji w oszczędzaniu długoterminowym - dodaje menedżer Finaksa.
W Szwecji, której rozwiązania posłużyły za inspirację dla OKI, konta inwestycyjne objęte ulgami podatkowymi mogą być prowadzone również przez podmioty zagraniczne pod warunkiem spełnienia lokalnych wymogów sprawozdawczych.
Rozliczanie podatków nie takie straszne, jak je malują
Andres Kitter za nietrafiony uważa argument przeciwko dopuszczeniu zagranicznych instytucji do prowadzenia OKI, jakim jest złożoność rozliczeń podatkowych.
- Nowoczesne platformy inwestycyjne opierają się na zaawansowanych systemach informatycznych i na co dzień obsługują klientów działających w różnych systemach podatkowych. Przejrzystość rozliczeń jest jednym z filarów ich działalności. Dostosowanie systemów do polskich wymogów byłoby procesem technicznym możliwym do wdrożenia już na etapie wejścia na rynek - mówi szef Lightyear Europe.
Zaznacza, że jednolity rynek europejski opiera się na konkurencji i swobodzie wyboru, więc nie ma powodu, by traktować podmioty zagraniczne lub posiadające oddział w Polsce inaczej niż lokalne.
- Otwarty model jest zgodny z zasadą swobody świadczenia usług finansowych i wzmacnia wiarygodność polskiego systemu regulacyjnego w Unii Europejskiej. Jeżeli zagraniczny dostawca spełnia te same wymogi nadzorcze i kapitałowe co krajowy, nie ma uzasadnienia dla dyskryminacji opartej na pochodzeniu kapitału - dodaje Przemysław Barankiewicz.
Dajmy pieniądzom pracować za granicą
Kamil Szymański, country manager w Trade Republic, niemieckiej platformie inwestycyjnej, która pojawiła się w Polsce we wrześniu ubiegłego roku, za nienajlepszy pomysł uważa także ograniczenie spektrum inwestycyjnego w ramach OKI do polskich instrumentów, np. akcji z GPW, lub funduszy inwestujących głównie nad Wisłą.
- Według projektu ustawy polski inwestor nie dostanie więc ulgi podatkowej inwestując w ETF lub akcje zagraniczne. W ISK takich ograniczeń nie ma. Tu widzę główną barierę dla rozwoju OKI. Inicjatywa ma zachęcić Polaków do inwestowania, jednocześnie wyklucza dużą część wyjątkowo popularnych i korzystnych dla inwestora indywidualnego produktów. Nie do końca się to spina, w efekcie ryzykujemy, że OKI zamiast udaną inicjatywą promującą indywidualne inwestowanie, stanie się kolejną nieudaną promocją rodzimych produktów inwestycyjnych. Każdy produkt inwestycyjny musi obronić się sam, by dopiero potem mieć szansę stać się atrakcyjną opcją w ramach podatkowo uprzywilejowanego rachunku - uważa Kamil Szymański.
Na początku sierpnia 2025 r. minister finansów i gospodarki Andrzej Domański przedstawił założenia osobistych kont inwestycyjnych (OKI). Zyski na nich osiągane miały być całkowicie zwolnione z tzw. podatku Belki.
Z jakiegokolwiek podatku mają być zwolnione aktywa do 100 tys. zł, przy czym nie więcej niż 25 tys. zł mogłoby być ulokowane na lokatach bankowych lub w obligacjach oszczędnościowych skarbu państwa. By wykorzystać cały limit, trzeba byłoby ulokować pieniądze w innych instrumentach – np. akcjach, ETF-ach, funduszach inwestycyjnych.
Nadwyżka aktywów zgromadzonych na OKI powyżej 100 tys. zł ma być objęta nieistniejącym dotychczas podatkiem od aktywów. Nie zostało to sprecyzowane podczas prezentacji OKI, ale naliczanie go od aktywów sugeruje, że trzeba go będzie płacić nawet w wypadku poniesienia straty. Ponadto straty tej nie będzie można odliczyć od zysku w innych latach, jak to dzieje się ze stratami z inwestycji giełdowych czy funduszowych objętych obecnie podatkiem Belki.
