Zahartowało ją karate

Robert Rybarczyk
opublikowano: 27-06-2019, 22:00

Dr Anna Masłoń-Oracz, wykładowca w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, po zajęciach zamienia garsonkę na kimono i zawzięcie okłada sparingpartnerów na treningach karate kyokushin.

Był wieczór. Spieszyła się na spotkanie w Nowym Jorku. Z ciemnej bramy wyszedł gość. Coś zagadał, chwycił ją za rękę i zaczął wciągać do środka. To był odruch — obróciła się, uderzyła. Typ upadł na chodnik.

Dr Anna Masłoń-Oracz, wykładowca w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, po zajęciach zamienia garsonkę na kimono...
Wyświetl galerię [1/3]

Dr Anna Masłoń-Oracz, wykładowca w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, po zajęciach zamienia garsonkę na kimono... Fot. Marek Wiśniewski, archiwum prywatne

— Pamiętałam z treningów, że walk ulicznych raczej się nie praktykuje. Przeciwnik może mieć niebezpieczne narzędzia, którymi zrobi nam krzywdę. Trzeba go unieszkodliwić i czym prędzej się oddalić — radzi dyplomatycznie Anna Masłoń-Oracz, adiunkt w Instytucie Zarządzania, Kolegium Zarządzania i Finansów SGH.

Zaczęła trenować karate jeszcze jako uczennica podstawówki. Dziś postrzega tę dyscyplinę jako drogę do uwolnienia potencjału, zrozumienia siebie i innych.

— Karate daje mi pewność siebie. Zdecydowanie w działaniu. Cechy, które na pewno są przydatne w biznesie — twierdzi doktor nauk ekonomicznych.

To dla niej ważne, bo jest nie tylko naukowcem, lecz także przedsiębiorcą. Realizuje projekty, przeprowadza transakcje, kojarzy ze sobą biznesmenów, środowiska naukowe i dyplomatyczne. Wcześniej była m.in. wiceprezesemw spółce zależnej PKN Orlen. A spółek, które sama założyła, nie zliczy. Jedna z nich, Maroney, zajmowała się funduszami unijnymi. Negocjowała również kontrakty w Kenii i Rwandzie. Jako inwestor Anna Masłoń-Oracz miała nawet udziały w firmie organizującej Runmageddon, czyli ekstremalny bieg z przeszkodami.

— Hołduję przekonaniu, że nie rodzimy się z umiejętnościami. Wszystkiego można się nauczyć, ale ciężka praca nie jest jedyną drogą do sukcesu. Najpierw trzeba w siebie uwierzyć. Powtarzam swoim studentom na

trzech kontynentach, że ogranicza nas jedynie sposób, w jaki o sobie myślimy. Niestety często determinuje go środowisko, w którym wzrastamy. Czasami potrzebujemy wsparcia, żeby sobie te myśli uporządkować. Sami też możemy się z nimi uporać. Mnie pomagają w tym medytacja i sport — twierdzi członkini Międzynarodowego Forum Kobiet.

Zajmuje się polityką rozwoju regionalnego Unii Europejskiej, doradztwem biznesowym i funduszami pomocowymi. Od wielu lat specjalizuje się również w polityce gospodarczej i ekonomii rozwoju państw Afryki Subsaharyjskiej. Wykłada nie tylko w Warszawie, lecz także w Pekinie, Nairobi i Kigali, stąd jej liczne podróże do Azji i na Czarny Ląd. A przede wszystkim zaangażowanie w jego problemy. Podczas sesji UN Women w Nowym Jorku w marcu 2018 r. przekonywała o konieczności włączenia do społeczeństwa wykluczonych kobiet z terenów wiejskich w Afryce.

Drewnianą pałką w piszczel

Przez długie lata ćwiczyła karate kilka razy w tygodniu. Śnieg czy słońce, na treningach z kolegami budowała siłę, wytrzymałość, koncentrację. Przyznaje, że najtrudniejsze było bieganie po śniegu na bosaka przy minusowej temperaturze. Następne w kolejności do nagrody „tortura roku” to utwardzanie piszczeli drewnianym wałkiem i stanie z zamkniętymi oczami na zaciśniętych pięściach w idealnej pozycji do pompki. Jeśli tułów za bardzo wystawał poza wspólną linię, sensei natychmiast o tym boleśnie przypominał, używając szczebla od drabinki z sali gimnastycznej. Hartowała się także podczas zgrupowań sportowych w miejscach, gdzie diabeł mówi dobranoc. Wszystko po to, by umysł decydował, a ciało się nie poddało.

— Nie było nas, dziewczyn, wiele. Koleżanki interesowały się raczej „babskimi” sportami. Dzięki temu, że wybrałam karate, które towarzyszy mi całe życie, świat przestał się dzielić dla mnie na męski i damski. Od lat funkcjonuję w środowisku genderowym i widzę, jak silny jest stereotyp wychowania dziewczynek w przepraszającym stylu. Nie wypada im wspinać się po drzewach, eksperymentować, muszą być grzeczne i ofiarne. Z przykrością stwierdzam, że zmiana nie następuje w sposób zauważalny. Po wystąpieniu na sesji ONZ w Nowym Jorku utwierdziłam się w przekonaniu, że na całym świecie przed kobietami jest jeszcze długa droga. Trzeba mobilizacji wielu środowisk, również mężczyzn, by ten stan rzeczy przełamać. W ostatnich latach powstało mnóstwo organizacji, które wspierają dziewczynki, młode kobiety, liderki w uwalnianiu swojej przestrzeni. Ale wciąż to kobiety muszą ją dla siebie wywalczyć. Działam w radach kilku fundacji [m.in. jest przewodniczącą rady Fundacji Program Pomocy Pierwsza Praca — red.], które umożliwiają młodym ludziom, w tym dziewczętom, dostęp do rynku pracy i wyższej edukacji. Duże nadzieje pokładam też w matkach takich jak ja, które uczą synów uczestnictwa w obowiązkach, nie tylko domowych, w których nie powinno być podziału na role męskie i żeńskie — tłumaczy Anna Masłoń-Oracz.

Jeden jej syn uczy się w podstawówce, drugi w liceum. Obaj uprawiają sport. Ich żywiołem jest piłka nożna. Młodszy trenuje w warszawskiej Akademii Piłkarskiej FC Barcelona. W świątyni wszystkich kibiców, na Camp Nou, jego drużyna zdobyła w tym roku trzecie miejsce (na 32 startujące) w międzynarodowym turnieju szkółek piłkarskich. Starszy gra jako napastnik w warszawskim klubie afiliowanym przy Borussi Dortmund. Po treningu podają sobie piłkę nawet w mieszkaniu, a kiedy domownicy nie mogą już znieść ciągłego walenia futbolówką w ścianę, bracia chwytają za pady i rozgrywają mecze w FIFA.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Przygotowany osiągasz więcej

— Na macie jesteś tylko ty. To, ile z siebie wyciśniesz, zależy od ciebie. Musisz być zawsze przygotowany. Jeśli nie, to po prostu będzie cię bardziej bolało, niestety. A ja nie lubię, jak boli. Tak też jest w życiu — im lepiej jesteś przygotowany, tym więcej osiągasz. Samodyscyplina jest bardzo ważna. Karate jej uczy i może być życiową filozofią — uważa doktor nauk ekonomicznych. Zanim zaczęła przygodę ze sztukami walk Wschodu, uprawiała inne sporty, m.in. lekkoatletykę — biegi na 60 i 100 metrów oraz sztafetę. Ale to było dla niej za mało. W latach 90. zainteresowała się medytacją i zen.

Jedynym miejscem w jej rodzinnej Częstochowie, gdzie znalazła możliwość medytacji, był klub karate kyokushin. Poza tym chciała się nauczyć bronić. Z czasem zrozumiała, że ten sport daje dużo więcej: wyćwiczony umysł, umiejętność skupienia i podnoszenia się po upadkach. Podczas Pucharu Europy w Kyokushin Karate Oyama Cup'93 w Katowicach poznała sosai Masutatsu Oyamę, twórcę stylu kyokushin, nazywanego ostatnim samurajem (zmarł w 1994 r.). Wciąż pamięta przesłanie mistrza: intensywny trening bardziej służy wyrabianiu stanowczości ducha i pokonywaniu własnych słabości niż rozwijaniu silnego ciała.

Pewnego dnia, pod koniec lat 90., podczas treningu w klubie trener kazał jej tak mocno się rozciągać, że zerwała przyczepy mięśnia czterogłowego. Po trwającej wiele miesięcy rehabilitacji nie wróciła już do poprzedniej aktywności w karate. Nadal jednak trenuje, także podczas wyjazdów biznesowych i naukowych. Ostatnio — przy okazji spotkania z ministrem oświaty w rządzie rwandyjskim — znalazła czas, by potrenować w Kigali z mistrzem karate Noelem Nkuranyabahizi, trenerem kadry narodowej Rwandy i certyfikowanym trenerem World Karate Federation (czarny pas, 3 dan). Na co dzień mistrz jest pracownikiem socjalnym, organizuje zajęcia dla sierot i obozy letnie dla dzieci.

Afryka jest kobietą

Jej fascynacja Czarnym Lądem trwa ponad 20 lat. Zaczęło się od wolontariatu w Polskiej Akcji Humanitarnej (uczyła uchodźców z Afryki języka i kultury polskiej). Potem była współpraca akademicka i działalność w fundacjach zajmujących się projektami w Afryce. Anna Masłoń-Oracz doradzała również ministrowi gospodarki Rwandy.

— Afryka powszechnie nazywana jest kobietą. Może dlatego, że czuje się tam duże poparcie i szacunek dla kobiet, szczególnie przedsiębiorczych i dobrze wyedukowanych. Także cierpliwość, poszanowanie wartości i budowanie głębokich relacji odgrywają ogromną rolę w kontaktach międzyludzkich. Taka postawa wiele mi ułatwiła przy prowadzeniu operacji biznesowych i realizowaniu projektów na tym kontynencie — wspomina członkini rady Fundacji Afriquia i Justina Mutale Foundation.

Afriquia szkoli lekarzy w Rwandzie i dostarcza sprzęt medyczny, a Justina Mutale Foundation zajmuje się mentoringiem, przygotowywaniem dziewcząt z obszarów wiejskich do roli liderów oraz stypendiami dla nich na uniwersytetach. Anna Masłoń-Oracz przyznaje, że w Afryce czas płynie inaczej, i przytacza powiedzenie, że my, Europejczycy, mamy zegarki, ale to Afrykańczycy mają czas. Dlatego początkowo trzeba się uzbroić w cierpliwość, ponieważ sprawy nie są procedowane tak szybko, jak byśmy się tego spodziewali. Ale to też ma swój urok. Jej ukochanym miejscem w Afryce Subsaharyjskiej jest Rwanda. Kraj, który ma tragiczną historię, ale jego mieszkańcy potrafili sobie wybaczyć, są zjednoczeni.

— Podróżując po wielu krajach Afryki Subsaharyjskiej, doświadczając różnorodności, smakując kontynent, czuję, że to moje miejsce na Ziemi. Muzyka, potrawy, życzliwość ludzi napełniają mnie przekonaniem, że świat potrzebuje Afryki tak samo jak ona nas — deklaruje Anna Masłoń-Oracz.

Kolejnym ważnym dla niej miejscem jest Qufu, miasto Konfucjusza, które zwiedziła przy okazji wyjazdów służbowych do Chin. Myśli tego filozofa zawsze były jej bliskie, np.: „Największym powodem do chwały nie jest to, że nigdy nie upadamy, ale to, że potrafimy się po upadku podnieść” i „Żaden wiatr nie jest dobry dla okrętu, który nie zna portu swego przeznaczenia”. Dojechała do Qufu szybkim pociągiem (ponad 300km/h) z Pekinu, żeby zobaczyć świątynię Konfucjusza — zespół ponad 100 budynków i 450 pokoi, który w Chinach jest drugim największym zabytkiem po Zakazanym Mieście.

Zdecydowanie każdy sport

W Warszawie Anna Masłoń-Oracz stara się znaleźć czas na treningi w klubie karate kyokushin Ippon. Odpowiada jej podejście tamtejszych trenerów, którzy przede wszystkim dbają o bezpieczeństwo ćwiczących i stopniują im wysiłek. Czy poleca trenowanie walk dziewczynkom?

— Zdecydowanie polecam każdą dyscyplinę sportową — kwituje Anna Masłoń-Oracz.

Sama chciałaby jeszcze spróbować innego sportu walki — krav magi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Robert Rybarczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy