5 sierpnia 2008 r., wtorek, jedna z gazet pisała: „Frank szwajcarski kosztował w poniedziałek 1,96 zł. Od końca ubiegłego tygodnia utrzymuje się na najniższym poziomie od 14 lat. Osoby, które przed kilkoma laty zdecydowały się na zaciągnięcie kredytu hipotecznego w szwajcarskiej walucie, okazały się wielkimi szczęściarzami. Dzięki umocnieniu złotego ich raty wyraźnie spadają. Co więcej, nic nie wskazuje na to, żeby sytuacja miała się odwrócić”.

Najsłabsze dwa lata
Czas bardzo szybko zweryfikował te przepowiednie, bo już jesienią 2008 r. Do końca września jednak banki po rekordowo niskim kursie franka udzieliły rekordowej liczby kredytów. W trzecim kwartale 2008 r., według statystyk Komisji Nadzoru Finansowego (KNF), zostało spisanych 63 845 umów kredytowych, niemal wszystkie w CHF. Do dzisiaj ci, którzy zaciągnęli wówczas długi pod zastaw hipoteki, są zakładnikami franka i bez pomocy państwa lub banków ani długu, ani mieszkania już się nie pozbędą.
— W całym portfelu walutowym najbardziej zagrożone są kredyty zaciągnięte w 2007 r. i 2008 r., kiedy ceny mieszkań były najwyższe, a kurs franka najniższy — mówi Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej.
KNF w raporcie o sytuacji w bankach w 2013 r. (zestawienia za 2014 r. jeszcze nie ma) również podkreśla słabą jakość kredytów z tych dwóch lat. W portfelu z 2007 r. 4,6 proc. hipotek miało opóźnienie w spłacie, a 4,9 proc. zaległość większą niż miesiąc. Jakość spłaty kredytów udzielanych po niskim kursie w 2008 r. jest jeszcze słabsza. 5,6 proc. jest w kategorii opóźnione, a 6,1 proc. ma zaległość powyżej miesiąca. Trudno się dziwić, jeśli spojrzeć na statystyki KNF z tamtego okresu. W całym 2008 r. na rynek trafiło 192 152 kredytów walutowych. W 9 272 przypadkach banki przyznały klientom finansowanie przekraczające wartość mieszkania. W III kwartale, kiedy kurs franka spadł do 2 zł, takich kredytów było najwięcej w całym roku — 4,5 tys.
Nominalna wartość tego zadłużenia obecnie przekracza dwukrotnie wartość zabezpieczenia.
Różne motywacje
Czy ktoś doradzał pożyczkobiorcom taki kredyt, czy sami chcieli dostać więcej pieniędzy? Adam Jasser, prezes UOKiK, z rozmowie w „Gazetą Wyborczą” zwraca uwagę, że 550 tys. frankowiczów to grupa mocno niejednorodna.
„Ludzie zaciągali kredyty we frankach w różnym czasie, po różnych kursach, z różnym wkładem własnym. Byli tacy kredytobiorcy, którzy mimo ostrzeżeń chcieli kredytem walutowym powiększyć sobie zdolność kredytową. Dzięki temu zamiast np. 60-metrowego mieszkania mogli kupić 80-metrowe. Byli też tacy, których doradca wmanewrował w tańszy wówczas kredyt walutowy” — twierdzi szef UOKiK.
Statystyki KNF pokazują, że często ludzie sięgali po franka nie tylko dlatego, żeby w ogóle dostać kredyt, ale żeby poprawić sobie zdolność i wziąć większe finansowanie. W latach 2007-08 kredyty walutowe brane były zazwyczaj na duże kwoty. W 2007 r. banki udzieliły 6,5 tys. kredytów o wartości powyżej 600 tys. zł i ani jednego kredytu złotowego na taką kwotę. Widocznie nikogo wówczas nie było stać na uzyskanie tak dużego finansowania w rodzimej walucie. Żeby uzyskać zdolność kredytową, klienci złotowi mieli tylko jeden sposób — wydłużyć maksymalnie okres spłaty. W 2007 r. aż 163 tys. z 200 tys. umów zostało zawartych na okres 40 lat i więcej. Na tak długi okres finansowania zdecydowało się wówczas 2,9 tys. frankowców. Po duże kredyty ludzie sięgali jeszcze chętniej w 2008 r., kiedy frank zaliczał historyczne minima. W III kwartale aż 3,2 tys. kredytobiorców zaciągnęło zobowiązania o nominale ponad 600 tys. zł w szwajcarskiej walucie. Kolejne 7,5 tys. pożyczyło z banków 450-600 tys. zł.
Mało przewalutowań
Na koniec 2008 r. banki miały w bilansach 612 tys. kredytów frankowych, 36 tys. w euro oraz 9,7 tys. w innej walucie. Na koniec września 2014 r. czynnych umów w CHF było 569,8 tys. Gdzie podziała się różnica? Na szczęście niewielki odsetek kredytów banki spisały na straty — zagrożonych jest ponad 16 tys. hipotek w walucie, z czego tylko nieco ponad 6 tys. umów zostało zamkniętych. Pewną część klienci prawdopodobnie spłacili innym kredytem: złotowym lub walutowym. Tylko niewielka część frankowców zdecydowała się uwolnić od waluty i przejść na finansowanie w złotych. Z danych BIK wynika, że na 125,4 tys. refinansowanych hipotek w latach 2005-12 tylko 13 tys. dotyczy przejścia z waluty na złotego. Dwa razy więcej umów — 26,3 tys. — spisano w związku z transferem w drugą stronę: ze złotego na walutę. W pozostałych przypadkach klienci pozostali przy kredycie złotowym (65 364 ) lub walutowym (20 697).