Zalecany przestój w przetargach

Katarzyna KapczyńskaKatarzyna Kapczyńska
opublikowano: 2016-04-06 22:00

Wdrożenie prawa zamówień publicznych opóźni się co najmniej o kilka tygodni. Inwestorzy powinni wstrzymać się ze zleceniami.

18 kwietnia upływa termin wdrożenia unijnych dyrektyw dotyczących prawa zamówień publicznych. Rząd śpieszy się z nowelizacją, ale terminu nie da się już dotrzymać, bo urzędnicy przewidzieli 14-dniowe vacatio legis. „Aby nowelizacja zaczęła obowiązywać 18 kwietnia, musi być ogłoszona [opublikowana w Dzienniku ustaw — red.] najpóźniej 3 kwietnia. Jest to niedziela, zatem ze względów praktycznych można uznać, że termin ten upływa (…) 1 kwietnia” — napisali na stronie internetowej prawnicy kancelarii Wierzbowski Eversheds.

Jeśli w realizowanych kontraktach nastąpią nieprzewidziane zdarzenia wymagające zmian umowy, strony — powołując się bezpośrednio na dyrektywy — będą mogły ją zmienić, mimo że nie przewiduje tego obecna ustawa.

Wskazany pośpiech

Tymczasem tego dnia posłowie dopiero powołali podkomisję nadzwyczajną do prac nad ustawą. „Rozpoczyna się prawdziwy wyścig z czasem” — przyznają prawnicy Wierzbowski Eversheds. Małgorzata Stręciwilk, prezes Urzędu Zamówień Publicznych, także przyznała w PAP, że nie zdążymy w terminie.Ma jednak nadzieję, że ustawa zostanie uchwalona jeszcze w kwietniu, a poślizg nie wpłynie negatywnie na absorpcję funduszy unijnych. Podobne nadzieje wyrażają prawnicy.

— Wdrożenie przepisów prawa zamówień publicznych może opóźnić się o 2-3 tygodnie. Teoretycznie opóźnienia we wdrażaniu dyrektyw do krajowego porządku prawnego są objęte sankcjami Komisji Europejskiej, mam jednak nadzieję, że w praktyce z powodu nieznacznych opóźnień nie będzie szczególnych reperkusji, na przykład nie dojdzie do wstrzymania unijnych funduszy — mówi Jarosław Sroka, partner w kancelarii BSJP Brockhuis Jurczak Prusak.

Wdrażanie przepisów bacznie muszą obserwować publiczni inwestorzy i wykonawcy, bo 18 kwietnia w całej Unii Europejskiej zaczyna obowiązywać jednolity dokument zamówienia. Zmieniają się także zasady wyłaniania wykonawców, katalog składanych przez nich dokumentów oraz możliwości wprowadzaniazmian w umowach w trakcie realizacji kontraktu itp. Co mają zrobić polscy inwestorzy i wykonawcy, jeśli nasze przepisy nie zostaną na czas dostosowane? „Najlepiej, by zamawiający powstrzymali się w tym czasie od ogłaszania przetargów” — radzi Marek Kowalski z Lewiatana, przewodniczący zespołu ds. zamówień publicznych przy radzie dialogu społecznego. Jeśli zostałyby ogłoszone na bazie obecnie obowiązującego prawa, ich uczestnicy albo Bruksela mogliby kwestionować werdykty. Większość inwestorów, zwłaszcza dużych i publicznych, nie zamierza się śpieszyć — posucha w przetargach może potrwać nie kilka tygodni, ale nawet kilka miesięcy. Długotrwałe przygotowania już sygnalizowała na przykład Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.

— Wielu zamawiających przyspieszyło zamówienia i już ogłosiło przetargi, by zdążyć je przeprowadzić na bazie obecnych przepisów — dodaje Marek Kowalski.

Dyrektywa ważniejsza

Opóźnienie we wdrożeniu dyrektyw nie oznacza jednak, że nie będziemy musieli ich stosować.

— Uczestnicy rynku zamówień publicznych [m.in. wykonawcy — red.] będą mogli powoływać się na bezpośrednie zastosowanie przepisów unijnych dyrektyw jako prawa nadrzędnego, jeśli przepisy te będę kreowały określone prawa im przysługujące — twierdzi Jarosław Sroka. Jeśli na przykład w realizowanych kontraktach nastąpią nieprzewidziane zdarzenia wymagające zmian umowy, strony — powołując się bezpośrednio na dyrektywy — będą mogły ją zmienić, mimo że nie przewiduje tego obecna ustawa.