Po wybuchach bombowych w Arabii Saudyjskiej wczoraj rano baryłka ropy podrożała niemal o 2 proc. Później na jej wyższą cenę wpłynął raport Międzynarodowej Agencji Energetyki, która poinformowała o spadku zapasów.
Trzy samobójcze ataki bombowe w Rijadzie, stolicy Arabii Saudyjskiej, które były skierowane przeciwko cudzoziemcom i wydarzyły się na kilka godzin przed przyjazdem Colina Powella, amerykańskiego sekretarza stanu, spowodowały, że ceny ropy poszły w górę.
O 10.00 rano cena baryłki Brent w Londynie kosztowała 25,34 USD (95 zł), czyli o 2 proc. więcej niż w poniedziałek. Wprawdzie przed wybuchem wojny w Iraku ropa kosztowała nawet 40 USD (150 zł) za baryłkę, ale od zakończenia konfliktu jej cena szybko spadała.
— Wybuchy niosą ze sobą niepewność. Arabia Saudyjska jest największym producentem ropy, a jakikolwiek atak na ten sektor mógłby być katastrofą — obawia się Katsunori Watanabe, szef działu badań w Nihon Unicom Corp w Tokio cytowany przez BBC.
Ceny ropy w ciągu dnia nie spadły. Nie pomógł raport Międzynarodowej Agencji Energetyki (IEA). Chociaż agencja zgodnie z oczekiwaniami obniżyła prognozę popytu na ropę w 2003 r. — o 90 tys. baryłek dziennie w związku ze skutkami SARS — to podkreśliła, że zapasy surowca są aż o 260 mln baryłek mniejsze niż rok temu. To efekty zbyt małych dostaw jeszcze sprzed wojny w Iraku odczuwalne dopiero teraz. W pierwszym kwartale zapasy rosły o 1,4 mln baryłek dziennie wolniej niż rok wcześniej.
IEA skrytykowała podjętą w ubiegłym miesiącu decyzję OPEC o ograniczeniu produkcji o 2 mln baryłek dziennie. Analitycy agencji uznali ją za przedwczesną.