Zamiast cięć wzrost dochodów

Łukasz Świerżewski
09-06-2004, 00:00

W przyszłym roku deficyt budżetu ma spaść dzięki wzrostowi dochodów. Obniżki wydatków nie widać. To znaczy, że firmom nie będzie łatwiej.

Dziś rząd przyjmie założenia do ustawy budżetowej na 2005 r. Rada Ministrów pracowała nad nimi już wczoraj i najważniejsze liczby zostały przedstawione. Deficyt wyniesie 38,8 mld zł przy wydatkach na poziomie 207,2 mld zł (wzrost w stosunku do 2004 r. o 3,7 proc.) i dochodach większych o 9 proc. wynoszących 168,4 mld zł.

Bez reformy

Oznacza to, że rząd chce, co prawda, zmniejszyć deficyt o 6,5 mld zł, ale osiąga to nie poprzez ograniczenie wydatków, ale poprzez wykorzystanie efektu wzrostu gospodarczego. To dzięki dobrej koniunkturze możliwe jest zakładanie tak znacznego wzrostu dochodów. Potwierdzają to znakomite wpływy z CIT w tym roku.

— Wynikająca z dobrej koniunktury kondycja budżetu zniechęca do reformy finansów. W obecnej sytuacji wzrost wydatków o 3,7 proc. jest wysoki, a deficyt mógłby być mniejszy — twierdzi Stanisław Kluza, główny ekonomista BGŻ.

— Wzrost wydatków spowodowany jest wydatkami unijnymi. W 2005 r. musimy już zapłacić składkę za 12 miesięcy — tłumaczy Andrzej Raczko, minister finansów.

Resort finansów zakłada, że w tym roku dług publiczny nie przekroczy 55 proc. PKB a w kolejnych dwóch latach utrzyma się poniżej 60 proc. Sam premier Marek Belka przyznaje, że będzie to możliwe tylko pod warunkiem pełnej realizacji wpływów prywatyzacyjnych oraz umacniania się złotego.

— Ewidentnie nie ma w założeniach budżetu ujętej możliwości destabilizacji — ostrzega Stanisław Kluza.

Zgodnie z takim scenariuszem, rząd zakłada, że w tym roku średnia wartość euro wyniesie 4,68 zł, a w 2005 r. — 4,58. Dolar pozostanie stabilny i będzie oscylował w okolicach kursu 3,81 zł. Wpływy z prywatyzacji wyniosą w 2005 r. około 9 mld zł, inflacja 2,8 proc. a wzrost PKB — 5 proc.

Droższy kredyt

Przyjęte założenia nie są dobrą wiadomością dla przedsiębiorców. Minister finansów obiecuje co prawda, że nie przewiduje żadnych istotnych zmian w podatkach, jednak wysoki wzrost dochodów budżetu oznacza, że trudno oczekiwać mniejszej presji fiskusa.

Nic nie wskazuje też na to, by zmniejszyła się konkurencja państwa w pozyskiwaniu środków z systemu bankowego. Wysoki poziom deficytu i konieczność obsługi dotychczasowego zadłużenia państwa sprawi, że dostępność kredytów dla firm się nie poprawi.

— Nadal istnieje ryzyko, że nadmierna potrzeba finansowania państwa powodować będzie podrażanie pieniądza i zmniejszy konkurencyjność firm na rynku długu — twierdzi Stanisław Kluza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Świerżewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Zamiast cięć wzrost dochodów