Zapłacimy za ten bubel

Dawid Tokarz
opublikowano: 23-11-2007, 00:00

Zbigniew Ćwiąkalski zapowiada postępowanie sprawdzające w resorcie sprawiedliwości. Skutków niedoróbki nie da się jednak cofnąć.

Następca Ziobry potwierdza informacje „PB”

Zbigniew Ćwiąkalski zapowiada postępowanie sprawdzające w resorcie sprawiedliwości. Skutków niedoróbki nie da się jednak cofnąć.

Nie milkną echa wczorajszego tekstu „PB” o legislacyjnym błędzie Ministerstwa Sprawiedliwości (MS), kierowanego przez Zbigniewa Ziobrę. Główne tezy naszego artykułu potwierdził Zbigniew Ćwiąkalski, nowy szef resortu sprawiedliwości, który przyznaje, że odpowiedzialność polityczną za przygotowanie bubla ponosi jego poprzednik. A merytoryczną?

— Będę domagał się wyjaśnień, żeby ustalić, kto i na jakim szczeblu popełnił ten szkolny błąd. I będę wyciągał konsekwencje. Przecież umieszczenie w ustawie przepisów przejściowych to rzecz oczywista dla każdego prawnika — mówi Zbigniew Ćwiąkalski.

Jednak, jak ujawniliśmy, w przypadku ustawy nowelizującej m.in. kodeks postępowania karnego i zmieniającej właściwości sądów w procesach zorganizowanych grup przestępczych i afer gospodarczych, MS o tym zapomniało.

Syzyfowa praca

W rezultacie do sądów okręgowych trafiły nie tylko nowe sprawy, ale także prowadzone nawet od kilku lat przez sądy rejonowe! Łącznie 1,5 tys. wielotomowych spraw. MS się zorientowało, że musiałyby one zacząć się od początku i poprawiło przepisy. Tyle że za późno. Choć akta zaczęły wracać do „rejonówek”, to i tak jest poważne zagrożenie, że przynajmniej część procesów będzie musiała ruszyć od nowa! Powód? Za długa przerwa między rozprawami spowodowana przenoszeniem akt tam i z powrotem.

— To bardzo istotny problem. Rzeczywiście występują opóźnienia i niebezpieczeństwo, że niektóre sprawy będą musiały zacząć się od nowa. W sądach rejonowych mogą spróbować je kontynuować ci sami sędziowie, ale pod względem formalnoprawnym wcale nie jest to takie proste — przyznaje Zbigniew Ćwiąkalski.

Sprawy wracające do sądów rejonowych są opatrzone nową sygnaturą akt i zgodnie z wymogami proceduralnymi powinny być przydzielane kolejnym sędziom z listy według daty wpływu. Urzędnicy resortu sprawiedliwości sugerują sądom skorzystanie z furtki prawnej, umożliwiającej odstąpienie od tej zasady z powodu „ważnej przyczyny”. Zdania wśród prawników są jednak podzielone.

— Niejasności jest tyle, że zapewne wcześniej czy później tym problemem będzie musiał zająć się Sąd Najwyższy — puentuje sędzia Paweł Pratkowiecki z Sądu Okręgowego w Legnicy.

Skala abolicji

Na razie urzędnicy MS (jeszcze za kadencji Zbigniewa Ziobry) objęli nadzorem wszystkie 1,5 tys. spraw. Sądy będą musiały raz na kwartał przesyłać im informacje, na jakim są one etapie i czy czasem niektóre z nich nie są zagrożone przedawnieniem. Dopiero po uzyskaniu tych danych okaże się, ilu z 10 tys. oskarżonych może w ogóle uniknąć skazania. Autorzy bubla mają szczęście, że większość przestępstw wchodzących w grę ma długi okres przedawnienia.

Autorzy, czyli kto? Za ustawą przygotowaną przez MS głosowały partie koalicyjne: PiS, LPR i Samoobrona. Przeciw była cała ówczesna opozycja: PO, SLD i PSL. Główną osią sporu były jednak nie zapisy, dotyczące zmiany właściwości sądów, a nowe regulacje dotyczące prokuratury.

— To dlatego nie pamiętam tej kwestii. Nie przypominam sobie też, by proponowane regulacje były krytykowane — mówi Marek Ast, poseł PiS, który pilotował w Sejmie projekt resortu Zbigniewa Ziobry.

Jak jednak ujawniliśmy, wczoraj sędziowie zgłaszali zastrzeżenia do MS. Być może nie dotarły one do posłów.

— Nie dostarczono posłom analiz skutków wprowadzanych zmian. A proces legislacyjny, szczególnie dotyczący sądownictwa, wymaga szerokich analiz i to jest rola ministerstwa sprawiedliwości jako autora projektu — odbija piłeczkę Marek Ast.

— Błąd popełnił rząd, ale też posłowie koalicji. Błąd totalnie kompromitujący. Przepychanie przez parlament ustaw bez konsultacji i nieprzyjmowanie do wiadomości alarmujących opinii jest skutkiem filozofii, że wola polityczna jest ważniejsza od zdrowego rozsądku. Minister Ziobro wykazał się w tej sprawie brakiem wyobraźni. Rzeczywistość szybko weryfikuje takie postawy i tak się dzieje w omawianej sprawie. Najgorsze, że za ten fatalny błąd zapłaci całe społeczeństwo i ucierpi reputacja wymiaru sprawiedliwości. A z takiego nieoczekiwanego prezentu niewątpliwie cieszą się przestępcy, których procesy mogą się znacznie wydłużyć — mówi Julia Pitera, posłanka PO.

Tych co bez przerwy występują w radio, telewizji itp. nie należy mylić z politykami, gdyż tak naprawdę to są artyści. Tak też było z twórcą „gwożdzia-ziobrofonu”. GRATULACJE.Tyle z prawa i sprawiedliwosci propagowanego przez PiS. Nie dość, że nie mamy tych 3 mln mieszkań, to jeszcze i bandytom dobrze się powodzi dzięki ich rządom. Nie wspomnę tu już o tanim państwie. Panie ministrze Z. glowa do gory i do boju. Pana wynik wyborczy mowi sam za siebie. Na miernoty z po pachnace czosnkiem wszyscy beda za pol roku pluli.

To nie do wytrzymania. Siedzi taki za nasze pieniądze w Sejmie i nawet nie raczy się wytłumaczyć przed społeczeństwem, dlaczego oszuści będą teraz bezkarni? I co przez te lata robił? Konferencję prasową proszę panie Z. I jeszcze go wyborcy z PiS’u chwalą.

Niedługo POpaprańcy wmówią ludzim, że Ziobro był jednym z mafiozów, bandziorem zabójcą i kim tam jeszcze... A wszystko po to, żeby zmienić prawo na mniej restrykcyjne, żeby znów można było interesiki kręcić w mętnej wodzie (jak nasz kochana św. Sawicka choćby).

Ziobro to nieudacznik, a być może zrobił to celowo i dopadnie go prawdziwe prawo i sprawiedliwość czyli trybunał stanu!!!

„Gratuluję” redaktorowi tytułu — wysokiej maści manipulacja, ale cóż się nie robi by dokopać prawicy, i uzyskać tryumf ateizmu praktycznego i międzynarodowej mafii finansowej ... i tak ostatecznie zwycięży Chrystus...!!!

Ze strony www.pb.pl (pisownia oryginalna)

Na zamieszaniu skorzystał Marek G.

Efekty bubla to nie tylko suche statystyki, lecz także opóźnienia w bardzo konkretnych sprawach. Także tych opisywanych przez „PB”.

Rzut oka na przypadek Marka G., wielokrotnego bohatera naszych artykułów, znanego dzięki związkom z aferami w PZU Życie (za kadencji Grzegorza Wieczerzaka) i Totalizatorze Sportowym (za Władysława Jamrożego).

Były szef i właściciel krakowskiej spółki Code, także dzięki „PB”, ma wielkie problemy z wymiarem sprawiedliwości. Lista prokuratorskich zarzutów jest długa: fałszerstwo weksla, niekorzystne rozporządzenie mieniem znacznej wartości, wyrządzenie szkody wielkich rozmiarów, wyłudzenie kredytu, udaremnienie zaspokojenia wierzycieli.

W każdym przypadku chodzi o miliony złotych. Tylko w jednym — o ponad 60 mln zł. Właśnie taką wartość miał weksel sfałszowany, zdaniem prokuratury, przez Marka G. Historię tego weksla opisaliśmy w „PB” w kwietniu 2002 r. Po ponad dwóch latach sprawa trafiła na wokandę warszawskiego sądu rejonowego. Były szef Code zapewne usłyszałby już wyrok, gdyby nie właśnie opisany przez nas bubel legislacyjny, zmieniający właściwość sądów w sprawach afer gospodarczych. Tak jak w przypadku około 1,5 tys. innych, akta także tej sprawy musiały zostać przesłane do sądu okręgowego. Co prawda, 13 października 2007 r., w wyniku uchwalenia poprawki ustawy, wróciły już do „rejonówki”, jednak wciąż nie wiadomo, czy proces, ze względu na zbyt długą przerwę w rozprawach, nie będzie musiał się zacząć na nowo.

To samo dotyczy innej sprawy Marka G., prowadzonej od września 2006 r. przez krakowski sąd rejonowy. Były szef Code oskarżony jest o niekorzystne rozporządzenie mieniem znacznej wartości, a konkretnie: niezwrócenie osobie fizycznej pożyczonych 11,7 mln zł. I ten proces zbliżał się do końca, ale ze względu na trefną nowelizację został przekazany do sądu okręgowego. I jeszcze stamtąd nie wrócił.

— Marek G. w swoich sprawach składa coraz to nowe wnioski dowodowe, występuje o akta innych postępowań, powołuje świadków, w ostateczności on albo jego obrońca nie stawiają się przed sądem z powodu choroby. Po prostu gra na zwłokę. Ta niedopracowana nowelizacja ogromnie mu w tej grze pomogła — narzeka prawnik reprezentujący jednego z niezaspokojonych wierzycieli Code.

Szczęśliwie nie wszystkie sprawy Marka G. zostały objęte niekorzystnym działaniem bubla. Uniknie tego ta, która właśnie (już po całym zamieszaniu) wpłynęła do krakowskiego sądu. Tym razem chodzi o zarzut działania na szkodę Code przez zawarcie niekorzystnej umowy zakupu działki (szkoda przekroczyła 2,8 mln zł). Zgodnie z nowelizacją, zajmie się nią sąd okręgowy. Tyle że bez sądowego ping-ponga i wynikającej z niego zwłoki.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane