Fundusze papierów dłużnych, w potocznym języku nazywane funduszami dłużnymi, na mapie możliwości inwestycyjnych plasują się blisko funduszy pieniężnych oraz produktów z ochroną kapitału. Jak to zwykle bywa, nieco wyższe zyski, których możemy oczekiwać od funduszy papierów dłużnych względem produktów pieniężnych lub bankowych depozytów, oznaczają, że są to rozwiązania nieco bardziej ryzykowne. W dużym uproszczeniu — inwestując w takim funduszu, mamy nadzieję zarobić na dwóch elementach: oprocentowaniu wypłacanym w postaci odsetek przez emitenta obligacji oraz ewentualnie na zmianie ceny samej obligacji.

Pierwszy czynnik ma dość proste przełożenie na zyski — im wyższe oprocentowanie obligacji w portfelu funduszu papierów dłużnych, tym lepiej. Jednak jak zwykle korzyść rodzi określone ryzyko. W tym przypadku jest nim zdolność emitenta obligacji do regulowania podjętych zobowiązań.
Praktyka jest taka, że oprocentowanie rośnie wraz z coraz niższą wiarygodnością emitenta. Ze wzrostem wypłacanych odsetek rośnie ryzyko, że nie dostaniemy nic. Dlatego obligacje rządu polskiego będą miały wyższe oprocentowanie niż papiery emitowane przez rząd niemiecki, ale niższe niż oprocentowanie papierów emitowanych przez rządy krajów przeżywających silniejsze problemy gospodarcze (np. Grecja).
Podobnie z obligacjami firm czy gmin — lepsza sytuacja finansowa oznacza niższe oprocentowanie. Rolą zarządzającego jest tak skonstruować portfel, by nie ograniczać potencjału tej korzyści, ale również zbytnio nie ryzykować.
Drugi element zysku to wzrost ceny. Tu mamy dwa czynniki — klasyczny, czyli wzrost popytu, oraz wzrost ceny wynikający ze spadku stóp procentowych. Możemy przy tym przyjąć, że stopy spadają częściej wówczas, gdy pogarsza się dynamika wzrostu gospodarczego.
To dlatego fundusze obligacji przynoszą wyższe zyski przy nieco słabszym stanie gospodarki i stąd może się brać takie skojarzenie, że w kryzysowych czasach fundusze papierów dłużnych to dobre rozwiązanie.
Ale uwaga — kryzys może mieć również wpływ na pierwszy czynnik, czyli popyt. Jeśli na świecie nastąpi odwrót od bardziej ryzykownych aktywów, odczuć to mogą również polskie obligacje. Wtedy może być trudno o wysokie zyski, przynajmniej w krótkim okresie.
Tomasz Publicewicz
prezes Analiz Online