ZASADY OCHRONY DANYCH ZOSTAŁY ZŁAGODZONE
Nie ma już obowiązku rejestracji wszystkich baz teleadresowych
Zasady obrotu danymi osobowymi w zakresie ofert business to business zostały zliberalizowane przed kilkoma miesiącami. Tymczasem większość zainteresowanych firm, świadczących usługi w zakresie marketingu bezpośredniego nic o tym nie wie.
Wiosną 2000 r. pojawiła się nowa wykładnia prawna, która zliberalizowała obrót danymi osobowymi w zakresie ofert typu business to business. Nowa interpretacja dotyczy artykułu 43 ustawy o ochronie danych osobowych z 1997 r.
Zgodnie z nią, firmy nie mają już obowiązku rejestrowania w Biurze Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych baz danych tzw. osób kontaktowych, które w danym przedsiębiorstwie pełnią konkretną funkcję. Jednocześnie zniknął też wymóg informowania o źródle przetwarzanych danych.
Krok do przodu
— Rozszerzona została kategoria osób traktowanych jako kontaktowe. Początkowo firmy swoje oferty wysyłać mogły praktycznie wyłącznie do członków zarządów innych podmiotów gospodarczych. Obecnie informacja trafić może także do innych pracowników, którzy pełnią kluczowe funkcje, np. do głównego księgowego. Jednocześnie grupa osób kontaktowych nie została jasno sprecyzowana, co daje firmom jeszcze większe możliwości — mówi Xawery Konarski, prawnik z Kancelarii Adwokackiej Elżbiety Traple w Krakowie.
Liberalizacja nie jest jeszcze znacząca, ale firmy zajmujące się marketingiem bezpośrednim uzyskały dzięki niej większy dostęp do rynku.
— Oferty business to business stanowią w przypadku naszej firmy 10 proc. wszystkich przesyłek. Rejestracja baz danych kosztuje zwykle kilka tysięcy złotych, ale ponadto jest uciążliwa i pochłania dużo czasu. Te nowe warunki znacznie ułatwią nam działanie — tłumaczy Przemysław Orłowski, dyrektor działu obsługi klienta Marketing House.
Wielkiego znaczenia wprowadzonej liberalizacji nie przypisuje natomiast Monika Zarzycka, dyrektor Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego.
— Nowa wykładnia świadczy o tym, że przetwarzane na zlecenie dane mają charakter danych ogólnodostępnych i są wykorzystywane w celach biznesowych. Nasze stowarzyszenie i tak traktuje je jednak jako dane osobowe — twierdzi Monika Zarzycka.
Zainteresowani nie wiedzą
Mimo że liberalizacja znacznie rozszerzyła możliwości działania podmiotów wykorzystujących marketing bezpośredni, większość z nich jeszcze o tym nie wie.
— Nasza firma na pewno skorzysta na tej liberalizacji. Muszę jednak przyznać, że dotychczas o tym nie wiedzieliśmy — opowiada Mirosława Solich z katowickiej firmy Meiller Polska.
Beata Horodniczy, prezes DCN Direct, twierdzi natomiast, że na liberalizacji najbardziej skorzystają klienci. Likwidacja spowoduje bowiem obniżenie ceny usług firm zajmujących się marketingiem bezpośrednim.
— Ta zmiana ma istotne znaczenie. Polskie prawo dostosowuje się do wymogów Unii Europejskiej, a tam informowanie klientów o usługach oferowanych przez firmy, jest znacznie bardziej powszechne niż w Polsce — twierdzi Beata Horodniczy.
Sytuacja idealna
Zdaniem Przemysława Orłowskiego, sytuacją idealną dla firm działających w sferze marketingu bezpośredniego byłaby tzw. lista Robinsona.
— Powinna powstać negatywna baza danych, zawierająca nazwiska tylko tych osób, które nie chcą, aby przesyłać im oferty. Reszta danych powinna być traktowana jako ogólnodostępne. Rozwiązanie takie wprowadziły niektóre państwa Zachodu — dodaje Przemysław Orłowski.
BEZ PRZESADY: Liberalizacja ma znaczenie o tyle, że skraca nam czas pracy. Teraz nie musimy już informować każdej osoby, że trafiła do naszej bazy danych. Robimy to w momencie, gdy coś do niej wysyłamy — mówi Monika Zarzycka, dyrektor Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego. fot. Borys Skrzyński
DUŻA ULGA: Dla naszej firmy, w której przesyłki business to business stanowią 10 proc. wszystkich wysyłanych materiałów, ta liberalizacja to znaczne ułatwienie — twierdzi Przemysław Orłowski, dyrektor działu obsługi klienta w Marketing House. fot. MP