Zastępcze auto dla każdego

Ubezpieczyciele przestali kręcić nosem — dostrzegli, że samochód zastępczy to świetny wabik na klienta.

Kiedy rok temu Sąd Najwyższy orzekł, że samochód zastępczy nie jest luksusem nie z tej ziemi, lecz normą, której kierowca poszkodowany w wypadku może oczekiwać od ubezpieczyciela, branża rwała włosy z głowy. Twierdziła, że może ją to kosztować nawet 1 mld zł rocznie i spowoduje gwałtowny wzrost cen polis komunikacyjnych.

Ubezpieczyciele coraz częściej dopuszczają możliwość poruszania się taksówkami jako alternatywę do auta zastępczego. — W takim przypadku konieczne jest przedstawienie faktur poświadczających dokonanie przejazdu — mówi Jarosław Nowak z Warty. [FOT. WM]
Ubezpieczyciele coraz częściej dopuszczają możliwość poruszania się taksówkami jako alternatywę do auta zastępczego. — W takim przypadku konieczne jest przedstawienie faktur poświadczających dokonanie przejazdu — mówi Jarosław Nowak z Warty. [FOT. WM]
None
None

Czas pokazał, że czarne wizje się nie sprawdziły, a ubezpieczyciele zaczynają walczyć o klientów, obiecując im… samochody zastępcze. Najostrzej gra Link4, który w kampanii telewizyjnej reklamuje polisę OC z dostępem do auta zastępczego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że ubezpieczyciel zdecydował się przyznawać auto nie tylko poszkodowanym w kolizji drogowej, ale także… sprawcy wypadku.

— Klienci, którzy kupią naszą polisę OC, mają zapewniony m.in. samochód zastępczy na okres do trzech dni, w przypadku gdy ubezpieczony pojazd uległ wypadkowi lub został skradziony — mówi Marek Baran.

Inni ubezpieczyciele nie posunęli się jeszcze tak daleko, ale przyznają, że auto zastępcze jest już normalną usługą w ich ofercie. Powszechnym standardem stał się dostęp do auta zastępczego w ramach polisy autocasco. W przypadku polisy OC jest on ograniczony — poza Link4 — tylko do poszkodowanych w wypadku.

— Samochód stał się dobrem powszechnym, nierzadko jest niezbędnym narzędziem pracy. Dlatego klienci coraz częściej poszukują możliwości korzystania z pojazdu zastępczego w czasie naprawy własnego auta. Możliwości spełnienia tych oczekiwań zależą od typu i wariantu ubezpieczenia, z jakiego szkoda jest likwidowana — twierdzi Piotr Dyszlewicz, dyrektor biura i likwidacji szkód w Ergo Hestii.

Podkreśla, że popularność najmu samochodu zastępczego ostatnio gwałtownie wzrosła i jest to obecnie druga wśród najbardziej pożądanych form pomocy od ubezpieczyciela w przypadku szkody drogowej. Trudno się dziwić, że rynkiem są zainteresowane firmy asystenckie. To one dostarczają pakiet assistance drogowego, dodawany przez ubezpieczycieli do polis komunikacyjnych.

Dlatego powstają programy, umożliwiające klientom szeroki dostęp do aut zastępczych, a jednocześnie zapewniające utrzymanie kosztów ich najmu pod kontrolą. W ubiegłym tygodniu taki program uruchomiły razem Europ Assistance Polska i Uniqa TU.

Standardowa rynkowa praktyka to samodzielny wynajem auta zastępczego przez klienta (najczęściej to pojazd z wypożyczalni współpracującej z warsztatem, który wykonuje naprawę). Potem kierowca wnioskuje do ubezpieczyciela o zwrot kosztów najmu. Rozwiązanie Europ Assistance idzie dalej, bo za cały proces najmu odpowiada firma asystencka. Dzięki skali może nawet o połowę obniżyć koszty obsługi poszkodowanego, który nie będzie musiał się rozliczać z ubezpieczycielem z wynajmu auta.

— Ten projekt jest innowacyjny i wyprzedza standardy powszechnie stosowane na rynku — mówi Michał Modzelewski, dyrektor biura likwidacji szkód i świadczeń w Uniqa TU. Możliwe, że wkrótce rozwiązanie się upowszechni, bo jak deklaruje Małgorzata Morańska z Europ Assistance Polska, firma rozmawia o wdrożeniu go u innych ubezpieczycieli.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane